Podanie dłoni, niby czysta formalność, a jednak swego rodzaju "dżentelmeński pakt". Może odrobina kultury i dobrego wychowania, chociaż w pewnych grupach społecznych nie była koniecznością. Nie mniej jednak, Stanley preferował solidny uścisk dłoni, którym uraczył go Nicholas. Uraczył go również napitkiem na który kiwnął głowę z podziękowaniem i popielniczką do swojego uzależnienia.
- Jeszcze trochę, a poczuję się jak u dyrekcji Hogwartu - zaśmiał się pod nosem na wspomnienie o tym, że Travers chciał porozmawiać o Rodolphusie - Tylko mi nie dawaj kary w razie czego, dobrze? - zapytał retorycznie, zaciągając się papierosem w między czasie. Zdawał sobie sprawę, że kuzyn mógł mieć jakieś tematy odnośnie tego małego psychola, którego przyszło im znać i współpracować.
- Chwała Ci za to. Nie zdzierżyłbym kolejnej próby pogawędki o uczuciach, emocjach i samopoczuciu - przyznał szczerze. Ślizgon nie był wielce wylewny i raczej preferował przechodzić żałobę z samym sobą, niż użalać się nad tym co miało miejsce.
Kiedy zostało wspomniane imię Roberta, mina Borgina trochę zrzedła. Trochę jakby został lekko wybity z rytmu, może zaskoczony.
Stanley przyglądał się Nicholasowi przez kilka chwil, unosząc brew do góry w swoim klasycznym geście. Rozkoszował się nikotyną, która docierała do jego naczyń krwionośnych. Zastukał też melodycznie w blat stołu, kupując sobie odrobinę czasu.
- Ano tak. Robert... - zaczął, sięgając wolną dłonią po szklankę, próbując jej zawartość chwilę później - Prawdę mówiąc to nie znam szczegółów. Nie pytałem o akt zgonu, nie dociekałem prawdy. Z tego co mi wiadomo to... miał zawał serca? A jakiś wpływ... - zmrużył oczy, próbując sobie przypomnieć szczegóły - Mogły mieć wydarzenia z tegorocznego Święta Żniw - dodał - Nie wiem czy dzieci Richarda nie mogły maczać w tym swoim palców. Wiesz, bliźniak Roberta. To też nie tak, że zamordowały go czy coś... Ale mieli trochę na pieńku? Jakby... Spodziewał się po nich trochę więcej? A jak nie więcej, to innego zachowania - wzruszył ramionami, przywołując wydarzenia, które miały miejsce podczas pamiętnego śniadania w kamienicy Mulciberów.
Papieros wylądował w popielniczce, a Stanley zaczął kręcić kółka przy pomocy szklanki.
- Jeżeli byś chciał, mogę dowiedzieć się więcej o śmierci Roberta - zaoferował - Ale wszelki wgląd w karty pacjenta, zostawiam Tobie. Powiedzmy, że jestem persona non grata w Ministerstwie i świętym Mungu - zatrzymał szklankę, wszak ta zaczęła się chybotać na boki, co groziło wylaniem trunku.
- Jest jeszcze coś co chciałbyś wiedzieć o śmierci starego Mulcibera? Czy chcesz przejść do kolejnego punktu obrad? - zapytał, chcąc wiedzieć jaki był dalszy plan działania.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972