- Nie, nie pierdole. - Na potwierdzenie swoich słów wyciągnęła w stronę Millie swoją dłoń, całkiem wysoko, praktycznie przed jej twarz, aby zobaczyła dowód, który znajdował się na jej palcu. Pierścionek chyba był całkiem wiarygodny. Po chwili ponownie przesunęła rękę w stronę filiżanki z kawą.
- Jakoś tak wyszło. - Dodała, a na jej twarzy malował się uśmiech. Kiedyś zarzekała się, że nie weźmie ślubu, z czasem jednak zrozumiała, że to były tylko słowa rzucane na wiatr przez osobę, która nie miała szansy poznać kogoś, kto był jej człowiekiem. Zmieniło się to kilka lat temu, jak się okazało mogli mieć to za sobą już dawno, bo i ona i on myśleli o tym, aby dopełnić wszystkich formalności, tylko dosięgnęła ich paskudna rzeczywistość, w której musieli się odnaleźć. Na szczęście mieli to już za sobą, w końcu sobie wszystko wyjaśnili i wrócili na dobry tor. Nie było sensu zwlekać z czymś, co i tak miało się wydarzyć, a dzięki temu, że ludzie aktualnie byli zajęci swoimi sprawami mogli nieco zredukować listę gości, która i tak przecież była całkiem spora. Gdyby tylko mogła Yaxley weszłaby po prostu do pierwszego, lepszego kowenu i podpisała to, co trzeba, ale w ich przypadku było to nieco bardziej skomplikowane z racji na pochodzenie.
- Wiesz, jaki jest Gerard, co by się nie działo on zawsze będzie szczęśliwy, ale nie da się ukryć, że matka w końcu będzie zadowolona. - Bo to ona przede wszystkim ciągle komentowała jej staropanieństwo. - ale tak, nie da się ukryć, że z Roisem nie umiemy bez siebie żyć. - Ostatnie dwa lata były dla nich okropnie parszywe przez to, że się rozeszli. Poszli do rozum po głowy, ba zaliczyli nawet wizytę u klątwołamacza, aby sprawdzić tę więź, i wszystko świadczyło o tym, że po prostu muszą być razem, albo będą okropnie nieszczęśliwi.
- Nie tylko świadkową, to nie tak, musisz tam być ze mną, mentalnie, wiesz, że nienawidzę takich imprez. - Nie było żadną tajemnicą to, że Yaxley nie znosiła bycia w centrum zainteresowania, a na pewno nie w takich sytuacjach, potrzebowała przy swoim boku kogoś, kto będzie ją wspierał. - Większość z babskich rzeczy mam odhaczoną, to nie tak, że wzięłam kogoś innego, ciocia mi pomogła. - Ursula okazała się być ogromnym wsparciem podczas całego przedsięwzięcia, zaoferowała jej nawet własną suknię ślubną, co wiele dla Yaxley znaczyło, doceniała jej aprobatę, miała świadomość, że ta kobieta opiekowała się Roisem przez całe życie.
- Niestety te terminy nie są ruchome, ale tak, panieński chyba możemy zaliczyć. - Nie był to chyba odpowiedni moment na to, aby wspomniała przyjaciółce o tym, że nie będzie na nim wlewać w siebie alkoholu, póki co nie wspominała bowiem praktycznie nikomu o ciąży, bo nie chciała, aby ludzie uznali, że biorą ślub z tego powodu, pewnie nikt nie uwierzy, że zaręczyli się zanim dotarły do nich te informacje.