Niewymowny Cygan? A co on, złożył jakąś przysięgę, że nie rozjebie się na kolegów złomiarzy wśród Bumelantów? A może byli zorganizowani w grupie "CZEMU", czyli Cygańskim Zakładzie Ekspertyz Metalurgiczno-Ułomnych? Bo jeżeli tak, cóż, Alexander zapewne był tam kierownikiem, menadżerem i dyrektorem na raz, a przede wszystkim to głównym komendiantem w tej placówce. Grunt to zdrowie, a w przypadku "nestora" Mulciberów to miejsce w którym pojawiały się metalowe puszki dla niego. Liczyło się jednak to, że Alexander byłby zadowolony.
- To nie jest taki głupi pomysł - przyznał rację Rodolphusowi - Zaraz coś wykombinuje w tym temacie i mu wyślę - dodał, sięgając po czystą ryzę papieru oraz swój kałamarz. Słuchając dalszych słów Lestrange'a oraz ignorując zachowanie małego psychopaty, a nie wróć, po prostu Dementorka, rozpoczął artystyczny proces translacji tarota na Stanisławowe. Z gracją słonia w składzie porcelany i ku uciesze wszystkich bogów sztuki, przerysował karty, które przed chwilą wylosował. Jak mu poszło? Co Co najmniej nieźle ale kto robił dobrze w tych czasach? Gorzej było, a ludzie bili brawa. Pozostało wyjąć drugą ryzę, napisać kilka słów z wytłumaczeniem dla Alexandra i podpis - Mulciber, tak jak mu zostało polecone. Na całe szczęście, listy pisane do krewniaka Alexa, były całkiem szybkie i proste, wszak nie należało tam wykorzystywać za bardzo wyrafinowanego słownictwa, ponieważ czytał on tylko pierwsze 3 linijki lub równowartość 27 słów.
Widząc, że dżentelmeńska umowa została zachowana, Borgin zgarnął monety na swoją część biurka, a następnie zsunął je do pierwszej szafki z brzegu. Te obiły się o jakieś alamanachy, księgi i różne badziewa, które się zebrały w szufladzie.
- Nie ja piszę zasady tego maratonu - stwierdził, zaciągając się papierosem - Ale wydaje mi się, że mogli złapać lekką zadyszkę. Pytanie jak to ma się do nas - rozłożył ręce - Nie wiemy w końcu ilu naszych... Zniknęło - sugestywnie ruszył głową, sugerując, że chodzi mu o fakt pojmania innych zwolenników Czarnego Pana w jasyr.
Stanley przyglądał się temu, co wyciągnął Lestrange. Czekał też na jego wytłumaczenie tej karty, które było całkiem trafne, chociaż komentarz już się cisnął na usta.
- Widać, że masz skrzata od pierdolenia - stwierdził, strzepując popiół do popielniczki - Inaczej to pewnie byś się bał, że się zmęczysz, zejdzie Ci balsam z dłoni i sobie ubrudzisz buźkę? - zapytał retorycznie, nie oczekując odpowiedzi, wszak bardzo dobrze ją znał. Niby Rodolphus mógł się produkować... ale czy był sens? Borgin miał swoją wersję, on swoją i tyle. Nie było nad czym się tutaj rozwodzić.
Nie chcąc zatrzymywać kolejki, wyciągnął pierwszą kartę z brzegu, co by ponownie spróbować swoich gargantuicznych umiejętności wróżbiarstwa.
Wieża
- O proszę bardzo. Wieża - przyznał - Można powiedzieć, że ktoś tutaj stanie na wysokości zadania - pokiwał głową na zgodę z samym sobą - Bo wiesz... Wieża, wysoka. Wiadomo, nie? - zaśmiał się pod nosem, spoglądając w kierunku Lestrange'a.
Borgin przyglądał mu się przez kilka, może kilkanaście sekund.
- A tak na serio teraz, Rodolphus - zwrócił się do swojego rozmówcy - Koledzy ci zabierali kanapki z salcesonem w Hogwarcie, czy jak? Bo nie bardzo rozumiem skąd w tobie taka żądza mordu - kontynuował, stukając melodycznie w blat - Wiesz, mortadele to jeszcze rozumiem, że mógłbyś się zdenerwować... Ale salceson? - wzruszył ramionami, nie rozumiejąc podejścia Lestrange'a. Po co chował w sobie ten młodociany, Hogwarcki gniew? Było, minęło. Podobno miał kasy jak lodu, więc mógł sobie wykupić coroczną prenumeratę mortadelki aby topić w niej swoje smutki, ale nie. Po co, skoro można chodzić i się gniewać, nie pić i w ogóle dawać taki dziwny vibe.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972