• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[13.02.1972] The ballad of Malfoy Family

[13.02.1972] The ballad of Malfoy Family
Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#4
31.08.2025, 14:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.08.2025, 14:58 przez Lorraine Malfoy.)  
Nie sądziła, że pokocha małą ghoulkę, którą Baldwin znalazł na ulicy z niczym więcej, jak książką z bajkami pod pachą. Nawet jeżeli nigdy nie potrzebowała wiele, żeby kochać, harde miała przecież serce. A jednak, za kilka dni miały minąć dwa miesiące, odkąd Frida stała się częścią ich cichego życia. Odkąd stała się ich dzieckiem... Ich dzieckiem. Kiedy zaczęli o niej myśleć w ten sposób? Wkradła się w ich serca tak cicho jak poranny przymrozek. Zanim zaryglowała drzwi za Baldwinem tamtej grudniowej nocy, wyjrzała na zewnątrz, na mróz. Tylko jego ślady widoczne były na śnieżnej pokrywie, bo niósł przecież ghoulkę w ramionach... A jednak Lorraine wyobraziła sobie przedzierającą się przez zasypane ulice dziewczynkę, która, stąpając, niemalże nie zostawiała po sobie śladów w śniegu. Jak gdyby wraz z życiem utraciła cały ciężar. A przecież dziecinne trumienki zawsze są najcięższymi, pomyślała wtedy ze smutkiem.
Nie sądziła, że będzie smucić się dlatego, że nie da rady nosić dziewczynki przez cały dzień na rękach.

Nie zapomniała o grozie, jaka przejęła ją na widok główki niechlujnie przyszytej na powrót do drobnego ciałka. Na widok śladów przemocy, której ktoś dopuścił się wobec dziecka, pozbawiając je nie tylko życia, ale i godności należnej śmierci. Dziecko. Kto miałby śmiałość krzywdzić dziecko? A jednak wszędzie na świecie krzywdzono dzieci. Przynajmniej nikt więcej nie może jej już skrzywdzić, pomyślała wtedy Lorraine, przytulając dziewczynkę. Widok pokaleczonej szyjki, jakkolwiek upiorny, nie był bowiem w stanie wstrząsnąć posadami świata Lorraine. Zbyt wielu niegodziwości była świadkiem. Zbyt wielu sama się dopuściła. Ziejące korytarze Podziemnych Ścieżek żywiły się nędzą, pożerając tych, którzy zapuścili się zbyt głęboko. Jej własny ojciec żerował na ludzkich żywotach, żeby pisać wiersze krwią, którą wysysał. Bo kości przecież wypluwał. Kości należały do Lorraine. Może dlatego jej dłonie nie drżały, gdy wyciągnęła je w stronę ożywieńca. "Ty też przynosisz mi kości, Baldwinie?", pomyślała, przyklękając przed dziewczynką tak, żeby jej twarz znajdowała się na poziomie oczu dziecka. "Jak wiele czasu minie, zanim przyjdzie nam ją pochować?"
Wszędzie na świecie krzywdzono dzieci. Teraz... Teraz starała się nie myśleć o tym, że krzywdzi Fridę. Bo być może krzywdziła ją, podtrzymując ją w tym stanie zawieszenia między życiem a śmiercią. Może istniało bardziej chwalebne rozwiązanie, ale Lorraine prędzej sama odebrałaby sobie życie, niż pozwoliłaby jakkolwiek nędzną jego namiastkę odebrać Fridzie. Wiedziała, że Baldwin zrobiłby to samo.

Pokazał jej wtedy książkę, którą dziewczynka miała przy sobie. Pokazał jej przedziwne obrazki, na widok których aż cierpła skóra. Choć nie byli w stanie stwierdzić, czy były nasycone magią, było w nich coś niepokojącego. Lorraine zmrużyła oczy na widok opowiadania zatytułowanego po prostu: "Dziewczynka z zapałkami". Dreszcz przeszedł jej wtedy po plecach, mimo że na sukienkę nałożyła sweter. "Ona nie czuje już bólu", zapewniła czule Baldwina, widząc udręczenie ma jego twarzy. Zamknęła książkę, nie chcąc dłużej patrzeć na zdobiące ją, upiorne ilustracje. Nie chcąc, żeby Baldwin dłużej patrzył. Wystarczyło, że już na zawsze miał te obrazki wyryte w pamięci. Odwróciła jego twarz, tak, żeby musiał patrzeć na nią, tylko na nią. Na niej skupił pełnię swej uwagi. "Nie czuje też zimna", wyszeptała Lorraine, skinąwszy głową w stronę skulonej przy krematoryjnym piecu dziewczynki. "Nie może umrzeć. To co jest martwe, nie może umrzeć."

Więc żyli.

Wszyscy troje.

Ledwie Baldwin wziął Fridę w ramiona, Lorraine podniosła z ziemi jego przemoczoną szatę. Sięgnęła do kieszeni, po kadzidła, które dostał od starej Fletcherowej, trudniącej się sprzedażą amuletów. Wyjęła je ostrożnie, odstawiwszy na stolik obok kanapy. Szatę brata stryjecznego rozłożyła tymczasem schludnie na kolanach, przesuwając z przyzwyczajenia palcami wzdłuż zawilgoconego materiału, aby sprawdzić, czy nie ma na nim żadnych przetarć. Czy na którymś ze sfatygowanych szwów nie pojawiła się przypadkiem nowa dziura. Malfoy nie może chodzić obdarty, powtarzała z mocą. Frida nie była Malfoyem, ale nosiła jej dziecinne sukienki, których Lorraine nie nadążała już fastrygować. Serce jej się ścisnęło, gdy patrzyła, jak rączki dziecka nie mają w sobie siły zapleść się jak zawsze wokół szyi Baldwina. Zawsze była taka niecierpliwa, żeby wziął ją na ręce, żeby mogła widzieć wszystko z góry, bo do tego ograniczał się przecież jej świat. Do obserwacji. Wyglądała przez okno gabinetu Lorraine, siadała na kuchennym parapecie, żeby móc zza zasłony podglądać przechodniów, kryła się po kątach, gdy ktoś nowy zaglądał do zakładu pogrzebowego. Ale potem pakowała się Baldwinowi na kolana, gdy opowiadał przy stole o swoim dniu, bawiła się w prosektorium u boku pracującej Lorraine, wyczekiwała bajek na dobranoc, kąpieli w bąbelkach, i zaznaczania w kalendarzu dni do przyjazdu dziadka Alhazreda, którego nigdy jeszcze nie widziała, a który miał niedługo wrócić do Anglii! Wynajdowali sposoby na to, aby Frida uczestniczyła w ich życiu, widząc, jak zafascynowana jest wszystkim wokół, jednocześnie chroniąc dziewczynkę przed światem, który tak straszliwie ją skrzywdził. Powróciły do Lorraine wspomnienia nocy, kiedy na nowo prowadziła szwy przytrzymujące główkę dziewczynki. Zacisnęła mimowolnie palce na szacie Baldwina, jak gdyby z samej jego obecności czerpała pociechę. Nie odzywała się przez chwilę, obracając wciąż w głowie słowa krótkiej modlitwy, którą dziękowała za jego bezpieczny powrót do domu.
Podniosła jednak głowę, gdy zdała sobie sprawę, że położył opiekuńczo rękę na jej ramieniu: uśmiechnęła się w dobrze mu znany, uspokajający sposób, "wszystko dobrze, tylko się zamyśliłam", odkładając szatę na bok. Nieco opóźnionymi wydawały się jej reakcje, bo wciąż skupiona była na dziecku, które Baldwin trzymał w ramionach. Ostrożnie ujęła jednak kadzidła od Fletcherowej, a obracając je w dłoniach, próbowała odgadnąć skład ziołowej mieszanki. Waleriana, szaławia, passiflora... Ale co jeszcze? Nie wiedziała, czy jest na tyle zdesperowana, aby zaufać starej handlarce, w której pracowni widziała parę zasuszonych ludzkich głów. Podobno amulety z części ciał albinosów miały szczególne właściwości magiczne. Niemal wzdrygnęła się na myśl o tym, jak przeczesała kiedyś jej blond włosy swoimi szponami. Lorraine z trudem powstrzymała się od wyciągnięcia ręki w stronę Fridy, jak gdyby tym samym gestem mogła odczarować wątpliwości.

"Nie wiem, czy pomogą, ale... Można zapalić."

– Czasem Matka przychodzi pod postacią dziecka, dziewczynki oddzielonej przedwcześnie od jej łona, aby przypomnieć nam wszystkim, że tylko ona się liczy... – zawahała się, jak gdyby trudno jej było znaleźć słowa, które oddałyby, co czuje, ale wiedziała, że Baldwin zrozumie. – Tylko to się liczy. – Dzieci. Nie tylko Frida, która była ich dzieckiem w każdym tego słowa znaczeniu, poza tym najbardziej dosłownym. Ale i dzieci, którymi byli kiedyś, i którymi nigdy nie przestali być. Nie potrafili przestać być. Bo Lorraine i Baldwin byli dużymi dziećmi, które zbyt szybko musiały stać się samodzielnymi. Zbyt szybko stracili właściwą dzieciom niewinność... Czy na pewno ją stracili?, zastanawiała się Lorraine, obracając w dłoniach podarowane przez Fletcherową kadzidła. Leżąca między nimi Frida była przecież ucieleśnieniem niewinności. A niewinności nie dało się zabrać gwałtem. Dziewica nie straciłaby przyrodzonej sobie czci, nawet gdyby jej niewinność zbrukano. Dojrzewała do roli Matki, która nie przestawała być matką nawet wtedy, gdy obumierało dziecko w jej łonie. Wiele razy powtarzała to Madeleine, biorąc łkającą czarownicę w objęcia, wtedy, gdy razem siedziały w przestrzeni tego gabinetu. Wtedy, gdy pani Malouel musiała pogrzebać swoją małą córeczkę. – Czasem przychodzi pod postacią staruchy, w której intencje wątpisz, dopóki nie przypomnisz sobie, że była niegdyś matką. – Lorraine spojrzała poważnie na Baldwina. – Fletcherowa pochowała u mnie syna, wtedy, gdy chodziłeś jeszcze do Hogwartu. Zaufam jej.

Jak matka matce.

Gdy zaczął mówić o kąpieli, pomyślała najpierw, że mówi do dziecka, bo narastająca fatyga przytępiała nieco osąd. Otworzyła usta, aby się sprzeciwić. "Boję się, że rozchoruje się bardziej", czaiło się na końcu języka, tak jak łzy czaiły się pod powiekami, bo tylko o tym była przecież w stanie myśleć przez ostatnie dni. Odsuwała od siebie te myśli najlepiej jak potrafiła. Gdy dotarło do niej jednak, co powiedział potem, między wdechem a wydechem Fridy, drgnęła, ledwie zauważalnie, zamykając usta. Drgnęła, a jednak, była to decyzja.
A potem Lorraine skinęła głową.
Nie protestowała, pozwalając Baldwinowi podejmować decyzje. Wszystko będzie dobrze, przekonywała się. Ufała mu, tak samo jak ufała Frida, a może Frida ufała mu tak, jak Lorraine. Na ślepo. Tym razem nie zamknęła jednak oczu, jak wtedy, gdy kroczyli pośród podziemnych korytarzy. Zamiast tego, zmęczony uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy ujęła jego dłoń. Baldwin umiał się nimi zająć, kiedy tego potrzebowały, prawda? Podniosła się z miejsca, poprowadziwszy go najpierw ku szafie. Machnęła różdżką, żeby ściągnąć z półki starannie poskładane ręczniki, a z wieszaka – świeżą szatę wierzchnią dla Baldwina. Bywał tutaj tak często, jak bywała sama Lorraine, więc naturalnie trzymała dla niego ubrania na zmianę między swoimi. Szata pamiętała lepsze czasy... Ale przynajmniej była czysta.


Yes, I am a master
Little love caster
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (2988), Lorraine Malfoy (3395)




Wiadomości w tym wątku
[13.02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Baldwin Malfoy - 23.05.2025, 23:55
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Lorraine Malfoy - 07.08.2025, 12:47
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Baldwin Malfoy - 23.08.2025, 11:37
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Lorraine Malfoy - 31.08.2025, 14:28
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Baldwin Malfoy - 16.09.2025, 21:17
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Lorraine Malfoy - 02.10.2025, 16:03
RE: [02.1972] The ballad of Malfoy Family - przez Baldwin Malfoy - 19.10.2025, 11:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa