Powinna się spodziewać, że nie będzie to szybki i gładki sparing. Mieli mieć trzy tury, każdą do obezwładnienia przeciwnika, brzmiało to nie najgorzej, tyle, że właśnie, czym właściwie było obezwładnienie przeciwnika? Każdy najwyraźniej miał swoją wizję tego, jak mogło ono wyglądać.
Miała być sędzią, całkiem prosta rola, czyż nie? Nie zamierzała jednak wpierdalać się w ich walkę, szczególnie gdy zaczynało się na nią dobrze patrzeć.
Zdecydowanie bardziej efektowne były szermiercze starcia, które wyglądały jak taniec, ale te napierdalanki również miały swój urok, zwłaszcza kiedy zainteresowani zaczynali korzystać z instynktownych ruchów, które były efektem wieloletniego doświadczenia wyniesionego z różnych miejsc. Trudno było przewidzieć ich kolejne ruchy.
Gerladine milczała, nie odzywała się ani słowem, nie interweniowała, bo nie widziała takiej potrzeby, wspominała wcześniej o duszeniu, jednak krew zdecydowanie była bardziej efektowna.
Gdy znaleźli się na ziemi podniosła się z ziemi jednym, płynnym ruchem, aby lepiej ich widzieć, nie pomogło to jakoś szczególnie, bo znajdowała się odrobinę zbyt daleko, a oni przepychali się po ziemi.
Miała wrażenie, że znaleźli się w momencie, w którym liczyło się już tylko to, który z nich pokaże swoją dominację, zdecydowanie każdy chciał wygrać to starcie. Udwodonić drugiemu, że jest silniejszy. Uśmiechała się sama do siebie, bo oglądanie tego okazało się być całkiem przyjemne.
Widziała, że zbliżają się do końca, któryś z nich będzie musiał wykonać w końcu ruch, który spowoduje przewagę, wydawało jej się, że szli łeb w łeb, mieli przecież podobne doświadczenie. Zauważyła to, co chciał zrobić Benjy, Roise jednak też to zrobił, nie pozwolił mu jebnąć sobie z całej siły w twarz, ślicznie, pomyślała jedynie nie pokazując, że wcale nie jest bezstronna.
Ambroise zareagował dość szybko, zauważyła jak jego łokieć dosięgnął twarzy Fenwicka. Wydawało jej się nawet, że usłyszała ciche chrupnięcie, dźwięk, który kojarzył jej się z łamaną kością. Mina nieco jej zrzedła, bo przecież mieli uważać na twarze, najwyraźniej nie wzięli sobie do serca jej prośby, niby to wdziała, ale nie spodziewała się, że może się to zakończyć w ten sposób. Westchnęła jedynie ciężko, bo przecież powinna się tego spodziewać.
- Koniec pierwszej rundy. - Przynajmniej jak na razie, po tym, co się wydarzyło nie spodziewała się, iż będzie kolejna. Zrobiła kilka kroków przed siebie, aby zobaczyć, jak wygląda twarz Benjy'ego - nie, żeby była w stanie postawić mu diagnozę, chociaż złamany nos był urazem, który potrafiła rozpoznać. Szczególnie, gdy polała się krew.