Prościej było dyskutować o tym, jako możliwości, jako decyzji, którą mieli kiedyś podjąć. Padło to już między nimi, że może kiedyś, że czemu by nie, skoro już postanowili oficjalnie połączyć swoje drogi. To była naturalna kolej rzeczy, nic niezwykłego, szczególnie dla osób w ich wieku. Nie ma co się oszukiwać, nie należeli do najmłodszych zważając na to, jak wyglądało to w ich świecie. No, i stało się, szybciej niż by to zakładali, musieli wziąć na siebie to, że te hipotetyczne rozmowy stały się prawdą.
Być może nie zakładała, że tak szybko pojawi się seria zmian, na które nie do końca była gotowa, ale stało się, teraz trzeba było to jakoś powoli, poukładać, zamiast skupiać się na tym, że to jeszcze nie powinno się wydarzyć. Jeśli nie teraz, to później, to było niezaprzeczalne, czy więc warto było podkreślać to, że tego nie planowali?
Zdawała sobie sprawę, jak malowała się sytuacja, jak to będzie wyglądało dla innych, jednak jej wystarczało to, że wiedziała, iż ten ślub nie był spowodowany dzieckiem niespodzianką, o którym dowiedzieli się później. Nie zniosłaby myśli, że postanowił się jej oświadczyć tylko i wyłącznie z poczucia odpowiedzialności, nie przystałaby na to. Na szczęście doszło do tego wcześniej, więc nie musiała podważać tego, czy faktycznie tego chciał, czy zrobił to bo tak wypada. To było dla niej ważne.
- Zdarzało się to od jakiegoś czasu, gdy dłużej o tym myślę, to chyba jeszcze przed pożarami. Później zwaliłam to na dym, którego się wtedy nawdychałam. Nie wiem jak często, kilka razy mnie muliło. - Nie należała do osób, które przywiązywały szczególną wagę do zdrowotnych dolegliwości. Poboli i przestanie, minie, tak przynajmniej się jej wydawało. Okazało się jednak, że to wcale nie jest takie proste i w tym wypadku potrwa trochę dłużej. Cóż, jakoś sobie z tym poradzi, przetrwa ten czas. Nawet przez chwilę w to nie wątpiła.
Prychnęła słysząc jego kolejne słowa. Też jej coś, był starszy, no i co z tego? Ona również mogła pomyśleć o ewentualnych konsekwencjach ich zbliżenia. - Co z tego? Naprawdę sięgnąłeś po ten argument? - Zapytała jeszcze, jakby nie mogła uwierzyć, że to naprawdę padło.
Nie zauważyła jego dłoni, która od jakiegoś czasu zawisła gdzieś między nimi, na stole, musiał jej to wybaczyć, ale była zajęta próbą wyczytania czegoś z jego twarzy. Nie poszło najgorzej, nie wyszedł, nie zostawił jej tu samej, chociaż mogło się to tak skończyć, bo przecież to było dosyć sporo. Z drugiej strony wiedzieli, że zawsze istniało takie ryzyko, od lat przecież razem mieszkali, od lat nie potrafili trzymać rąk przy sobie w swojej obecności, tak naprawdę i tak dosyć długo udawało im się unikać konsekwencji jakimi było pojawienie się pąkla na tym świecie.
- Nie da się ukryć, że mogło się to wydarzyć już dawno. - Zdawali sobie z tego sprawę, to było całkiem logiczne, proste. Wiedzieli przecież skąd się biorą dzieci, nie byli też nastolatkami, którzy mieli powody panikować dowiadując się takich rzeczy. Byli dorośli, radzili sobie, czy dzieciak naprawdę tak wiele zmieniał w ich wypadku? Może inaczej zareagowaliby gdyby faktycznie założyli, że w najbliższym czasie pojawi się w ich obrazku, ale jednak czy to była aż taka różnica? Prędzej, czy później miało się to wydarzyć, trafiło na prędzej, trudno.
- i Ty i ja nie byliśmy wtedy w najlepszej formie. - Tamta chwila nie była tylko jego słabością, na pewno doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Udawało im się trzymać od siebie z daleka niemalże przez rok, nie stawać sobie na drodze, nie doprowadzać do interakcji. Kiedy jednak tamtej czerwcowej nocy wpadli w swoje ramiona dość szybko postanowili skorzystać z okazji, która się nadarzyła. Nie było to szczególnie romantyczne, raczej wręcz przeciwnie, bardziej chodziło o stęsknione siebie ciała, które musiały natychmiast znowu poczuć wspólny rytm. Brakowało temu emocji, które ich łączyły, to nie tak, że zgasły, jednak w tamtej chwili były zupełnie nieistotne, to nie sercem się kierowali, a najprostszym, najbardziej pierwotnym pożądaniem. Stało się, nie rozmawiali o tym, aż do dzisiaj, bo nie było o czym, doskonale wiedzieli przecież jak to wyglądało.
- Nie byliśmy wtedy szczególnie stabilni, teraz jest inaczej. - Wiedzieli o tym przecież, w końcu poukładali sprawy między sobą, w końcu wrócili na właściwy tor, dzięki czemu i oni wrócili do tych lepszych wersji siebie. Ustalili to, że służyło im bycie razem. Gdy się rozeszli dość mocno się miotali, powrócili do starych nawyków, zachowywali się jak gówniarze, którymi przecież już dawno nie byli. Każdy jakoś próbował sobie radzić ze stratą, i nie były to szczególnie rozsądne metody, ale to było już za nimi, udało im się wrócić na właściwy tor. Mieli wziąć ślub za kilka dni, czy naprawdę dzieciak w tym wypadku w ogóle powinien być uznany za problem, no nie.
- Nie brzmisz, jakbyś w to wierzył. - Nie dało się nie usłyszeć tego śmiesznego tonu z jakiego skorzystał, wyczuwała w nim wahanie. Bardzo dobrze wiedziała o tym, że Ambroise uwielbiał kontrolować sytuację i na pewno nie był do końca pocieszony, że pojawiło się coś, co zaburzyło mu jego ewentualne plany. Los jednak lubił być przekorny i udowadniać, że tak naprawdę nie ma się żadnej władzy, że nigdy nie zna się dnia, ani godziny, a plany i ustalenia mogą bardzo szybko się zmieniać.