24.08.2025, 12:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2025, 12:22 przez Brenna Longbottom.)
Przechodzi na część bankietową – chyba z Atreusem, Louvainem, Caiusem i Cynthią
Kąciki ust drgnęły jej lekko na komentarz Atreusa i omal nie wspomniała, że krwawe perwersje brzmią jak coś, co mogłoby się niektórym wychowankom Slytherina spodobać, więc nie rozumie, o co mu chodzi, ale pohamowała się ze względu na obecność dwóch pozostałych panów - bo do samej Cynthii to by taką uwagę rzuciła bez choćby chwili wahania.
– Prawdopodobnie miała w tym tkwić jakaś głębsza metafora, ale bądźmy szczerzy, bardziej od niej uwagę przyciągały tancerki – skwitowała słowa Atreusa. Pewnie chodziło o tę całą walkę z samym ze sobą, i wybór między tym co dobre, a tym co daje potęgę, ale tak naprawdę nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. A potem uśmiechnęła się lekko do Cynthii, gdy wyczuła na sobie jej spojrzenie. – Dobre stroje, chwytliwy temat, bo ludzie dalej lubią Merlina, niezła muzyka i udane układy taneczne, na co miałabym narzekać? – odpowiedziała pannie Flint. Nie była znawcą, ale też nie uważała, że być nim musi, aby cieszyć się sztuką, tak samo jak nie musiała być mistrzem kuchni, żeby wiedzieć, że jest nim Nora.
Gdy wstali, poprawiła poły ciemnej sukienki, podparła dłoń na ramieniu Atreusa, gdy je zaoferował, chociaż gdy po wejściu na salę bankietową on szukał barku, ona dość odruchowo zrobiła to samo, co wcześniej na sali teatralnej. Patrzyła, gdzie są wyjścia, gdzie stoi ochrona oraz dość odruchowo spróbowała zlokalizować Ministrę Magii – nie dlatego, że miała ochotę na jakiekolwiek interakcje z szefową rządu, ale dlatego, że ta była w końcu vipem. Potem spojrzała ku miejscu, gdzie wykupywano cegiełki – tam rzecz jasna zamierzała wkrótce podejść, bo i nie oszukujmy się, zaproszenie ktoś z teatru wysłał jej tutaj ktoś nie dlatego, że tak ją lubił, ale że wiedziano, że przy takich okazjach umie być szczodra. Wypatrzyła też brata, w towarzystwie Nory, i dość beztrosko mu pomachała, bo ani myślała się tutaj peszyć.
– Wygląda na to, że wesele Blacków wywarło wieczne piętno na organizacji tego typu imprez… – rzuciła z odrobiną rozbawienia, gdy skręcili bliżej barku i dostrzegła informację o tym, że nie serwują magicznych drinków. Niezbyt się dziwiła, bo wprawdzie samej Brennie zdarzało się takie zamawiać, ale raczej na przyjacielskie, nieoficjalnie zabawy. Nie serwowała też gościom amortencji. No i nikogo nie zamieniała w kapibary. (Był tylko jeden bóbr, ale z tym Brenna nie miała absolutnie niczego wspólnego.)
Zerknęła dość odruchowo na Cynthię, jakby chcąc sprawdzić, czy ma zamiar też pić z resztą towarzystwa, czy może wolała raczej odbić gdzieś na bok.
Kąciki ust drgnęły jej lekko na komentarz Atreusa i omal nie wspomniała, że krwawe perwersje brzmią jak coś, co mogłoby się niektórym wychowankom Slytherina spodobać, więc nie rozumie, o co mu chodzi, ale pohamowała się ze względu na obecność dwóch pozostałych panów - bo do samej Cynthii to by taką uwagę rzuciła bez choćby chwili wahania.
– Prawdopodobnie miała w tym tkwić jakaś głębsza metafora, ale bądźmy szczerzy, bardziej od niej uwagę przyciągały tancerki – skwitowała słowa Atreusa. Pewnie chodziło o tę całą walkę z samym ze sobą, i wybór między tym co dobre, a tym co daje potęgę, ale tak naprawdę nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. A potem uśmiechnęła się lekko do Cynthii, gdy wyczuła na sobie jej spojrzenie. – Dobre stroje, chwytliwy temat, bo ludzie dalej lubią Merlina, niezła muzyka i udane układy taneczne, na co miałabym narzekać? – odpowiedziała pannie Flint. Nie była znawcą, ale też nie uważała, że być nim musi, aby cieszyć się sztuką, tak samo jak nie musiała być mistrzem kuchni, żeby wiedzieć, że jest nim Nora.
Gdy wstali, poprawiła poły ciemnej sukienki, podparła dłoń na ramieniu Atreusa, gdy je zaoferował, chociaż gdy po wejściu na salę bankietową on szukał barku, ona dość odruchowo zrobiła to samo, co wcześniej na sali teatralnej. Patrzyła, gdzie są wyjścia, gdzie stoi ochrona oraz dość odruchowo spróbowała zlokalizować Ministrę Magii – nie dlatego, że miała ochotę na jakiekolwiek interakcje z szefową rządu, ale dlatego, że ta była w końcu vipem. Potem spojrzała ku miejscu, gdzie wykupywano cegiełki – tam rzecz jasna zamierzała wkrótce podejść, bo i nie oszukujmy się, zaproszenie ktoś z teatru wysłał jej tutaj ktoś nie dlatego, że tak ją lubił, ale że wiedziano, że przy takich okazjach umie być szczodra. Wypatrzyła też brata, w towarzystwie Nory, i dość beztrosko mu pomachała, bo ani myślała się tutaj peszyć.
– Wygląda na to, że wesele Blacków wywarło wieczne piętno na organizacji tego typu imprez… – rzuciła z odrobiną rozbawienia, gdy skręcili bliżej barku i dostrzegła informację o tym, że nie serwują magicznych drinków. Niezbyt się dziwiła, bo wprawdzie samej Brennie zdarzało się takie zamawiać, ale raczej na przyjacielskie, nieoficjalnie zabawy. Nie serwowała też gościom amortencji. No i nikogo nie zamieniała w kapibary. (Był tylko jeden bóbr, ale z tym Brenna nie miała absolutnie niczego wspólnego.)
Zerknęła dość odruchowo na Cynthię, jakby chcąc sprawdzić, czy ma zamiar też pić z resztą towarzystwa, czy może wolała raczej odbić gdzieś na bok.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.