04.09.2025, 11:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2025, 11:10 przez Brenna Longbottom.)
Było coś zabawnego w tym, że gdyby Brenna wypowiedziała na głos swoje myśli, Helloise uznałaby, że ta prowadzi rozważania nad jej aresztowaniem - gdy Brennie raczej przychodziły do głowy sytuacja, w których mogłaby okazać się choćby świadkiem. Na szczęście żadna z nich nie potrafiła czytać w cudzych głowach, szły więc beztrosko pośród zieleni, poszukując martwego memortka.
- Kaktusy. Albo pingwiny - przyznała, bo te pierwsze przychodziły jej na myśl, gdy słyszała o pustyniach, a te drugie, kiedy ktoś wspominał o Antarktydzie. - Ale ja nie jestem ani kaktusem, ani pingwinem, więc chyba zostanę jednak w Anglii. Albo przynajmniej w Europie.
Brenna zapuszczała korzenie głęboko i ciężko było ją wyrwać z naturalnego środowiska, a tym był dla niej Londyn i Dolina Godryka. W tej chwili nie wyobrażała sobie jeszcze, że mogłaby opuścić te miejsca – że mogłaby opuścić Anglię. Nie wiedziała jeszcze, jak wiele nici pęknie, i że drzewo nawet z najmocniejszymi gałęziami może zostać obalone, jeżeli huragan będzie dostatecznie potężny.
Ujęła podane jej ciało bez mrugnięcia okiem. To była w pewnym sensie już padlina, ale w pracy detektywa miewała do czynienia ze znacznie paskudniejszymi rzeczami niż jeden ptaszek, martwy od kilku godzin (chociaż na pewno planowała potem bardzo dokładnie umyć ręce). Umieścić memortka ostrożnie w wykopanym dole, a później zasypała go ziemią.
– Hm, dzięki za twoją piosenkę? – powiedziała jeszcze, jakby trochę niepewna, czy w takich sytuacjach się cokolwiek mówiło. Omal nie dodała, że dziękuje też za to, że jednak nie rozbił jej głowy doniczką, ale ostatecznie się pohamowała i cofnęła po prostu, by potem wyciągnąć szpadel w stronę wiedźmy z Kniei. – Tobie też dziękuję. Jeśli ty miałabyś jakieś prośby, to postaram się pomóc. Tylko do mnie dobrze formułować je wprost, jestem prostą dziewczyną – dodała, posyłając Helloise uśmiech. Nie była pewna, czy ta kobieta faktycznie jej pomogła i czy jej słowa były prawdą, ale wydawało się Brennie, że najmniej w to wierzyła: a to już oznaczało, że powinna być wdzięczna.
- Kaktusy. Albo pingwiny - przyznała, bo te pierwsze przychodziły jej na myśl, gdy słyszała o pustyniach, a te drugie, kiedy ktoś wspominał o Antarktydzie. - Ale ja nie jestem ani kaktusem, ani pingwinem, więc chyba zostanę jednak w Anglii. Albo przynajmniej w Europie.
Brenna zapuszczała korzenie głęboko i ciężko było ją wyrwać z naturalnego środowiska, a tym był dla niej Londyn i Dolina Godryka. W tej chwili nie wyobrażała sobie jeszcze, że mogłaby opuścić te miejsca – że mogłaby opuścić Anglię. Nie wiedziała jeszcze, jak wiele nici pęknie, i że drzewo nawet z najmocniejszymi gałęziami może zostać obalone, jeżeli huragan będzie dostatecznie potężny.
Ujęła podane jej ciało bez mrugnięcia okiem. To była w pewnym sensie już padlina, ale w pracy detektywa miewała do czynienia ze znacznie paskudniejszymi rzeczami niż jeden ptaszek, martwy od kilku godzin (chociaż na pewno planowała potem bardzo dokładnie umyć ręce). Umieścić memortka ostrożnie w wykopanym dole, a później zasypała go ziemią.
– Hm, dzięki za twoją piosenkę? – powiedziała jeszcze, jakby trochę niepewna, czy w takich sytuacjach się cokolwiek mówiło. Omal nie dodała, że dziękuje też za to, że jednak nie rozbił jej głowy doniczką, ale ostatecznie się pohamowała i cofnęła po prostu, by potem wyciągnąć szpadel w stronę wiedźmy z Kniei. – Tobie też dziękuję. Jeśli ty miałabyś jakieś prośby, to postaram się pomóc. Tylko do mnie dobrze formułować je wprost, jestem prostą dziewczyną – dodała, posyłając Helloise uśmiech. Nie była pewna, czy ta kobieta faktycznie jej pomogła i czy jej słowa były prawdą, ale wydawało się Brennie, że najmniej w to wierzyła: a to już oznaczało, że powinna być wdzięczna.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.