Co prawda, to prawda Erik niby był taki grzeczny i ułożony, jednak miał takie momenty, że potrafił dogryźć, nie żeby jej to przeszkadzało, uważała nawet, że dodawało mu to człowieczeństwa, inaczej byłby zbyt idealny.
- Tak właściwie, to nie spojrzałam na to z tej strony. Możesz mieć rację, teraz też w sumie może zostać szykanowany, to takie pisanie, żeby tylko spekulować, nic konkretnego, ale jednak napiszemy, najważniejsze, żeby sprzedać jak najwięcej egzemplarzy gazety.- Jak zawsze spoglądał na sytuacje szerzej, widział różne strony problemu, ona jeszcze nie do końca potrafiła myśleć w ten sposób. To tylko potwierdzało, że był odpowiednią osobą.
Chyba nawet Nora nie robiłaby sobie z takiej sytuacji żartu, w tym momencie jej najbliższa przyszłość miała się w taki zamienić. Los z niej zadrwił. Spowodował, że wszystkie plany jakie miała nagle przepadły, nie miały w ogóle racji bytu. Wszystko się rozsypało. Przez nią, przez jej lekkomyślne zachowanie. Gdzie ona miała mózg? Jak można mieć aż takie zaćmienie, a teraz jego nie było, a ona została sama, no nie do końca sama bo z dzieckiem w pakiecie. Nie poinformowała o tym nikogo, nawet tego, który powinien być najbardziej zainteresowany tematem. Stwierdziła, że poradzi sobie sama, teraz tylko trochę zaczęła panikować, bo wszystko stawało się coraz bardziej realne, czas płynął i niedługo będzie musiała wszystkich poinformować, bo przestanie mieć możliwość ukrywania swojego stanu.
Poczuła się lepiej, kiedy to z siebie wyrzuciła. Teraz nie będzie z tym sama. Po dłuższej chwili postanowiła podnieść wzrok i spojrzeć na Erika, szukała na jego twarzy rozczarowania.
- Jestem pewna.- powiedziała i ponownie kilka łez spłynęło po jej policzkach. Pierwszy raz rozmawiała z kimś na ten temat, mówiła głośno wszystko, co siedziało jej w głowie od kiedy tylko się dowiedziała.
- Mnie też to zaskoczyło, nie planowałam tak skończyć, Erik, ja mam dopiero dziewiętnaście lat, miałam tyle planów, teraz co? Utknę na zawsze w Little Whinging, przecież to jakiś dramat.- odetchnęła głęboko. Czuła, że jej świat właśnie się załamał. Nie powiedziała jeszcze rodzicom, bała się, że ją wydziedziczą, w końcu będzie mieć bękarta, nie zamierzała też nikomu powiedzieć kto jest ojcem dziecka, uraziłoby to jej dumę, gdyby teraz po tym wszystkim miała go szukać, żeby przekazać tę informację.
- Jak się z tym czuję? Nie wiem, jestem pewna, że urodzę to dziecko od samego początku, ale się boję, boję się, że jestem za młoda, że moje życie się właśnie rozsypało.- mówiła coraz szybciej, widać było, że siedzi w niej wiele myśli, które chciała komuś przekazać.
- W ogóle, przecież ja sama jestem dzieckiem, pełnym marzeń, miałabym teraz wychować swoje własne dziecko? Przecież nie umiem, skąd mam wiedzieć, co i jak? Co jeśli zrobię mu krzywdę?- bała się nie tylko o swój los, ale i tej jeszcze nieurodzonej istoty.
Poczuła dotyk Longbottoma na swojej dłoni, spowodował, że faktycznie odczuła wsparcie. Wiedział, co robi. - W jaki sposób niby mam to odwrócić na swoją korzyść?- nie do końca potrafiła sobie to wyobrazić.
- Tak właściwie, to nie spojrzałam na to z tej strony. Możesz mieć rację, teraz też w sumie może zostać szykanowany, to takie pisanie, żeby tylko spekulować, nic konkretnego, ale jednak napiszemy, najważniejsze, żeby sprzedać jak najwięcej egzemplarzy gazety.- Jak zawsze spoglądał na sytuacje szerzej, widział różne strony problemu, ona jeszcze nie do końca potrafiła myśleć w ten sposób. To tylko potwierdzało, że był odpowiednią osobą.
Chyba nawet Nora nie robiłaby sobie z takiej sytuacji żartu, w tym momencie jej najbliższa przyszłość miała się w taki zamienić. Los z niej zadrwił. Spowodował, że wszystkie plany jakie miała nagle przepadły, nie miały w ogóle racji bytu. Wszystko się rozsypało. Przez nią, przez jej lekkomyślne zachowanie. Gdzie ona miała mózg? Jak można mieć aż takie zaćmienie, a teraz jego nie było, a ona została sama, no nie do końca sama bo z dzieckiem w pakiecie. Nie poinformowała o tym nikogo, nawet tego, który powinien być najbardziej zainteresowany tematem. Stwierdziła, że poradzi sobie sama, teraz tylko trochę zaczęła panikować, bo wszystko stawało się coraz bardziej realne, czas płynął i niedługo będzie musiała wszystkich poinformować, bo przestanie mieć możliwość ukrywania swojego stanu.
Poczuła się lepiej, kiedy to z siebie wyrzuciła. Teraz nie będzie z tym sama. Po dłuższej chwili postanowiła podnieść wzrok i spojrzeć na Erika, szukała na jego twarzy rozczarowania.
- Jestem pewna.- powiedziała i ponownie kilka łez spłynęło po jej policzkach. Pierwszy raz rozmawiała z kimś na ten temat, mówiła głośno wszystko, co siedziało jej w głowie od kiedy tylko się dowiedziała.
- Mnie też to zaskoczyło, nie planowałam tak skończyć, Erik, ja mam dopiero dziewiętnaście lat, miałam tyle planów, teraz co? Utknę na zawsze w Little Whinging, przecież to jakiś dramat.- odetchnęła głęboko. Czuła, że jej świat właśnie się załamał. Nie powiedziała jeszcze rodzicom, bała się, że ją wydziedziczą, w końcu będzie mieć bękarta, nie zamierzała też nikomu powiedzieć kto jest ojcem dziecka, uraziłoby to jej dumę, gdyby teraz po tym wszystkim miała go szukać, żeby przekazać tę informację.
- Jak się z tym czuję? Nie wiem, jestem pewna, że urodzę to dziecko od samego początku, ale się boję, boję się, że jestem za młoda, że moje życie się właśnie rozsypało.- mówiła coraz szybciej, widać było, że siedzi w niej wiele myśli, które chciała komuś przekazać.
- W ogóle, przecież ja sama jestem dzieckiem, pełnym marzeń, miałabym teraz wychować swoje własne dziecko? Przecież nie umiem, skąd mam wiedzieć, co i jak? Co jeśli zrobię mu krzywdę?- bała się nie tylko o swój los, ale i tej jeszcze nieurodzonej istoty.
Poczuła dotyk Longbottoma na swojej dłoni, spowodował, że faktycznie odczuła wsparcie. Wiedział, co robi. - W jaki sposób niby mam to odwrócić na swoją korzyść?- nie do końca potrafiła sobie to wyobrazić.