Tak naprawdę Yaxley sama nie do końca wiedziała jak i dlaczego to akurat Benjy został pierwszą osobą poinformowaną o zaistniałej sytuacji, los tak chciał czy coś, nie byłby jej osobistym wyborem, ale nie było sensu się na tym skupiać i tego roztrząsać. Stało się, tyle.
Zdawała sobie sprawę, że tydzień z hakiem to nie było szczególnie dużo czasu, jednak to też ustaliła zupełnie przypadkiem z Ursulą. Po wymianie spostrzeżeń doszły do tego, że będzie to dla nich najlepszą możliwością, może faktycznie wypadało przedyskutować to wcześniej, jednak aktualnie chyba nie było lepszego rozwiązania, nie patrząc na to w jakim stanie się znajdowała.
- Tak, jakoś tak wyszło. - Dosyć szybko zorganizowała sobie strój, w którym miała wystąpić podczas ceremonii, tak właściwie to po raz kolejny Lestrange o to zadbała, ta kobieta była przygotowana na wszystko, jak się okazywało. Geraldine doceniała jej pomoc i zaangażowanie, nie wątpiła też w to, że dzięki niej wszystko będzie prostsze. Sama nie należała do osób, które przepadały za organizacją podobnych wydarzeń, więc doskonale składało się, że ciocia postanowiła wesprzeć ich swoim doświadczeniem.
Zdawała sobie sprawę, że gdyby miała zlecić komuś uszycie podobnej sukni, to pewnie zajęłoby dużo więcej czasu, nie ma się co oszukiwać, jej gabaryty były bardzo specyficzne i nie dostałaby od ręki czegoś, co mogło na nią pasować. Oczywiście, że Ursula miała coś takiego w swojej szafie, było to przecież całkiem logiczne - gotowa na wszystko. Doceniała ten gest, nie sądziła, że ciocia postanowiłaby byle komu oddać swoją własną sukienkę.
- Wiem, że to szybko. - Nie wydawało jej się, aby potrzebował potwierdzenia, bo przecież jasno określiła o jakim dniu myślały. To mogło zostać uznane za całkiem spontaniczny krok, w sumie dokładnie tak było, ale w tym momencie chyba nie mieli za bardzo innego wyjścia. Im szybciej będą mieli to za sobą tym lepiej.
- Stwierdziłyśmy, że nikt nie będzie kwestionował powodu ślubu, jeśli dojdzie do niego szybko, ludzie będą zajęci prostowaniem wszystkiego po pożarach i dzięki temu unikniemy niepotrzebnego zwracania na siebie uwagi, Ursula wspomniała jednak o tym, że w tym wypadku nie powinniśmy się zbyt szybko doprowadzać do powiększenia rodziny, ale na to trochę zbyt późno. - Bo pewnie niektórzy byliby w stanie dodać dwa do dwóch i mogli sobie tłumaczyć w inny sposób ten pośpiech. Lestrange pewnie nie będzie do końca zadowolona, że wszystko potoczyło się nieco inaczej, ale aktualnie było zbyt późno, aby coś z tym zrobić.
- Nie mogłam go zostawić, w sumie to jej, a jeden pies już chyba nie robi nam większej różnicy. - Szczególnie, że planowali kupić dom, więc nie mieli powodu, aby przejmować się tym, czy zwierzęta będą miały się gdzie pomieścić. Kot, psy, koń, niedługo pąkiel, ich rodzina powiększała się w bardzo szybkim tempie.
- Tak, trochę tak wyszło. - Niby rozumiała argumenty Fenwicka, chociaż trochę nie do końca, gdyby naprawdę chciał, to bez problemu poradziłby sobie z psim towarzyszem, mógł się jednak spodziewać, że jeśli nie on, to ona go weźmie i jakoś tak się właśnie złożyło, bo przecież nie mogła go zostawić.
- Tak, polubiły się. - Psy przyjęły ją do swojego stada bez żadnego problemu, Yaxley nawet nie spodziewała się tego, że pójdzie to tak łatwo.