18.02.2023, 03:09 ✶
Było coś abstrakcyjnego w tym, co się działo. Przynajmniej z perspektywy Ulyssesa. Właśnie miał wziąć ślub. Na dworze czekali goście. Dyrygent sprawdzał instrumenty. A on umierał w swoim pokoju i to mordowany przez gościa weselnego. Żeby jeszcze wiedział, dlaczego właściwie miał w tej chwili żegnać się ze światem…
Tylko, że nie wiedział. Nie miał pojęcia, czy sam zawinił, czy też właśnie padał ofiarą zemsty na swoim ojcu. Dusił się. Ręce nieznanego człowieka zaciskały mu się na szyi. Natarczywie uciskały jego tchawicę. Dotyk był okrutnie prawdziwy. Bolesny. Pozbawiający powietrza. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się mroczki.
I wtedy wreszcie pojawił się Cathal i uratował go.
Ulysses zatoczył się jak pijany. Rozkaszlał się. Nabierał powietrza gwałtownie jak wyrzucona na ląd ryba. Nie był w stanie zobaczyć jak Shafiq rozprawia się z napastnikiem. Ledwo zdążył złapać oddech, pociemniało mu w oczach i upadł.
***
To chyba były wykopaliska w Egipcie. Słońce unosiło się wysoko. Paliło mocno a na niebie nie było widać nawet jednej chmurki. Byli na pustyni. Gdy patrzyło się na linię horyzontu, można było dostrzec jak przez gorące powietrze rozgrzany piasek falował. Ulysses zgarnął leżącą na drewnianym stole mapę z inskrypcją. Jak na siebie wyglądał dziwnie, wreszcie bez garnituru, bez wypastowanych butów, bez wykrochmalonej koszuli, bez krawatu, ale czuł się przy tym dziwnie lekko i szczęśliwie. Nawet nie przeszkadzało mu, że zielona koszula khaki była mocno pognieciona a buty miał przybrudzone od piasku. Posłał krzywy, ale przyjazny uśmiech jednej z pracujących tu mugolskich archeolożek. Nie miał zielonego pojęcia co do niego powiedziała – od kontaktów z tubylcami był Cathal ze swoim niezrównanym talentem do języków obcych, ale wydawało mu się, że było to coś miłego.
Ten dzień, w ogóle, miał być przełomowy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, do wieczora odkryją sposób na dostanie się do wnętrza mastaby faraona Narmera leżącej w nekropolii Umm al-Kaab. Mugolska część ekspedycji zainteresowana była głównie odkryciem komory nagrobnej Narmera, Shafiq szukał komory bliźniaczej, w której spoczywać miała jego małżonka, czarownica. Według tego co zawierała inskrypcja – tu znowu językowy talent Cathala okazał się niezbędny – wejście do niej możliwe było jedynie w czasie, gdy gwiazdy znajdowały się we właściwym położeniu na niebie, co znowu zdarzało się raz na kilkadziesiąt lat.
Ulysses spędził sporo czasu nad wyliczeniem ich pozycji na niebie i czasu, kiedy miały znaleźć się we właściwej linii. Naciągnął na głowę mocniej kapelusz, by uchronić się przed słońcem. Jeszcze raz uśmiechnął się do archeolożki a potem skierował się prosto do namiotu, w którym przebywał Shafiq.
- Przyniosłem – powiedział do niego, podając mu inskrypcję. Przystanął niedaleko, by przypatrzeć się pracy Cathala. – Naprawdę myślisz, że w tej komnacie, poza mumią królwej małżonki będzie jeszcze jakiś magiczny artefakt? Może dawni czarodzieje byli po prostu tak samo… - zamyślił się, starając dobrać odpowiednie słowa. – Zabobonni jak mugole. Oni również wierzyli przecież, że po śmierci, dusza potrzebuje pomocy z przedostaniu się na drugą stronę. Być może jej dusza, potrzebowała specjalnego korytarza, który otwiera się raz na siedemdziesiąt dwa lata… - Ulysses urwał, gdy usłyszeli dźwięki nadciągającej przez pustynię karawany.
Odwrócił głowę w tamtą stronę, a potem skierował się do wyjścia z namiotu, ale tylko po to by wyjrzeć i przekonać się, kto właściwie przybył.
- To chyba ci mugole, profesorowie z Luwru, ci którzy mają być obecni przy otwarciu komnaty pogrzebowej Narmera.
Tylko, że nie wiedział. Nie miał pojęcia, czy sam zawinił, czy też właśnie padał ofiarą zemsty na swoim ojcu. Dusił się. Ręce nieznanego człowieka zaciskały mu się na szyi. Natarczywie uciskały jego tchawicę. Dotyk był okrutnie prawdziwy. Bolesny. Pozbawiający powietrza. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się mroczki.
I wtedy wreszcie pojawił się Cathal i uratował go.
Ulysses zatoczył się jak pijany. Rozkaszlał się. Nabierał powietrza gwałtownie jak wyrzucona na ląd ryba. Nie był w stanie zobaczyć jak Shafiq rozprawia się z napastnikiem. Ledwo zdążył złapać oddech, pociemniało mu w oczach i upadł.
***
To chyba były wykopaliska w Egipcie. Słońce unosiło się wysoko. Paliło mocno a na niebie nie było widać nawet jednej chmurki. Byli na pustyni. Gdy patrzyło się na linię horyzontu, można było dostrzec jak przez gorące powietrze rozgrzany piasek falował. Ulysses zgarnął leżącą na drewnianym stole mapę z inskrypcją. Jak na siebie wyglądał dziwnie, wreszcie bez garnituru, bez wypastowanych butów, bez wykrochmalonej koszuli, bez krawatu, ale czuł się przy tym dziwnie lekko i szczęśliwie. Nawet nie przeszkadzało mu, że zielona koszula khaki była mocno pognieciona a buty miał przybrudzone od piasku. Posłał krzywy, ale przyjazny uśmiech jednej z pracujących tu mugolskich archeolożek. Nie miał zielonego pojęcia co do niego powiedziała – od kontaktów z tubylcami był Cathal ze swoim niezrównanym talentem do języków obcych, ale wydawało mu się, że było to coś miłego.
Ten dzień, w ogóle, miał być przełomowy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, do wieczora odkryją sposób na dostanie się do wnętrza mastaby faraona Narmera leżącej w nekropolii Umm al-Kaab. Mugolska część ekspedycji zainteresowana była głównie odkryciem komory nagrobnej Narmera, Shafiq szukał komory bliźniaczej, w której spoczywać miała jego małżonka, czarownica. Według tego co zawierała inskrypcja – tu znowu językowy talent Cathala okazał się niezbędny – wejście do niej możliwe było jedynie w czasie, gdy gwiazdy znajdowały się we właściwym położeniu na niebie, co znowu zdarzało się raz na kilkadziesiąt lat.
Ulysses spędził sporo czasu nad wyliczeniem ich pozycji na niebie i czasu, kiedy miały znaleźć się we właściwej linii. Naciągnął na głowę mocniej kapelusz, by uchronić się przed słońcem. Jeszcze raz uśmiechnął się do archeolożki a potem skierował się prosto do namiotu, w którym przebywał Shafiq.
- Przyniosłem – powiedział do niego, podając mu inskrypcję. Przystanął niedaleko, by przypatrzeć się pracy Cathala. – Naprawdę myślisz, że w tej komnacie, poza mumią królwej małżonki będzie jeszcze jakiś magiczny artefakt? Może dawni czarodzieje byli po prostu tak samo… - zamyślił się, starając dobrać odpowiednie słowa. – Zabobonni jak mugole. Oni również wierzyli przecież, że po śmierci, dusza potrzebuje pomocy z przedostaniu się na drugą stronę. Być może jej dusza, potrzebowała specjalnego korytarza, który otwiera się raz na siedemdziesiąt dwa lata… - Ulysses urwał, gdy usłyszeli dźwięki nadciągającej przez pustynię karawany.
Odwrócił głowę w tamtą stronę, a potem skierował się do wyjścia z namiotu, ale tylko po to by wyjrzeć i przekonać się, kto właściwie przybył.
- To chyba ci mugole, profesorowie z Luwru, ci którzy mają być obecni przy otwarciu komnaty pogrzebowej Narmera.