08.09.2025, 23:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.10.2025, 20:30 przez Lucy Rosewood.)
Rozluźnij się.
Była to zbitka słów za którą Lucy nieszczególnie przepadała, ale nie za bardzo lubiła też okazywać, jak bardzo potrafiły drażnić ją te słowa zwłaszcza w tym konkretnym momencie, kiedy rozluźnienie się byłoby czystym idiotyzmem.
Właściwie to wampirzyca preferowała egzystować w stanie ciągłej czujności, która zmieniała się jedynie w stan nieco mniejszej ciągłej czujności, gdy akurat potrzebowała nieco odpocząć.
A jednak... Było coś takiego w tej kobiecie, że Lucy chciała się z nią droczyć, tak jak i ona droczyła się z nią od samego początku. Zagrać w jej grę skoro czarownica już postanowiła tak ładnie rozstawić planszę, bo przecież nie mogło być tak, że Lucy spędzi z nią ten cały czas na zasadach tylko jednej z nich. I zdecydowanie nie mogło być też tak, że marnowała kolejne nocr na to śmiechu warte zlecenie bez żadnej rozrywki, zwłaszcza gdy rozrywka napatoczyła się sama. I jeszcze mogła mieć przydatne informacje.
Uśmiechnęła się i uniosła ręce ku spiętym włosom, aby szybkim ruchem uwolnić je z okowów gumki i pozwolić opaść falami na wampirze ramiona.
– Hel-Louis. Ładnie. Oba imiona mają specjalne konontacje? – spytała z całą świadomością tego, że podzieliła imię na dwa.
Weszły do środka, a ona musiała przyznać, że z głupią wręcz ciekawością przyjrzała się wystrojowi, zatrzymując nieco dłużej wzrok na oświetlających całe pomieszczenie punkcikach.
I oczywiście w tym momencie zapiał kogut, domek postanowił się poruszyć, a do Lucy dotarło, że kobieta chyb jesg mniej naiwna niż mogłoby to się jej wydawać. Eh, a może... Kto wie? Może gdyby było wcześniej w nocy zdołałaby ją przekonać do tego, że jest jakimś rodzajem zjawy, a Heloise jest pierwszą osobą, której dane było go spotkać?
Jesteś człowiekiem?
Jak bezpośrednio.
– To zapewne zależy kogo się spytasz – powiedziała, przesuwając dłonią po nakrytym stole. – Mugole powiedziałyny, że zapewne żadna z nas nim nie jest. – powiedziała, jakby wcale ta wizja jej nie przerażała. Jakby czasem nie zastanawiała sie jakby to było, tylko po to aby szybko dojść do wniosku, że tylko desperacki idiota zdecydowałaby się na coś takiego.
Kolejne pytanie natomiast sprawiło, że jej wargi drgnęły w niewielkim uśmiechu.
– Hm... – Wzrok wampirzyczy zaczął wędrować po wszystkich soczystych owocach, pachnących drożdżówkach i ciasteczkach, aż wreszcie natrafił na leżącą na stole dłoń Helloise na tyle długo, aby czarownica miała szansę to zauważyć. Uśmiech Lucy pogłębił się. – Tak, myślę, że coś się na tym stole znajdzie– oznajmiła i sięgnęła po jedną z czekoladek.
Była to zbitka słów za którą Lucy nieszczególnie przepadała, ale nie za bardzo lubiła też okazywać, jak bardzo potrafiły drażnić ją te słowa zwłaszcza w tym konkretnym momencie, kiedy rozluźnienie się byłoby czystym idiotyzmem.
Właściwie to wampirzyca preferowała egzystować w stanie ciągłej czujności, która zmieniała się jedynie w stan nieco mniejszej ciągłej czujności, gdy akurat potrzebowała nieco odpocząć.
A jednak... Było coś takiego w tej kobiecie, że Lucy chciała się z nią droczyć, tak jak i ona droczyła się z nią od samego początku. Zagrać w jej grę skoro czarownica już postanowiła tak ładnie rozstawić planszę, bo przecież nie mogło być tak, że Lucy spędzi z nią ten cały czas na zasadach tylko jednej z nich. I zdecydowanie nie mogło być też tak, że marnowała kolejne nocr na to śmiechu warte zlecenie bez żadnej rozrywki, zwłaszcza gdy rozrywka napatoczyła się sama. I jeszcze mogła mieć przydatne informacje.
Uśmiechnęła się i uniosła ręce ku spiętym włosom, aby szybkim ruchem uwolnić je z okowów gumki i pozwolić opaść falami na wampirze ramiona.
– Hel-Louis. Ładnie. Oba imiona mają specjalne konontacje? – spytała z całą świadomością tego, że podzieliła imię na dwa.
Weszły do środka, a ona musiała przyznać, że z głupią wręcz ciekawością przyjrzała się wystrojowi, zatrzymując nieco dłużej wzrok na oświetlających całe pomieszczenie punkcikach.
I oczywiście w tym momencie zapiał kogut, domek postanowił się poruszyć, a do Lucy dotarło, że kobieta chyb jesg mniej naiwna niż mogłoby to się jej wydawać. Eh, a może... Kto wie? Może gdyby było wcześniej w nocy zdołałaby ją przekonać do tego, że jest jakimś rodzajem zjawy, a Heloise jest pierwszą osobą, której dane było go spotkać?
Jesteś człowiekiem?
Jak bezpośrednio.
– To zapewne zależy kogo się spytasz – powiedziała, przesuwając dłonią po nakrytym stole. – Mugole powiedziałyny, że zapewne żadna z nas nim nie jest. – powiedziała, jakby wcale ta wizja jej nie przerażała. Jakby czasem nie zastanawiała sie jakby to było, tylko po to aby szybko dojść do wniosku, że tylko desperacki idiota zdecydowałaby się na coś takiego.
Kolejne pytanie natomiast sprawiło, że jej wargi drgnęły w niewielkim uśmiechu.
– Hm... – Wzrok wampirzyczy zaczął wędrować po wszystkich soczystych owocach, pachnących drożdżówkach i ciasteczkach, aż wreszcie natrafił na leżącą na stole dłoń Helloise na tyle długo, aby czarownica miała szansę to zauważyć. Uśmiech Lucy pogłębił się. – Tak, myślę, że coś się na tym stole znajdzie– oznajmiła i sięgnęła po jedną z czekoladek.