Nie, żeby miała jakiś szczególny wpływ na to kiedy wróci do rzeczywistości, tak czy siak, czy którzy przebywali z nią dość często wiedzieli, że prędzej, czy później samo się to stanie. Wędrówki jej umysłu zdarzały się Bletchley dość często, nie walczyła z tym, po prostu dawała się ponieść. Nie miała na to żadnego wpływu, taka już była, nieco wybrakowana, jednak nauczyła się z tym żyć, nie żeby miała inne wyjście.
Przewróciła jedynie oczami, gdy usłyszała jego komentarz, tak wyczuwała sarkazm, nie miała jednak zamiaru psuć sobie humoru, bo i tak nie należał do najlepszych.
Nie była jedną z tych osób, które uśmiechały się same do siebie zadowolone ze zbliżających się świąt, nigdy nie była zbytnio entuzjastyczna, nie przepadała za spotkaniami rodzinnymi, na których musiała się pojawiać. Tacy jak ona nie do końca potrafili się tam odnaleźć, zawsze siedziała gdzieś z boku, wpatrzona w ścianę, jakby nie było nic bardziej interesującego. Od ponad roku jednak czuła na sobie spojrzenia innych, szepty, stała się obiektem ich rozmów, jako ta która została wdową nie stając nawet na ślubnym kobiercu. Unosiła się wokół niej aura śmierci, która związana była nie tylko z tym, że pracowała w kostnicy. Przynosiła ze sobą, gdzie tylko się pojawiała dziwny chłód, mało kto lubił towarzystwo takich osób.
Nie widziała jednak sensu w jakichś próbach zmiany tego jak ją odbierano, to jak wyglądało to teraz było całkiem wygodne. Nie musiała wymuszać na sobie niepotrzebnych interakcji z ludźmi, noszenie pierścionka zaręczynowego sugerowało, że ciągle jest w żałobie, i nie widziała nic złego w tym, że inni tak sądzili. Nie musiała jakoś specjalnie przygotowywać się do nadchodzącego Yule, wystarczy, że pokaże się na rodzinnej kolacji i tyle. Później zaszyje się w swoim mieszkaniu z butelką wina i dotrwa do końca tego jakże wspaniałego dnia.
Przyszło jej więc spędzać ten cudowny okres w towarzystwie wyśmienitego towarzystwa. Mogło być gorzej, czyż nie? Kilka lat temu zapewne nie spodziewałaby się tego, że będzie utrzymywać neutralne stosunki, z którymś z przyjaciół jej brata, z upływem lat jednak dostrzegła, że z niektórymi z nich łączą ją zbliżone zainteresowania, warto więc było wymieniać doświadczenie, zarówno na tej oficjalnej drodze zawodowej, jak i mniej. Cornelius okazał się być nienajgorszym szefem, a Ambroise sojusznikiem.
Wyprostowała się niczym struna, kiedy znowu się odezwał. Oczy jej błysnęły, nów z zaćmieniem księżyca wystarczył, aby wzbudzić w niej nieco życia. - Idealnie się składa, chociaż moglibyśmy też przeprowadzić próby w inne zaćmienie księżyca i inny nów, aby mieć nieco więcej danych. - Nie miała pojęcia, kiedy będzie następne zaćmienie księżyca, i czy będą dalej wtedy współpracować, ale to była jakaś droga, którą mogli podążać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control