Skoro ustalili plan, nikt nie miał z tym żadnego problemu to mogli podzielić się ogarnięciem terenu. To w sumie nie było, aż takie głupie, bo faktycznie Ursula mogłaby nie być do końca zadowolona, gdyby w ferworze walki zniszczyli jej ogród. Teraz mogli być spokojni o to, że nawet jeśli ich poniesie to bariery, które postawili skutecznie powstrzymają ich przed wtargnięciem w dalszą część ogrodu.
Yaxley ogarnęła swoją część przy azaliach, nie było to szczególnie skomplikowane, sprawdziła jeszcze, czy bariera faktycznie działa, po czym ruszyła przed siebie, bo miała za zadanie jeszcze wyznaczyć środek. Gdy znalazła się w połowie wyznaczonego pola (a przynajmniej tak jej się wydawało, że była to połowa, bo szacowała to na oko), to przetransmutowala tam trawę na kolor czerwony, by linia była widoczna, zaklęcie miało działać kilka godzin, dzięki czemu Lestrange nie wkurzy się o to, że zmienili jej barwę.
W końcu się wyprostowała, aby sprawdzić, jak reszta sobie radziła. Nie wątpiła, że dobrze, jednak chciała wiedzieć, czy to już był moment, w którym ona sama powinna się oddalić.
Nie zamierzała włazić im pod nogi podczas tego sparingu, wiedziała, jak to jest, ktoś plączący się po miejscu walki mógł być utrapieniem, dlatego właśnie wolała się oddalić i obserwować wszystko z boku.
Trochę była niepocieszona swoją dzisiejszą rolą podczas tego treningu, ale musiała się z tym pogodzić, nie zawsze mogła się przecież napierdalać, chociaż był to jej sposób na życie.
Ruszyła więc w końcu na bok, gdzie zamierzała sobie usiąść po turecku na ziemi. - Chyba wszystko jest ogarnięte? - Zapytała jeszcze, gdy szła przed siebie, wolała się upewnić, że jest tak, jak tego potrzebują. Nigdzie się w końcu nie spieszyli, mogli poświęcić odpowiednią ilość czasu na przygotowanie tego śmiesznego ringu, na którym będą mieli walczyć.
Trochę żałowała, że nie wzięła popcornu, nie wątpiła bowiem w to, że będzie to ciekawe przedstawienie, ale było za późno, aby go sobie zorganizować. No nic, jakoś poradzi sobie bez przekąsek.
- Myślę, że zaraz możecie zaczynać, tylko nie rozwalcie sobie za bardzo twarzy, pamiętajcie, że ślub jest za cztery dni. - Wolała im o tym przypomnieć, chociaż nie wydawało jej się, aby to miało coś zmienić, jeśli będą mieli zamiar dać sobie po ryju, to na pewno to zrobią nie zważając na okoliczności, które miały się pojawić.
Rozsiadła się w końcu na ziemi, jakoś na środku, aby mieć dobry widok na cały wyznaczony plac, czekała, aż w końcu zaczną się napierdalać.