• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[11.09.72] Teatr dla gojów

[11.09.72] Teatr dla gojów
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#6
30.08.2025, 23:47  ✶  
Philomena Mulciber nawąchała się przez blisko sto lat tylu czarnoksiężników siadających po drugiej stronie biurka, że zapach czarnej magii nie czynił na starej najlichszego wrażenia. Nie oznaczało to, że ów swąd zgniłych jaj, mięs czy popiołów uważała za przyjemny — przykładając dużą wagę do estetyki, preferowała zapachy schludniejsze; optymalnie zaś brak naturalnych odorów, który wypełnić można było eleganckimi perfumami. Zasada ta miała zastosowanie zarówno w przypadku ludzi, jak i wnętrz. Kwestia tego, jak zgniłe były sumienia i moralność cuchnących delikwentów, stanowiła dla staruchy zmartwienie drugorzędne.
Choć sama zdolna była do okrucieństwa, wolała czynić je w białych rękawiczkach, z tego pogardzanego przez Louvaina fotela. Wierzyła głęboko, że jej metody pozostają dalece bardziej skutecznymi niż przemoc i brutalność, które rozwiązywały problem doraźnie: tylko dopóki ciemiężeni widzieli nad sobą bat dzierżony twardą ręką. Mulciberowa nie wierzyła, że można trwale zmienić społeczeństwo poprzez szastanie Avadą na wszystkie strony świata, że można przemocą ułożyć hierarchię klas tak, jak nakazywała tradycja. Czarodzieje nie powinni bać się Voldemorta i Śmierciożerców. Powinni bać się szlam. Ofiary przyciągały zbyt wiele współczucia. Należało nieprawokrwistych uczynić uznanym wrogiem, intruzem, obcym, który puka do drzwi tubylców, aby zbezcześcić wszystko to, co dla domowników święte. Strach stanowił doskonałe podłoże dla hodowania gniewu i nienawiści. Powinien być lokowany rozsądnie, a tego taktycznego rozsądku Philomena odnaleźć w planie Lorda Voldemorta nie potrafiła. Widziała jedynie narcystycznego chłopaczka zaślepionego pogonią za osobistą potęgą, który szczęśliwym trafem i okruchami charyzmy zdołał przekonać elity, że robi to w ich imieniu i dla ich wspólnej sprawy. Śmiechu warte. Ale potencjalnie pożyteczne.
— Wciąż jesteśmy i zawsze będziemy — przytaknęła Lestrange’owi powściągliwie. Czarodziejska arystokracja była wieczna (choćby umarł król, niech żyje król!), obawa Philomeny dotyczyła jej kondycji, która w przeciągu wieku znacząco osłabła. — Pięknie brzmi pańska wizja róż. Życzyłabym sobie, aby to wyłącznie bluszcze i chwasty były zagrożeniem. Aby odbudować potęgę, pożądana byłaby pierwej jedność wśród naszych braci krwi. — Odrzuciła kwiatową metaforę, która, pociągnięta za daleko, zaczęłaby ujmować klarowności przekazu. Na tym etapie owijanie w bawełnę stało się zbędne i niepotrzebnie uciążliwe. — Tego brak. Nie rośniemy wystarczająco ciasno, jeśli posłużyć się pańskimi słowami.
W przeciwieństwie do niego widziała wartość w dostrzeganiu błędów własnych i cudzych, choć tylko te drugie wypowiadała na głos. Najsurowszą samokrytykę pozostawiała dla wąskiego grona najbardziej zaufanych. Podobnie jak wszystkie te nieprawomyślne gesty i zawołania czy sączenie prymitywnego jadu niegodne pozycji kogoś, kto przedstawiał się publice jako człowiek chłodnego rozsądku i stalowej logiki, wróg emocjonalnego podejścia do spraw wszelakich. Zacietrzewioną, nienawistną starą jędzą mogła być w wąskim kręgu, do którego pierwszy lepszy chłopaczek od Lestrange’ów w żadnym razie nie zaliczał się i zaliczyć się nigdy nie miał. Zbytnio Philomena dbała o nienaganny wizerunek, aby choćby rozważyć zachętę do porzucenia fasady wystosowaną przez Louvaina. Nie zamierzała samoobciążać się przed nim ze swoim ziejącym prostacką pogardą wnętrzem, klepała więc wciąż niestrudzenie te mdłe, zdystansowane polityczne formułki z zawodowym uśmiechem ślepym na jego cyniczne grymasy i prowokacje:
— Awans społeczny osób pochodzenia mugolskiego stanowi w rzeczy samej zjawisko wysoce niepożądane, panie Lestrange, lecz nie o ich zepsucie troszczę się w pierwszej kolejności. Za to, że oduczono mugolaków pokory, płacimy bowiem wszyscy. Są imigrantami w naszym świecie, nie pojmują go z biegłością równą czarodziejom z rodzin magicznych, więc nie powinni bezwarunkowo otrzymywać równych im praw. — Sens pozostawał ten sam, co w jego wypowiedzi, więc śmiało założyć można było, że rzeczywiście się zgodzili, mimo że na około.
Bardziej od samych czystokrwistych szparek, interesowały natomiast Philomenę czystokrwiste macice. Niechby i panienki miały wskakiwać do łoża z podludźmi dla zabawy, niech mają, tak długo jak dzieci z tego nie było i dziewuchy okazywały wystarczająco wstydu, aby nie wystawiać swoich zdrożnych przygód na widok publiczny. Tego, co czarodzieje robią prywatnie za zamkniętymi drzwiami, i tak nie sposób było kontrolować, zdawała sobie z tego sprawę, lecz pielęgnowanie wstydu i publiczne piętnowanie potrafiło przynosić przyzwoite efekty.
Słusznie Louvain skłamał o znaczeniu dziejowym Voldemorta i rzeczywiście gładko weszło Mulciberowej to jego kłamstwo; podążało zresztą idealnie po linii jej poglądów — i to się liczyło. Czarny Pan był nikim więcej jak kolejnym wybitnie utalentowanym czarnoksiężkiem; kilku takich złotych chłopców wydawało każde stulecie, nic nadzwyczajnego. Tom Riddle umrze, czysta krew obejdzie się bez niego. I choć Lestrange trafił z doborem prezentowanych poglądów, to ten frazes o ciężkich czasach pociągnął kącik ust staruchy nieco do góry w pobłażliwym uśmiechu.
Bawiła ją ta wizyta w pewnych aspektach, choć nie mogła nie docenić inicjatywy Louvaina. Trzeba mu było oddać tę zasługę, że nie siedział wyłącznie po kątach Ministerstwa i innych pracowni, realizując swoje specjalne zainteresowania i patrząc na politykę niechętnie zza przymrużonych powiek, jak za karę. Takich młodych ludzi jak on czy Arista Black trzeba było, aby nowe pokolenie konserwatystów nie zatonęło w tłumie progresywnej, mugofilskiej propagandy.
Philomena złożyła dłonie na biurku, nie spuszczając wzroku z Louvaina. Jego ekspresyjne grymasy i sposób wypowiedzi w połączeniu z rozbuchaną pewnością siebie odstręczały starą. Nie zamierzała jednakże wybrzydzać, skoro były w Lestrange’u chęci do społecznej krucjaty i miał odrobinę oleju w głowie.
— Anglii doskonale znany jest mój głos. Im więcej wybrzmiewa obok niego innych rozsądnych, tym lepiej dla sprawy — rzekła łaskawie, aby od samego wstępu podkreślić, że o zmianie jej programu nie ma mowy. — Oczywiście, Ministerstwo udzieli odpowiedzi prostej, która zadowoli masy. Karmią lud tym, o czym wierzą, że lud chce usłyszeć. Na tym polega ten rząd. W demokracji ktoś musi przekupywać jednych, obiecując, że będzie uciskał drugich. Nie jest ważna sprawiedliwość i prawda, lecz aby jak najwięcej osób poczuło się dobrze. — Cóż począć, otaczało ich morze wygodnickich idiotów. — Z czym zatem pan do mnie przychodzi? Fundacja? Stowarzyszenie?


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Louvain Lestrange (5040), Philomena Mulciber (4671)




Wiadomości w tym wątku
[11.09.72] Teatr dla gojów - przez Louvain Lestrange - 23.05.2025, 14:05
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Philomena Mulciber - 10.06.2025, 16:32
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Louvain Lestrange - 07.07.2025, 12:04
RE: [11.09.72] Teatr dla gejów - przez Philomena Mulciber - 22.07.2025, 16:23
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Louvain Lestrange - 03.08.2025, 01:53
RE: [11.09.72] Teatr dla gnojów - przez Philomena Mulciber - 30.08.2025, 23:47
RE: [11.09.72] Teatr dla gaijinów - przez Louvain Lestrange - 08.09.2025, 00:51
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Philomena Mulciber - 16.10.2025, 16:58
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Louvain Lestrange - 07.01.2026, 20:24
Teatr dla gejów, gojów, gnojów, gaijinów i wszystkich was niewymienionych z imienia - przez Philomena Mulciber - 27.01.2026, 22:52
RE: [11.09.72] Teatr dla gojów - przez Louvain Lestrange - 17.03.2026, 00:07
RE: [11.09.72] Wpisuje się do programu to, co idiota zrozumie - przez Philomena Mulciber - 08.04.2026, 16:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa