Mieli w sobie jednak jakieś resztki rozsądku, skoro nie postanowili kontynuować tego starcia. Bardzo dobrze odczytali znaki, zresztą trudno było tego nie zrobić, skoro zwiastował to dźwięk pogruchotanej kości. Benjy nie wyglądał najlepiej, jego twarz zaczynała pokrywać się gęstą i zapewne bardzo ciepłą krwią. Wpatrywała się w nich krótką chwilę, powinna była zareagować wcześniej, czyż nie? Chujowy był z niej sędzia, że dopuściła do tego momentu, z drugiej jednak strony, czy sparingi nawet te przyjacielskie nie powinny właśnie toczyć się w ten sposób? Wrogowie nie będą grali czysto, nigdy tego nie robili, z podobnych starć można więc było wynieść najwięcej.
Trochę nie w smak była jej obita gęba Fenwicka, wiedziała, że już niedługo zacznie robić się kolorowa, a miał pojawić się na ich weselu, najlepiej więc byłoby jakby ktoś mu na nią spojrzał i zobaczył, czy da się z tym jeszcze coś zrobić. Im szybciej zareagują tym lepiej, na szczęście ten dom był pełen medyków, to poniekąd ułatwiało sytuację.
- Jasne, jak zawsze pokazaliście, że potraficie trzymać się zasad. - Nawet jeśli były tylko umowne, to miała przecież do nich tylko jedną prośbę, mieli nie obić sobie mord, oczywiście więc musieli to zrobić.
- Chociaż nie mogę Wam odmówić, że to było całkiem smaczne. - Chciała przedstawienia, to je dostała, prosta sprawa, miała nawet swoją krew. - Nie sądzę jednak, że kontynuowanie waszego sparingu ma sens, niech ktoś obejrzy Twoją twarz. - Ton jej głosu raczej sugerował, że nie widziała innej możliwości. Mogła zostać uznana za niszczyciela dobrej zabawy, ale miała to gdzieś. Nie zamierzała później tłumaczyć się Ursuli jak doszło do tego, że jeden z jej wspaniałych wychowanków skończył ze złamanym nosem i pizdą pod okiem.
- Roise, a Ty jesteś cały? - Na pierwszy rzut oka wydawało jej się, że Benjy nie uszkodził go jakoś szczególnie, jednak wolała się co do tego upewnić, nie zamierzała pozwolić na to, aby coś mu dolegało podczas ich ślubu.