Był to taki czas w roku, że nie bardzo miała co ze sobą począć, chociaż czy tak właściwie robiło to jakąś różnicę? No nie do końca. Nie ma się co oszukiwać, Prue nie była duszą towarzystwa, zazwyczaj zamykała się w czterech ścianach, czy to w tej dziupli, czy w swoim własnym mieszkaniu. Raczej stroniła od towarzystwa, wolała spędzać czas w samotności, było to jej własnym, osobistym wyborem.
Ambroise też musiał spędzić tutaj trochę czasu, dostrzegła to w jego spojrzeniu, przekrwionych oczach, które świadczyły o tym, że czytał już dość długo. Jak widać i on raczej niespecjalnie miał co ze sobą zrobić, mimo, że zbliżał się sabat i większość czarodziejów zajmowała się przygotowaniami do celebracji nadchodzącego święta.
Nie czekała na zgodę, usiadła sobie na jednym z wolnych krzeseł, narzuciła nogę na nogę, spoglądała na mężczyznę przez krótką chwilę, a później zajęła się swoją kawą. Upiła powoli, niewielki łyk z papierowego kubka. Ponownie zerknęła na niego dopiero kiedy się odezwał.
- Mhm. - Zawiesiła na moment wzrok. Odpłynęła. Na szczęście mogła sobie na to pozwolić, była przecież w bezpiecznym miejscu. Przed jej oczami pojawiały się pojedyncze zdania, z ksiąg, które kiedyś przeczytała, było to dużo obrazów, większość z nich wiązała się ze słowami faza księżyca. Chcąc nie chcąc, wylądowała przy wilkołakach, które wzbudzały w niej bardzo negatywne uczucia. Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Mrugnęła dwa razy, wróciła.
- Czyli warto będzie spróbować w nów. - Skoro nie pełnia, to jej przeciwieństwo, może to była jakaś metoda? Nie musieli się spieszyć, mogli prowadzić swoje badania powoli, grunt, że w końcu ustalą, jak to wyglądało.
- Nie wydaje mi się, aby zapominali o tym wspomnieć, raczej robią to celowo. - W końcu bezpieczniej dla nich, żeby ta wiedza nie była powszechna, ci bystrzejsi mogli dojść do pewnych wniosków sami, nie wszystko musiało zostać podane na tacy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control