W każdej sytuacji można było znaleźć jakieś pozytywy, nawet w tej. Mogło się to ułożyć zdecydowanie gorzej, kolejność nie była aż taka zła. Yaxley zdawała sobie sprawę, że w innym wypadku zaręczyny, ślub mogły być przez nią odebrane zupełnie inaczej, nie miała jednak powodu, aby zastanawiać się nad tym, czy Ambroise nie decydował o tym przez wzgląd na skomplikowaną sytuację.
Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, mimo, że zadał to pytanie, to przecież doskonale też mógł sam sobie na nie odpowiedzieć. Oczywiście, że nie była u uzdrowiciela, nigdy szczególnie ochoczo nie korzystała z ich usług, chyba, że było z nią naprawdę źle. - Nie byłam, powiedzmy, że nie widziałam takiej potrzeby. - Jak do tej pory przynajmniej. Nie wydawało jej się, aby zatrucie się dymem było czymś wielkim, miało przejść samo... najwyraźniej jednak te problemy miały jej towarzyszyć nieco dłużej. Oby jak najszybciej minęły mdłości i nudności, bo okazywały się być kurewsko męczące, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ona, kto raczej nie miewał najmniejszych problemów z panowaniem nad swoim ciałem.
- Jasne. - Powiedziała jeszcze cicho, chociaż mógł się domyślić, że dla niej ten argument był raczej inwalidą, co to niby miało do rzeczy? Był starszy, ale nie zmieniało to faktu, że i on i ona byli tak samo odpowiedzialni za swoje czyny, bo przecież byli dorośli. Wiedzieli, że wszystko niesie za sobą konsekwencje.
- Nie da się tego nie zauważyć. - Powoli zaczynali sobie wszystko układać, wracać do dawnego rytmu, może działo się to dość spontanicznie, ale dążyli do stabilizacji, więc nie było tak źle, jak się mogło wydawać. Jeszcze dwa tygodnie temu byli od tego bardzo odlegli, ale poszli po rozum do głowy. Przynajmniej jeden problem z głowy, nie powinno więc być, aż tak źle, przynajmniej nie skakali sobie do gardeł, tylko układali swój mały świat.
Być może nie zakładała, że przytrafi się im coś takiego, bo kto by się tego spodziewał, jednak odsuwała od siebie myśl, że to koniec świata. Może aktualnie nie byli szczególnie szczęśliwi, bo zaskoczyło ich to zupełnie znienacka, ale pewnie oswoją się z tą sytuacją. Poruszyli już ten temat, był moment, w którym i on i ona zastanawiali się nad powiększeniem rodziny, oczywiście myśląc o sobie nawzajem. Nie było to więc wcale taką tragedią. Być może stało się to dość szybko, bo ledwie zdążyli do siebie wrócić, ale patrząc na to, jak wyglądała ich relacja jeszcze niedawno to mogło być zdecydowanie gorzej.
- Myślę, że w tej chwili to nam wystarczy. - Nie potrzebowała niczego więcej. Ona również wierzyła w to, że sobie poradzą, zawsze sobie przecież ze wszystkim radzili, gdy znajdowali się obok siebie nie było rzeczy nie do przeskoczenia, byli silniejsi, niż osobno, tak też miało się wydarzyć i teraz. Mieli jeszcze trochę czasu, aby wszystko sobie poukładać i w głowie i w życiu, więc wcale nie było tak źle. Zresztą planowali kolejne kroki, tak właściwe to wcześniejsze niż ten końcowy, ale nikt nie powinien analizować jakoś szczegółowo tego, w jaki sposób układali swoje życie.