31.08.2025, 10:03 ✶
Spoglądanie na aury tych wszystkich, którzy zjawili się tego dnia w Ministerstwie Magii było niczym nagminne dotykanie bolącego zęba. Jonathan wymijał kolejnych czarodziejówi łapał się na tym, że zerkał na otaczające ich kolory tylko po to, aby utwierdzić się w tym, że na całą magiczną społeczność zostały narzucone barwy smutku, wściekłości i strachu. Nie zatrzymywał się jednak, aby przywitać się z kimś i potencjalnie poprawić mu humor, zbyt zajęty monologiem, który zamierzał zaraz wygłosić.
Ty bucu, czy ty naprawdę...
Nie spał dzisiaj dobrze. Gdy tylko zamykał oczy widział emocje Londynu, nawet jeśli doskonale wiedział o tym, że kolory pod jego powiekami były w tym wypadku jedynie wytworem jego głowy.
Nie mógł przecież wyczuwać przez sen tak wielu emocji obcych mu ludzi i to w innym mieście.
A te emocje nie mogły być przecież aż tak rozpaczliwe.
Leżał więc w łóżku i w tych chwilach, w których nie przysypiał układał sobie to co powie jutro temu idiocie.
Ty arogancki bucu, któremu woda z łazienki nalała się chyba do mózgu…
Był wkurzony. Zirytowany. Obrażony, urażony i to w zupełnie inny sposób niż wcześniej. List zabolały bardziej niż powinien.
“Gdy popiół opadnie odejdę i przekażę Aleksandrowi rekomendację."
"Do tego czasu postaram się nie wchodzić Ci za bardzo w drogę."
Dziarskim krokiem wszedł do biura OMSHMu, aby od razu skierować swoje kroki w kierunku gabinetu.
Anthony Shafiqu, ty idioto, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczasz własnej inteligencji, jak śmiesz…
Prawdę mówiąc, spodziewał się, że do rana gniew z niego opadnie, ale…
Po ponownym przeczytaniu listu znowu w nim zawrzało.
Anthony Shafiqu, ty przeklęty idioto, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczasz własnej inteligencji, jak śmiesz w ogóle sugerować, że nie chcę z tobą pracować.
Wszedł do ich gabinetu, zamknął drzwi i…
Anthony Shafiq, ten przeklęty idiota, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczał własnej inteligencji i śmiał sugerować, że Jonathan nie chciał z nim więcej pracować… Spał.
Jonathan zawahał się rozważając przez chwilę, czy nie warto byłoby wyczarować koca, a następnie okryć nim zmęczonego mężczyznę i wyjść z pomieszczenia, aby nakrzyczeć na niego za chwilę, ale ostatecznie zmienił zdanie. Ostrożnie podszedł do Shafiqa i delikatnie potrząsnął jego ramieniem.
– Anthony? Obudź się. Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
Ty bucu, czy ty naprawdę...
Nie spał dzisiaj dobrze. Gdy tylko zamykał oczy widział emocje Londynu, nawet jeśli doskonale wiedział o tym, że kolory pod jego powiekami były w tym wypadku jedynie wytworem jego głowy.
Nie mógł przecież wyczuwać przez sen tak wielu emocji obcych mu ludzi i to w innym mieście.
A te emocje nie mogły być przecież aż tak rozpaczliwe.
Leżał więc w łóżku i w tych chwilach, w których nie przysypiał układał sobie to co powie jutro temu idiocie.
Ty arogancki bucu, któremu woda z łazienki nalała się chyba do mózgu…
Był wkurzony. Zirytowany. Obrażony, urażony i to w zupełnie inny sposób niż wcześniej. List zabolały bardziej niż powinien.
“Gdy popiół opadnie odejdę i przekażę Aleksandrowi rekomendację."
"Do tego czasu postaram się nie wchodzić Ci za bardzo w drogę."
Dziarskim krokiem wszedł do biura OMSHMu, aby od razu skierować swoje kroki w kierunku gabinetu.
Anthony Shafiqu, ty idioto, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczasz własnej inteligencji, jak śmiesz…
Prawdę mówiąc, spodziewał się, że do rana gniew z niego opadnie, ale…
Po ponownym przeczytaniu listu znowu w nim zawrzało.
Anthony Shafiqu, ty przeklęty idioto, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczasz własnej inteligencji, jak śmiesz w ogóle sugerować, że nie chcę z tobą pracować.
Wszedł do ich gabinetu, zamknął drzwi i…
Anthony Shafiq, ten przeklęty idiota, który swoim obecnym rozumowaniem zaprzeczał własnej inteligencji i śmiał sugerować, że Jonathan nie chciał z nim więcej pracować… Spał.
Jonathan zawahał się rozważając przez chwilę, czy nie warto byłoby wyczarować koca, a następnie okryć nim zmęczonego mężczyznę i wyjść z pomieszczenia, aby nakrzyczeć na niego za chwilę, ale ostatecznie zmienił zdanie. Ostrożnie podszedł do Shafiqa i delikatnie potrząsnął jego ramieniem.
– Anthony? Obudź się. Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?