30.08.2025, 13:15 ✶
Wiadomość dostarczył Helloise puchacz Nostradamus, mniej więcej w połowie września 1972 roku. Już na pierwszy rzut oka mogła poznać, że list był od Alexandra. Bo kto inny pomyślałby, aby mapę nieba północnego złożyć tak, żeby tworzyła kopertę? Zapieczętował ją jak należało, jak zawsze pozostawiwszy w laku odcisk swego sygnetu. W środku Helloise mogła znaleźć zaproszenie na wesele, któremu towarzyszył list. Po rozłożeniu kartki z listem, ze środka wysypało się kilka odłamków skalnych w różnych kolorach.
Dopiero przyjrzawszy się kopercie bliżej, można było dostrzec, że zaznaczone na mapie ciała niebieskie poruszają się: wszystkie wedle skreślonych ręką Alexandra wyliczeń. Gwiazdy mrugały wesoło, a pozycje planet, oznaczane pieczołowicie na tle stałych gwiazdozbiorów, układały się w efemerydy, czyli graficzne przedstawienia ruchów planet. Wyznaczane na podstawie obserwacji nieba oraz tabelarycznych przewidywań astronomicznych, służyły Alexandrowi pomocą podczas opisywania horoskopów. Gdyby Helloise powiodła palcem wzdłuż wyrysowanej na krawędziach skali godzinnej (podobnej do skali na astrolabium), odkryłaby, że może spowolnić, lub przyspieszyć ruch poszczególnych obiektów. Obiektów, które podświetlały się tym jaśniej, im więcej Alexander spędził czasu na ich obserwacji. Z jakiegoś powodu skupił się na Saturnie, zaznaczywszy, że we wrześniu wchodzi w sekstyl z Chironem. Za pomyślny uznał również jego trygon z Junoną.
Na wrzosowiskach wszystko rośnie na kamieniach. Widzisz tego ze złocistą żyłką przebiegającą pęknięciem przez sam środek? Aurum nostrum non est aurum vulgi. "Nasze złoto nie jest czymś pospolitym". Tak starożytni zwykli mówić o kamieniu filozoficznym. Kamieniu, który oprócz złota, daje temu, kto go posiada, wieczne życie. Gdy rozciąłem rękę na skałach, z rany nie popłynął złoty ichor. A jednak poczułem się żywym, gdy krew wsiąkała w kamień. To ten dziwnie ciemny, który smakuje żelazem. Odłupałem kawałek dla siebie, resztę zostawiłem, aby wymiana była równowartościowa. Ma ostre brzegi, więc nie pokalecz języka.
Wyrosłem na tej ziemi, Helloise, na tych kamieniach. Mulciber Manor też wzniesiono na kamieniu. Na kamieniu, który spadł z nieba.
Meteoryt, fragment jądra planetoidy, zawierający głównie żelazo i nikiel, z niewielką domieszką kobaltu... Podobne fragmenty krążyć mogą miliardy lat w pasie asteroid, zanim ściągnie je wreszcie pole grawitacyjne Ziemi. "A kamień odrzucony przez budowniczych, stał się kamieniem węgielnym." Meteoryt stanowi fundament domu mych przodków. To na tym właśnie kamieniu wyrosłem. Spójrz na gwiezdne żyłki metalu, które układają się w figury, jakich nie zna ziemia. Struktury Widmanstättena. Geometryczne wzory krystaliczne, które powstają jedynie w chłodzie przestrzeni kosmicznej, przez miliardy lat powolnego stygnięcia po wybuchach, jakie je ukształowały. Ten kamień się nie kruszy, nie pęka. Kamień, który spadł z nieba, nie ugnie się przecież pod ciężarem ziemi. Igła kompasu traci przy nim orientację, jak gdyby jego żelazna dusza zakłócała wskazania kierunków świata, co wynika oczywiście z interferencji pola magnetycznego ziemi z polami cząsteczek żelaza w meteorycie, które zachowały "pamięć magnetyczną" z czasów, gdy krążyły jeszcze w polu magnetycznym planetoidy.
Lubię jednak myśleć, że to dlatego, że były świadkami milczenia gwiazd, choć mało naukowym jest to podejście.
Gwiazdy nad niebem północnym układają się tak, jak układały się przed ponad tysiącem lat, gdy rodziły się i upadały potęgi. Prym wiodły, podobnie jak i teraz, wpływy Saturna. Saturn, pan materii, czasu, skał i surowych praw przyrody. Planeta w "fizyce losu" uważana za nieubłaganą. To właśnie Saturn dokładnie tysiąc trzysta osiemdziesiąt dziewięć lat temu patronował założeniu osady w Monemvasii.
Monemvasia to położone w całości na skale miasteczko na wybrzeżu Peloponezu, do którego można dostać się wyłącznie od strony morza, poprzez wąską groblę. Jego nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza bowiem "jedyne wejście". Miasteczko założyli Lacedemończycy, potomkowie Spartan wystarczająco silnych, aby nie zostać zrzuconymi ze skał na pewną śmierć przez swe matki. Ludzie tak samo nieprzyjaźni jak ziemia, na której wyrośli. Dopiero rok temu wybudowano pierwszy most łączący Monemvasię ze stałym lądem. Sprawdziłem spis ludności, w którym odnotowano, że wystającą z morza skałę zamieszkuje obecnie trzydziestu dwóch mieszkańców. O trzydziestu dwóch za dużo. Wszyscy żyją w dolnym mieście, górne pozostaje niezamieszkanym. Na szczycie kamiennego masywu trudno bowiem o słodką wodę. Nie ma tam ziemi, która zdołałaby ją zatrzymać... Wyobrażasz sobie miasto bez drzew? A jednak, na niższych partiach skalnych można zobaczyć pojedyncze drzewa wyrastające jak gdyby "z kamienia", karłowate oliwki i winorośle, których korzenie wnikają w kamienne rozpadliny. Tak przynajmniej napisali w przewodniku, bo nigdy tam nie byłem. Nie sądzę, abym kiedykolwiek tam pojechał, Helloise. Mam jednak kamień znad białych klifów w Dover. Podobno odpowiada charakterem temu w Monemvasii.
Wiesz, że z kamieni też można wróżyć? Wystarczy, że rzucisz nimi przez lewe ramię, splunąwszy najpierw przez prawe. Ktoś powiedział mi kiedyś, że w Grecji wróży się najlepiej, bo po tamtejszej ziemi chadzali niegdyś bogowie, ale nie wiem, czym angielskie wybrzeże miałoby się różnić od greckiego. Wywróżyłem sobie bowiem, że dostanę zaproszenie na wesele, a wróżba się sprawdziła.
Wesele ma być w Walii, w rodowej posiadłości Yaxleyów położonej w otoczeniu Gór Kambryjskich. Kolejna sterta kamieni... Ale wokół gęste lasy Beddgelert i obrośnięte drzewami jezioro Llyn Llywelyn. Wiem, że wychowywałaś się w Walii, więc może niektóre będziesz znała po imieniu. O ile drzewa dbają o coś tak prozaicznego jak imiona. Będę zaszczycony, jeżeli mnie im przedstawisz.
Wymagają stroju formalnego.
A zatem przybądź do mnie nie będąc nagą, i nie będąc ubraną. Nie głodną, ale i nie sytą. Nie z podarkiem, ale i nie z pustymi rękoma.
O wszystko inne zadbam.
Wyrosłem na tej ziemi, Helloise, na tych kamieniach. Mulciber Manor też wzniesiono na kamieniu. Na kamieniu, który spadł z nieba.
Meteoryt, fragment jądra planetoidy, zawierający głównie żelazo i nikiel, z niewielką domieszką kobaltu... Podobne fragmenty krążyć mogą miliardy lat w pasie asteroid, zanim ściągnie je wreszcie pole grawitacyjne Ziemi. "A kamień odrzucony przez budowniczych, stał się kamieniem węgielnym." Meteoryt stanowi fundament domu mych przodków. To na tym właśnie kamieniu wyrosłem. Spójrz na gwiezdne żyłki metalu, które układają się w figury, jakich nie zna ziemia. Struktury Widmanstättena. Geometryczne wzory krystaliczne, które powstają jedynie w chłodzie przestrzeni kosmicznej, przez miliardy lat powolnego stygnięcia po wybuchach, jakie je ukształowały. Ten kamień się nie kruszy, nie pęka. Kamień, który spadł z nieba, nie ugnie się przecież pod ciężarem ziemi. Igła kompasu traci przy nim orientację, jak gdyby jego żelazna dusza zakłócała wskazania kierunków świata, co wynika oczywiście z interferencji pola magnetycznego ziemi z polami cząsteczek żelaza w meteorycie, które zachowały "pamięć magnetyczną" z czasów, gdy krążyły jeszcze w polu magnetycznym planetoidy.
Lubię jednak myśleć, że to dlatego, że były świadkami milczenia gwiazd, choć mało naukowym jest to podejście.
Gwiazdy nad niebem północnym układają się tak, jak układały się przed ponad tysiącem lat, gdy rodziły się i upadały potęgi. Prym wiodły, podobnie jak i teraz, wpływy Saturna. Saturn, pan materii, czasu, skał i surowych praw przyrody. Planeta w "fizyce losu" uważana za nieubłaganą. To właśnie Saturn dokładnie tysiąc trzysta osiemdziesiąt dziewięć lat temu patronował założeniu osady w Monemvasii.
Monemvasia to położone w całości na skale miasteczko na wybrzeżu Peloponezu, do którego można dostać się wyłącznie od strony morza, poprzez wąską groblę. Jego nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza bowiem "jedyne wejście". Miasteczko założyli Lacedemończycy, potomkowie Spartan wystarczająco silnych, aby nie zostać zrzuconymi ze skał na pewną śmierć przez swe matki. Ludzie tak samo nieprzyjaźni jak ziemia, na której wyrośli. Dopiero rok temu wybudowano pierwszy most łączący Monemvasię ze stałym lądem. Sprawdziłem spis ludności, w którym odnotowano, że wystającą z morza skałę zamieszkuje obecnie trzydziestu dwóch mieszkańców. O trzydziestu dwóch za dużo. Wszyscy żyją w dolnym mieście, górne pozostaje niezamieszkanym. Na szczycie kamiennego masywu trudno bowiem o słodką wodę. Nie ma tam ziemi, która zdołałaby ją zatrzymać... Wyobrażasz sobie miasto bez drzew? A jednak, na niższych partiach skalnych można zobaczyć pojedyncze drzewa wyrastające jak gdyby "z kamienia", karłowate oliwki i winorośle, których korzenie wnikają w kamienne rozpadliny. Tak przynajmniej napisali w przewodniku, bo nigdy tam nie byłem. Nie sądzę, abym kiedykolwiek tam pojechał, Helloise. Mam jednak kamień znad białych klifów w Dover. Podobno odpowiada charakterem temu w Monemvasii.
Wiesz, że z kamieni też można wróżyć? Wystarczy, że rzucisz nimi przez lewe ramię, splunąwszy najpierw przez prawe. Ktoś powiedział mi kiedyś, że w Grecji wróży się najlepiej, bo po tamtejszej ziemi chadzali niegdyś bogowie, ale nie wiem, czym angielskie wybrzeże miałoby się różnić od greckiego. Wywróżyłem sobie bowiem, że dostanę zaproszenie na wesele, a wróżba się sprawdziła.
Wesele ma być w Walii, w rodowej posiadłości Yaxleyów położonej w otoczeniu Gór Kambryjskich. Kolejna sterta kamieni... Ale wokół gęste lasy Beddgelert i obrośnięte drzewami jezioro Llyn Llywelyn. Wiem, że wychowywałaś się w Walii, więc może niektóre będziesz znała po imieniu. O ile drzewa dbają o coś tak prozaicznego jak imiona. Będę zaszczycony, jeżeli mnie im przedstawisz.
Wymagają stroju formalnego.
A zatem przybądź do mnie nie będąc nagą, i nie będąc ubraną. Nie głodną, ale i nie sytą. Nie z podarkiem, ale i nie z pustymi rękoma.
O wszystko inne zadbam.
Alexander Mulciber
Dopiero przyjrzawszy się kopercie bliżej, można było dostrzec, że zaznaczone na mapie ciała niebieskie poruszają się: wszystkie wedle skreślonych ręką Alexandra wyliczeń. Gwiazdy mrugały wesoło, a pozycje planet, oznaczane pieczołowicie na tle stałych gwiazdozbiorów, układały się w efemerydy, czyli graficzne przedstawienia ruchów planet. Wyznaczane na podstawie obserwacji nieba oraz tabelarycznych przewidywań astronomicznych, służyły Alexandrowi pomocą podczas opisywania horoskopów. Gdyby Helloise powiodła palcem wzdłuż wyrysowanej na krawędziach skali godzinnej (podobnej do skali na astrolabium), odkryłaby, że może spowolnić, lub przyspieszyć ruch poszczególnych obiektów. Obiektów, które podświetlały się tym jaśniej, im więcej Alexander spędził czasu na ich obserwacji. Z jakiegoś powodu skupił się na Saturnie, zaznaczywszy, że we wrześniu wchodzi w sekstyl z Chironem. Za pomyślny uznał również jego trygon z Junoną.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat