02.09.2025, 07:36 ✶
Gdy Rodolphus podniósł głowę znad wystawki, mógł dostrzec, że dziewczę przygląda mu się niemal… ze współczuciem. Cień uśmiechu, który błądził po jej twarzy nie obejmował oczu i delikatnie ściągniętych brwi. Jakby było jej przykro, że cały ciężar świata zdawał się spaść na ramiona mężczyzny - bo przecież Navi wiedziała (a przynajmniej uważała, że wie), że ludzie tak spokojni jak ten stojący przed nią, kryją w sobie najwięcej bólu. Po prostu zwykle nie chcieli się dzielić nim ze światem. A może po prostu przepraszała, że tyle rzeczy się wyprzedało i po prostu nie zdążyła zrobić więcej?
Kadzidła nasenne.
Och na bogów, co za nieszczęsny! Czy aż tak tego biednego człowieka dotknęła tragedia niedawnych pożarów? Nie mógł spać? A co jeśli nie miał gdzie spać? Mimowolnie powędrowała wzrokiem do zająca, który nie wyglądał na zadowolonego. Ba, wyglądał jakby miał jej klienta skopać jak ten… Musiała się moment zastanowić. Syn pana Kazimierza zabrał ją ostatnio do czegoś co mugole określali mianem “kina”. Było tu takie jedno - w Great Hangleton. Przyszedł do niej mnąc swoją beretkę, wcisnął bukiet przywiędłych goździków i zapytał czy pójdzie z nim na film Droga Smoka. Ucieszyła się, bo jak nie cieszyć się na film o tych majestatycznych jaszuropodobnych królach przestworzy? Ale w całym filmie nie było ani jednego smoka, za to był karate mistrz, king Bruce Lee. O właśnie. Bruce Lee. Jej zając nawet go trochę przypominał. Nie chciała, żeby nabywca skończył jak cała włoska mafia.
Więc tylko pogłaskała zwierzątko po głowie, w geście, który chyba miał go uspokoić - no nie wyszło, bo samozwańczy Franek “Królik” Kimono wciąż łypał gniewnie.
Ach tak! Kadzidła. Prawie by zapomniała! No pięknie Navi. Zapomniałabyś, a ten biedny człowiek nie mógłby potem spać całą noc w swoim na pewno spalonym domu, po którym pozostały resztki zgliszczy. Prawie się popłakała na to wyobrażenie. A co jeśli spaliło mu dach? Albo wszystkie meble! Słyszała, że u niektórych ostało się samo krzesło! Ktoś we wsi wymyślił już, żeby te wszystkie krzesła zebrać w jednym miejscu na placu. Nie do końca pamiętała po co, ale pewnie dlatego, żeby zbudować stół i móc razem jeść posiłki! Och tak, to był bardzo dobry pomysł!
W końcu wyciągnęła spod lady trzy paczuszki ręcznie wykonanych przez siebie kadzideł na spokojny sen. Uniosła powoli jeden palec, a potem wszystkie pięć. Jedna sztuka za 5. Ale czego? Patrząc na absurdalnej marży narzucanej przez tutejszych handlarzy pewnie galeonów. Zawiesiła przy okazji wzrok na świecy którą oglądał. Niektórzy naprawdę mieli dobry gust! Akurat sięgnął po tą, która po zapaleniu nie tylko pięknie pachniała wrotyczem, szałwią i rozmarynem, ale chroniła przed ciemną energią. Miała ich cały zapas dla tutejszych egzorcystów i kapłanów. Ale były dobre dla każdego.
Kadzidła nasenne.
Och na bogów, co za nieszczęsny! Czy aż tak tego biednego człowieka dotknęła tragedia niedawnych pożarów? Nie mógł spać? A co jeśli nie miał gdzie spać? Mimowolnie powędrowała wzrokiem do zająca, który nie wyglądał na zadowolonego. Ba, wyglądał jakby miał jej klienta skopać jak ten… Musiała się moment zastanowić. Syn pana Kazimierza zabrał ją ostatnio do czegoś co mugole określali mianem “kina”. Było tu takie jedno - w Great Hangleton. Przyszedł do niej mnąc swoją beretkę, wcisnął bukiet przywiędłych goździków i zapytał czy pójdzie z nim na film Droga Smoka. Ucieszyła się, bo jak nie cieszyć się na film o tych majestatycznych jaszuropodobnych królach przestworzy? Ale w całym filmie nie było ani jednego smoka, za to był karate mistrz, king Bruce Lee. O właśnie. Bruce Lee. Jej zając nawet go trochę przypominał. Nie chciała, żeby nabywca skończył jak cała włoska mafia.
Więc tylko pogłaskała zwierzątko po głowie, w geście, który chyba miał go uspokoić - no nie wyszło, bo samozwańczy Franek “Królik” Kimono wciąż łypał gniewnie.
Ach tak! Kadzidła. Prawie by zapomniała! No pięknie Navi. Zapomniałabyś, a ten biedny człowiek nie mógłby potem spać całą noc w swoim na pewno spalonym domu, po którym pozostały resztki zgliszczy. Prawie się popłakała na to wyobrażenie. A co jeśli spaliło mu dach? Albo wszystkie meble! Słyszała, że u niektórych ostało się samo krzesło! Ktoś we wsi wymyślił już, żeby te wszystkie krzesła zebrać w jednym miejscu na placu. Nie do końca pamiętała po co, ale pewnie dlatego, żeby zbudować stół i móc razem jeść posiłki! Och tak, to był bardzo dobry pomysł!
W końcu wyciągnęła spod lady trzy paczuszki ręcznie wykonanych przez siebie kadzideł na spokojny sen. Uniosła powoli jeden palec, a potem wszystkie pięć. Jedna sztuka za 5. Ale czego? Patrząc na absurdalnej marży narzucanej przez tutejszych handlarzy pewnie galeonów. Zawiesiła przy okazji wzrok na świecy którą oglądał. Niektórzy naprawdę mieli dobry gust! Akurat sięgnął po tą, która po zapaleniu nie tylko pięknie pachniała wrotyczem, szałwią i rozmarynem, ale chroniła przed ciemną energią. Miała ich cały zapas dla tutejszych egzorcystów i kapłanów. Ale były dobre dla każdego.