05.09.2025, 00:06 ✶
Kilka inwektyw właśnie odpadło z jego monologu, kiedy usłyszał, co powiedział Anthony, bo chociaż hiszpańskiego nie znał, to jednak nie dość, że mógł się posiłkować francuskim, to jeszcze pewne słowa takie jak amigo były znane niemal wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy trochę podróżowali.
Amigo.
Czy byli dalej przyjaciółmi? Finał ich działań podczas pożaru dawał mu nadzieję, że tak, ale przecież ten list dosłownie sugerował, że jednak tak nie było.
Czy to Anthony myślał, że Jonathan go tutaj nie chce, czy może jednak mówił tak, aby udawać, że sam wcale nie chciał odchodzić, ale musiał?
A najgorsze było to, że nie mógł teraz krzyczeć, tak jak sobie zaplanował, bo Anthony… Bo chyba włączyło mu się to samo myślenie, na które Shafiq tak śmiertelnie, i bezpodstawnie, obraził się wtedy we Francji.
Troska.
Najwyraźniej troska nie była mile widziana wśród przyjaciół Anthony'ego Shafiqa. Jonathan powoli zabrał dłoń z jego ramienia. Nieważne, jak głośno krzyczały jego gryfońskie instynkty, że szef zasnął nagle w biurze, i jak boleśnie ścisnęło się serce, gdy usłyszał wypowiedziane cicho swoje imię – spróbował zachować spokój.
Troska nie zasługiwała na wyrzuty sumienia, a przecież tylko to kierowało nim kiedy postanowił nie mówić mu o Zakonie. Nie mógł, a przynajmniej nie powinien sobie teraz niczego wyrzucać.
– Proszę, nie mów mi, że tutaj spałeś – odpowiedział równie cicho, wpatrując się w szare oczy prz… Szefa, aby chociaż w nich odczytać kryjące się za nim emocje. Oh, wybacz, nie chciałem zabrzmieć, jakbym się o ciebie martwił w końcu wiem, że masz na to śmiertelną reakcję alergiczną. – Cisnęło mu się na usta zaraz potem, ale dzielnie się przed tym powstrzymał. – Musimy porozmawiać.
Amigo.
Czy byli dalej przyjaciółmi? Finał ich działań podczas pożaru dawał mu nadzieję, że tak, ale przecież ten list dosłownie sugerował, że jednak tak nie było.
Czy to Anthony myślał, że Jonathan go tutaj nie chce, czy może jednak mówił tak, aby udawać, że sam wcale nie chciał odchodzić, ale musiał?
A najgorsze było to, że nie mógł teraz krzyczeć, tak jak sobie zaplanował, bo Anthony… Bo chyba włączyło mu się to samo myślenie, na które Shafiq tak śmiertelnie, i bezpodstawnie, obraził się wtedy we Francji.
Troska.
Najwyraźniej troska nie była mile widziana wśród przyjaciół Anthony'ego Shafiqa. Jonathan powoli zabrał dłoń z jego ramienia. Nieważne, jak głośno krzyczały jego gryfońskie instynkty, że szef zasnął nagle w biurze, i jak boleśnie ścisnęło się serce, gdy usłyszał wypowiedziane cicho swoje imię – spróbował zachować spokój.
Troska nie zasługiwała na wyrzuty sumienia, a przecież tylko to kierowało nim kiedy postanowił nie mówić mu o Zakonie. Nie mógł, a przynajmniej nie powinien sobie teraz niczego wyrzucać.
– Proszę, nie mów mi, że tutaj spałeś – odpowiedział równie cicho, wpatrując się w szare oczy prz… Szefa, aby chociaż w nich odczytać kryjące się za nim emocje. Oh, wybacz, nie chciałem zabrzmieć, jakbym się o ciebie martwił w końcu wiem, że masz na to śmiertelną reakcję alergiczną. – Cisnęło mu się na usta zaraz potem, ale dzielnie się przed tym powstrzymał. – Musimy porozmawiać.