08.09.2025, 17:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2025, 17:15 przez Jonathan Selwyn.)
— Znanie swojej wartości to jeszcze nie jest bycie divą – Odruchowo żachnął się Jonathan, zdecydowanie więcej uwagi skupiając na obecnym zachowaniu Mony, które było... Dość niepokojące. Oczywiście, Selwynowie byli dobrze prosperującą czystokrwistą rodziną, a co za tym szło ich ród nosił w sobie pewne pokłady konserwatyzmu, ale nie podejrzewałby ich o nic straszniejszego, niż zawetowanie jakiegoś niewygodnego małżeństwa, lub ukaranie kuzyna, ktory postanowił zrujnować własny ślub. – Nie wydaje mi się, aby jakiś członek naszej rodziny otwarcie popierał Śmierciożercow jeśli sie o to pytasz.
Wyznanie Mony sprawiło, że kilka kolejnych rzeczy wydarzyło się naprawdę szybko.
Jonathan, który zdążył już poczynić kolejny krok do przodu nagle zatrzymał się i gwałtownie obrócił. Niestety był zdecydowanie bardziej skupiony na swojej kuzynce niż ścieżce i czającej się na niej błotnistej plamie, którą wcześniej z taką gracją wyminął. A to z kolei sprawiło, że okuta w białe spodnie noga Selwyna, poślizgnęła się na zbrodniczo śliskiej ziemi I pociągnęła swojego właściciela w dół ku błotnistej zgubie.
Upadek zdecydowanie bolał mniej niż świadomość tego, że wyglądał obecnie jak przerośnięty dalmatyńczyk, którego natura postanowiła złośliwie uraczyć jedna wielką plamą z tyłu i drobnymi łatami z przodu w tym, o zgrozo, również na twarzy. A co było jeszcze gorsze to to, że Mona naprawdę powiedziała to co powiedziała.
Na Merlina. Śmierciożerca u niej w domu. Czemu... Dlaczego? Ktoś z ich rodziny? Ktoś z jej rodziny? Jakiś przyjaciel? Prewett? Będzie musiał poinformować o tym Zakon. Dlaczego przyszedł do Mony? Może czysta desperacja? Może po prostu ktoś liczył, że czystokrwista dziewczyna o charakterze Mony zlituje się nad nim. Biedna Mona, że musiała przez to przechodzić. Jak ktoś śmiał stawiać jego kuzynkę w takiej sytuacji!
Szybko zerwał się na równe nogi.
– Ani słowa – rzucił z wielką energią jak na kogoś kto przeżył właśnie straszną tragedię. – Poczekajcie chwilę. Niech nikt nic nie próbuje mówić. Zaraz o wszystkim porozmawiamy.
Rozgorączkowany wyciągnął różdżkę i spróbował wyczarować wodę, by obmyć jakkolwiek chociaż recę i twarz przed dalszym kontynuowaniem tej rozmowy.
Kształtowanie (III) wyczarowanie wody
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
I na całe szczęście różdżką w przeciwieństwie do natury nie była przeciwko niemi, a z jej końca trysneła woda.
– No dobrze – zaczął, obmywając jedną dłoń. – Zanim przejdziemy w inne miejsce. Mono, czy mówiłaś o tym komuś jeszcze? Kto wie?