Nie liczyło się to, czy wyglądało to pięknie, grunt, że spełniało swoją rolę. Prue nie spodziewała się do końca tego, co miała tutaj zastać. Na pewno kilka godzin wcześniej było dużo gorzej, teraz deszcz nie miał szansy wedrzeć się do środka, a nadchodził przecież czas, w którym stanie się on codziennością. Jesienią w Londynie praktycznie wcale nie przestawało padać. Nie miała pojęcia, kiedy w oknach pojawią się nowe szyby, bo nie ustaliła z bratem żadnych konkretów, nie wiedziała ile zajmie mu doprowadzenie tego miejsca do względnego porządku. Może inaczej byłoby gdyby chodziło o jedno okno, ale oczywiście nie mogło być tak prosto, wszystkie musiał trafić szlag.
Nadal była zła o to, że ktoś przez swój kaprys, chęć udowodnienia swojej siły postanowił spalić stolicę. Spodziewała się tego, że prędzej, czy później rozpęta się prawdziwa wojna, ale nie sądziła, że jej skutki będą takie przytłaczające. Bletchley ceniła sobie stałość, przywiązywała się do miejsc, a teraz jej dom wyglądał raczej jak ruina. To było dość przykrym zderzeniem się z rzeczywistością, teraz jeszcze miała trochę czasu, aby nie zwracać na to uwagi, jednak za kilka dni przecież będzie musiała tutaj wrócić. Na pewno sporo pracy będzie kosztowało ją doprowadzenie mieszkania do takiego stanu, w jakim było przed pożarami. Szczególnie, jeśli będzie musiała zająć się tym sama, a nie zapowiadało się, aby to miało się zmienić.
Doceniała to, że Benjy pojawił się tutaj wcześniej, ogarnął cały ten syf, nie pozwolił na to, by widziała tę wielką katastrofę, jaką było to miejsce jeszcze kilka godzin temu. Nadal przecież pozostawały po tym ślady. Miała niby sporo szczęścia, że w ogóle mogła tutaj wrócić, jednak i tak czuła rozgoryczenie przez to, że w ogóle doszło do takiej tragedii.
Nie chciała go budzić, podejrzewała, że może być zmęczony, dzień dopiero się rozpoczynał, a wyglądało na to, że spędził już tutaj trochę czasu, dlatego też starała się podejść do kanapy jak najciszej potrafiła. Powinna się jednak spodziewać tego, że nie umknie to jego uwadze, mimo tego, że jeszcze kilka sekund temu wydawało jej się, że całkiem słodko sobie śpi, to ledwie zdążyła usiąść na brzegu, a on już się poruszył.
Wyczuł jej obecność, był czujny, jak zawsze. Nie dało się go zaskoczyć. Nie wydawał się jednak być zbytnio zirytowany tym, że przerwała mu tę chwilę relaksu.
- Nie chciałam Cię obudzić. - Zaczęła od tłumaczenia, dlatego nie zaznaczyła w żaden sposób swojej obecności, nie odezwała się gdy znalazła się w mieszkaniu. Zauważyła, że się przesunął, zrobił jej miejsce, więc wsunęła się pod jego ramię. Przyjemnie było poczuć ciepło drugiej osoby po męczącej i dość pracowitej nocy.
- Cześć. - W końcu się z nim przywitała, chociaż zdążyła już całkiem wygodnie się przy nim ułożyć. - Pracowita noc? - Dodała jeszcze, bo chciała, żeby miał na uwadze to, iż dostrzegła, co tutaj zrobił. To było naprawdę miłe, nie musieć mieć wszystkiego na swojej głowie, chociaż przecież wcale nie powinien się przejmować tym, w jakim stanie znajdowało się jej mieszkanie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control