To prawda, podpalenia mające miejsce kilka dni wcześniej sprawiły, że większa część czarodziejów stała się bardziej czujna i uważna na to co się dzieje dookoła, a przez to i mniej ufna, jeśli chodziło o otoczenie. Prawdopodobnie sam Ozzy również nie celowałby różdżką do bogu ducha winnego Traversa, gdyby nie to, że niecały tydzień wcześniej widział płonące i walące się budynki, ludzi biegających w płomieniach i ogień trawiący Londyn. Chyba kolejnego dnia obudził się po prostu z jakimś ciężarem, może jakimś rodzajem traumy, który sprawiał, że pilnował się na każdym kroku i nie ufał z miejsca tak, jak jeszcze kilka dni wcześniej.
W końcu opuścił swoją różdżkę i schował ją do kieszeni, uznając, że w tym momencie nie będzie mu już raczej potrzebna. Westchnął ciężko i przesunął po nim wzrokiem, jakby sprawdzając, czy Nicholas - poza kaszlem - jest cały i zdrowy. Pałał do niego jakimś dziwnym rodzajem sympatii, bo robił z nim interesy, znali się w końcu od dość dawna (bo ich rodziny były blisko), więc skoro już wiedział, że to Travers był dzisiejszym intruzem, to nie musiał już tkwić w pozycji obronnej, gotowy w każdej chwili do ataku.
-Ciebie też dobrze widzieć w jednym kawałku, mi amigo - uśmiechnął się do niego lekko i podszedł nieco bliżej, wciąż z rękoma na biodrach, które kołysały się na boki rytmicznie, jak niemal zawsze, gdy Osiris się poruszał. - Bardzo mi miło, że chciało ci się sprawdzić, czy moja knajpa nadal ma fundamenty - parsknął krótko śmiechem, który nie objął jednak jego oczu. Widać było po nim, że cierpi; kochał swój pub i to, co wydarzyło się ostatnio, dość mocno się na nim odbiło. - Napijesz się czegoś? Jakimś cudem większość butelek z alkoholami jest nienaruszona.
@nicholas travers