Drzwi pubu zaskrzypiały złowrogo, gdy Osiris je otworzył. Uderzył go zapach dymu – ciężki, gryzący, przesycony czymś, co nie pozwalało oddychać swobodnie. To nie był tylko zwyczajny smród spalenizny. To było coś więcej. Jakby sam ogień zostawił w ścianach echo czyjejś dłoni, czyjegoś gniewu.
Wnętrze, które znał tak dobrze – miejsce, w którym rozbrzmiewały śmiechy, szum kufli i brzdęk gitary – teraz wyglądało jak trup. Stoły były zwęglone przy krawędziach, krzesła powalone, szkło rozbite na setki drobnych kawałków, które lśniły nikłym światłem, niczym martwe gwiazdy na brudnej podłodze. Ściany były osmolone, a belki nad barem pociemniałe, jakby każde z nich wchłonęło w siebie język płomienia.
Osiris westchnął, a ból rozdarł jego klatkę piersiową. Powietrze było ciężkie, dusiło – a gdy otarł twarz rękawem, poczuł coś dziwnego, bardzo niekomfortowe uczucie na szyi, tuż poniżej uszu. Spojrzał w zbitą szybę za barem i ujrzał własne odbicie – blada skóra, a na niej czarne, posępne odciski palców, jakby ktoś przed chwilą zacisnął na nim dłonie.
Przełknął ślinę, a jego serce przyspieszyło. Ktoś tu był. A może wciąż jest. Niekoniecznie fizycznie, bardziej niczym cień, echo tamtych wydarzeń zaklęte w murach. Mimo tego uczucia, zmusił się do ruchu. Chciał podnieść przewrócone krzesła, zebrać rozbite na podłodze szkło, być może spróbować zetrzeć ślady sadzy ze ścian... Chociaż próbował już to robić w czasie poprzednich wizyt tutaj, bez żadnych efektów, bo ślady dłoni na ścianach, nawet jeśli znikały na chwilę, to zaraz potem wracały. Wciąż miał jednak nadzieję, że jeśli wystarczająco długo będzie je ścierał, to w końcu dadzą za wygraną i po prostu przestaną się pojawiać...
Początkowo nie zwrócił uwagi na to, że drzwi wejściowe do lokalu otworzyły się przy pomocy zaklęcia - bo akurat nie znajdował się w ich pobliżu - a to, że sprzątał, sprawiło, że niekoniecznie słyszał kroki intruza. Usłyszał jednak kaszel, a gdy uświadomił sobie, że raczej nie jest to żaden z klientów, bo lokal był zamknięty i na drzwiach miał wywieszoną przez niego tabliczkę o tym, że nie obsługuje tymczasowo klientów, poczuł że jego mięśnie mimowolnie się spinają. Zacisnął palce mocniej na różdżce i ruszył w kierunku dźwięku kaszlu, z zaskoczeniem odkrywając, że dźwięki te wydobywały się z dość dobrze znanego mu mężczyzny, którego jednak odwiedzin tutaj się nie spodziewał.
- Travers...? - uniósł brwi, przyglądając mu się przez chwilę, z wycelowaną w jego stronę różdżką, zanim w końcu zdecydował się ją schować w kieszeni. Przeczesał dłonią swoje włosy, wzdychając ciężko, a potem oparł dłonie o biodra. - ¡Por Dios! Co ty tu robisz?
@nicholas travers