Yaxleyówna nie miała, aż takiego urazu co do wizyty w swojej rodzinnej okolicy. Faktycznie ostatni raz w Snowodonii zakończył się raczej wątpliwie przyjemnie, jednak nie dotyczyła ona rezydencji, w której się wychowała. Zresztą wierzyła w to, że udało im się pozbyć problemu, który ostatnio ich tutaj sprowadził, tak właściwie to było to ledwie kilka tygodni wcześniej, a miała wrażenie, że minęło bardzo dużo czasu bo tak wiele wydarzyło się w jej życiu. Miało być tylko lepiej, a jakże.
Zapowiedziała ich wizytę ojcu, by mieć pewność, że zastaną go na miejscu. Czasu pozostawało niewiele, więc wypadało uprzedzić rodziców o ich planach i zmianach, jakie miały nadejść w jej życiu. Nie spodziewała się tego, aby mieli w jakikolwiek sposób oponować, jednak wypadało przegadać z nimi wszystko.
Całkiem naturalne wydawało jej się wybranie Walii, jako miejsca, w którym miało dojść do ceremonii ślubnej. W końcu były to jej rodzinne strony, aktualnie też chyba dużo bardziej bezpieczne od Londynu, czy Doliny Godryka. Pożary nie dotarły w te okolice, nie naruszyły jej rodzinnej rezydencji, tutaj nic się nie zmieniło, wszystko wyglądało jak dawniej.
Jesień w tym miejscu miała swój urok, fakt od lat bywała tu raczej jako gość, ale to zawsze miał być jej dom. Wiedziała, że co by się nie działo mogła tutaj wrócić. Tym razem jednak pojawiła się nie z kolejnym problemem, a raczej informacją, która powinna zadowolić jej rodziców.
Matka na pewno będzie zadowolona, bo przecież już wiele razy powtarzała jej, że czas najwyższy, bo przecież nie była najmłodsza, nie w ich w świecie. Oczywiście, że i to mieli zrobić po swojemu, dość spontanicznie, bo nie chcieli czekać, moment sam się pojawił, a więc warto było go wykorzystać, szczególnie, że okoliczności też stały się dość naglące.
Wiatr plątał jej włosy, był jednak całkiem przyjemny, nie towarzyszył mu deszcz, czy mżawka, mogło być zdecydowanie gorzej, zważając na to, że byli przecież w górach, a jesienią pogoda zmieniała się tu w chwilę. W tej chwili jednak aura była całkiem miła, kolorowe liście na drzewach, słońce nawet wyłoniło się zza chmur, gdyby nie wiatr byłoby idealnie.
- Zawsze. - Posłała jeszcze uśmiech Ambroise'owi, nim weszli do środka. Chciała mieć to za sobą, wiedziała, że mogą pojawić się pytania, nie do końca wygodne, jednak jakoś nieszczególnie się ich obawiała. Raczej czuła wewnętrzny spokój, bo przecież znajdowała się w domu, jacy by nie byli jej rodzice, tak miała pewność, że nie zamierzali mieszać w planach, które już mieli, musiała ich jednak o tym poinformować, bo dzień, który wybrali zbliżał się dość szybko.
W końcu nacisnęła klamkę, bo przecież nie mogli stać przed drzwiami nie wiadomo ile, najlepiej byłoby, aby załatwili to jak najszybciej i wrócili do Exmoor, nie do końca uśmiechało jej się zostanie tu na noc, bo wiedziała, w jaki sposób wyglądało to zazwyczaj, mieliby wyrwane kilka dni z życia przez to, jak bardzo gościnny był ojciec, a nie był to na to odpowiedni czas.
Gdy tylko weszli do środka przywitała ich Triss. - Rodzice panienki czekają w jadalni. - Najwyraźniej Gerard wziął sobie do serca jej list i przygotował tego nieszczęsnego świniaka.
Ścisnęła więc mocniej dłoń Roise'a i powolnym jak na siebie krokiem ruszyła w stronę jadalni, jeszcze chwila, moment, a będą mieli to za sobą.