05.09.2025, 19:46 ✶
– Ło pani ale wykurwisty szajs! – Oczeta Milie zaświeciły, choć nie dlatego, że była wielką fanką biżuterii - sama nie nosiła jej wcale, notorycznie gubiąc jakiekolwiek artefakty jubilerskie i pomstując na siebie dłużej, niż udało się tymże wisieć, tudzież w ogóle przebywać w jej otoczeniu. Zaświeciły, bo to się działo na prawdę i Ger, jej stara dobra Stonks, która miała nigdy się nie ustatkować, nagle zamierzała to zrobić.
Zapuścić hehe korzenie.
Słuchała jej z uwagą i rosnącym skupieniem, wytracając nieco głupkowaty nastrój, bo to się działo na prawdę.
– Zajebiście... to jakiś kurwa sen... nie wierzę, ale tak się ciesze... ja pierdole... – podparła podbródek na dwóch dłoniach wgapiając się w swoją koleżankę z pokoju, tą samą, która nauczyła ją porządnie pluć i napierdalać się z dużo większymi typami.
Gdzieś tam bzyczało jej inne pytanie. O to bez kogo ona nie mogłaby żyć. Ale była to ledwie mucha w wielkim ogrodzie wyjebanych w kosmos motyli których prawe skrzydła miały profile Geraldine, a lewe Roisa.
– Przekleję się Tobie do tyłka i odkleję tuż przed nocą poślubną obiecuje Ger, to... to prawdziwy zaszczyt kurwa, nie wierzę, że to się dzieje na prawdę. – sięgnęła po jej rękę przez stolik i ścisnęła ją na potwierdzenie własnych słów. – Totalnie nie mogę się doczekać! Muszę jakoś ubrać Tommy'ego na tę okoliczność ja pierdole, chyba pójdę do Morfiny się kredytować bo nie będzie mnie stać na ciuchy dla tego słodkiego idioty. A nie wierzę, że on ma cokolwiek w czym prezentował się godnie.. – Zaczęła planować, ale się powstrzymała bo przecież, bo... – Bo mogę przyjść z plus jeden, prawda? To nie jest jakieś turbozamknięte party u Ciebie w ogrodzie, rodzice świadkowie i naura? – nie chciała sabotować w żaden sposób planów Panny Jeszcze Yaxley. – No i powiedz gdzie by Ci się marzyło ten panieński? Może w Eurydyce? Znam tam kogoś, wiem że przejścia przenieśli, ale może być dziko tam... tam na dole. To musi być wy-ją-tko-wy wieczór. – rozentuzjazmowała się na nowo.
Zapuścić hehe korzenie.
Słuchała jej z uwagą i rosnącym skupieniem, wytracając nieco głupkowaty nastrój, bo to się działo na prawdę.
– Zajebiście... to jakiś kurwa sen... nie wierzę, ale tak się ciesze... ja pierdole... – podparła podbródek na dwóch dłoniach wgapiając się w swoją koleżankę z pokoju, tą samą, która nauczyła ją porządnie pluć i napierdalać się z dużo większymi typami.
Gdzieś tam bzyczało jej inne pytanie. O to bez kogo ona nie mogłaby żyć. Ale była to ledwie mucha w wielkim ogrodzie wyjebanych w kosmos motyli których prawe skrzydła miały profile Geraldine, a lewe Roisa.
– Przekleję się Tobie do tyłka i odkleję tuż przed nocą poślubną obiecuje Ger, to... to prawdziwy zaszczyt kurwa, nie wierzę, że to się dzieje na prawdę. – sięgnęła po jej rękę przez stolik i ścisnęła ją na potwierdzenie własnych słów. – Totalnie nie mogę się doczekać! Muszę jakoś ubrać Tommy'ego na tę okoliczność ja pierdole, chyba pójdę do Morfiny się kredytować bo nie będzie mnie stać na ciuchy dla tego słodkiego idioty. A nie wierzę, że on ma cokolwiek w czym prezentował się godnie.. – Zaczęła planować, ale się powstrzymała bo przecież, bo... – Bo mogę przyjść z plus jeden, prawda? To nie jest jakieś turbozamknięte party u Ciebie w ogrodzie, rodzice świadkowie i naura? – nie chciała sabotować w żaden sposób planów Panny Jeszcze Yaxley. – No i powiedz gdzie by Ci się marzyło ten panieński? Może w Eurydyce? Znam tam kogoś, wiem że przejścia przenieśli, ale może być dziko tam... tam na dole. To musi być wy-ją-tko-wy wieczór. – rozentuzjazmowała się na nowo.