12.09.2025, 08:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2025, 08:53 przez Charlotte Kelly.)
– Tony, nigdy nie spodziewałam się, że to będzie dotyczyło ciebie, ale obawiam się, że twoim problemem w tej chwili nie jest kłótnia z Jonathanem, a zaskakujący spadek pewności siebie – oceniła Charlotte, marszcząc lekko brwi, gdy Anthony skwitował tę umiejętność jako „głupią sztuczkę”. – Niepotrzebny spadek, dodajmy. Poza tym dochodzi niepewność, co do tego, co chcesz zrobić ze swoim życiem, chociaż nie wątpię, że znajdziesz tu odpowiedzi, których szukasz.
Co już nie było aż tak zaskakujące, bo podobno zdarzało się mężczyznom w pewnym wieku. Może Anthony przeżywał kryzys wieku średniego? Niektórzy twierdzili, że zdarzało się też kobietom, ale Charlotte, która zawsze wiedziała, na co akurat ma ochotę i zazwyczaj to robiła (zazwyczaj – kąpiel nago na środku miejskiej fontanny na przykład była czymś, z czego z żalem tego lata zrezygnowała uznając, że nie narobi wstydu dzieciom i nie zaryzykuje swojej pracy), jakoś nie od końca potrafiła w to uwierzyć.
– Odpuszczę… dzisiaj – powiedziała, bo nie, ani myślała naprawdę porzucać ten temat, i oczywiście, że planowała drążyć go dalej. Na liście rzeczy „do zrobienia” pojawiła się na przykład wizyta u Jonathana z „Jak mogłeś to zrobić Tonyemu, no dobrze, to teraz chcę twoją wersję”.
Było coś prawie zabawnego w tym, że Anthony wściekał się, że został zdradzony, bo nie wspomniano mu o organizacji partyzanckiej, ale jednocześnie nie chciał sam mówić o niej Charlotte. Chociaż i prawdą było, że ona zniosłaby to znacznie lepiej: była Niewymowną. Rozumiała, że ludzie mają swoją sekrety i że czasem to nie są ich tajemnice do zdradzenia, że mówiąc o nim jednej osobie, zdradzają inne. Anthony uważał, że to nie jego sekret do podzielenia się z Charlotte. Jonathan zapewne uważał podobnie.
– Też nie miałam pojęcia o hrabim Draculi. Powiedział mi tylko dlatego, że najwyraźniej w pewnym momencie ten wysłał mu pogróżki na temat dzieci[ – stwierdziła, kolejny uzupełniony kieliszek wina wypijając tym razem duszkiem, zamiast powoli delektować się jego smakiem. To była prawie zbrodnia potraktować w ten sposób wyborne wino, ale Charlotte złościła się nie tyleż milczeniem Jonathana, ile tym, że dzieci były w niebezpieczeństwie. – I przyznaję, też sądziłam, że by mi powiedział. Ty i Morphy zawsze mieliście… niezwykłą więź, ale Jonathan zwykle nie miał przede mną tajemnic. Albo uznał to za nieistotny romans, albo było mu przed nami wstyd, chociaż nie wierzę, że mówię o wstydzie w kontekście Johny’ego. To w końcu wampir.
Kącik ust drgnął jej lekko. Nie w uśmiechu. W skrzywieniu. Dla Charlotte wampiry były trupami. Nie romansuje się z trupami! Ale Charlotte miała ogólnie Mocne Poglądy, jakby po wyplenieniu magirasizmu wobec mugoli musiała te pokłady niechęci gdzieś przekierować – padło na gobliny i wszelkie „dziwadła”, które chętnie kroiłaby na laboratoryjnym stole, by posłać je sekrety.
– Mój drogi, dziękuję, ale na razie poczekam, aż sytuacja się ustabilizuje. Dom mojej znajomej, która teraz mieszka w Ameryce, a którego czasem dla niej doglądam, przetrwał, więc w razie czego zatrzymamy się tam.
Teraz rzemieślnicy byli rozchwytywani przez bogaczy, Charlotte uznała więc, że poczeka aż ceny odrobinę spadną.
Co już nie było aż tak zaskakujące, bo podobno zdarzało się mężczyznom w pewnym wieku. Może Anthony przeżywał kryzys wieku średniego? Niektórzy twierdzili, że zdarzało się też kobietom, ale Charlotte, która zawsze wiedziała, na co akurat ma ochotę i zazwyczaj to robiła (zazwyczaj – kąpiel nago na środku miejskiej fontanny na przykład była czymś, z czego z żalem tego lata zrezygnowała uznając, że nie narobi wstydu dzieciom i nie zaryzykuje swojej pracy), jakoś nie od końca potrafiła w to uwierzyć.
– Odpuszczę… dzisiaj – powiedziała, bo nie, ani myślała naprawdę porzucać ten temat, i oczywiście, że planowała drążyć go dalej. Na liście rzeczy „do zrobienia” pojawiła się na przykład wizyta u Jonathana z „Jak mogłeś to zrobić Tonyemu, no dobrze, to teraz chcę twoją wersję”.
Było coś prawie zabawnego w tym, że Anthony wściekał się, że został zdradzony, bo nie wspomniano mu o organizacji partyzanckiej, ale jednocześnie nie chciał sam mówić o niej Charlotte. Chociaż i prawdą było, że ona zniosłaby to znacznie lepiej: była Niewymowną. Rozumiała, że ludzie mają swoją sekrety i że czasem to nie są ich tajemnice do zdradzenia, że mówiąc o nim jednej osobie, zdradzają inne. Anthony uważał, że to nie jego sekret do podzielenia się z Charlotte. Jonathan zapewne uważał podobnie.
– Też nie miałam pojęcia o hrabim Draculi. Powiedział mi tylko dlatego, że najwyraźniej w pewnym momencie ten wysłał mu pogróżki na temat dzieci[ – stwierdziła, kolejny uzupełniony kieliszek wina wypijając tym razem duszkiem, zamiast powoli delektować się jego smakiem. To była prawie zbrodnia potraktować w ten sposób wyborne wino, ale Charlotte złościła się nie tyleż milczeniem Jonathana, ile tym, że dzieci były w niebezpieczeństwie. – I przyznaję, też sądziłam, że by mi powiedział. Ty i Morphy zawsze mieliście… niezwykłą więź, ale Jonathan zwykle nie miał przede mną tajemnic. Albo uznał to za nieistotny romans, albo było mu przed nami wstyd, chociaż nie wierzę, że mówię o wstydzie w kontekście Johny’ego. To w końcu wampir.
Kącik ust drgnął jej lekko. Nie w uśmiechu. W skrzywieniu. Dla Charlotte wampiry były trupami. Nie romansuje się z trupami! Ale Charlotte miała ogólnie Mocne Poglądy, jakby po wyplenieniu magirasizmu wobec mugoli musiała te pokłady niechęci gdzieś przekierować – padło na gobliny i wszelkie „dziwadła”, które chętnie kroiłaby na laboratoryjnym stole, by posłać je sekrety.
– Mój drogi, dziękuję, ale na razie poczekam, aż sytuacja się ustabilizuje. Dom mojej znajomej, która teraz mieszka w Ameryce, a którego czasem dla niej doglądam, przetrwał, więc w razie czego zatrzymamy się tam.
Teraz rzemieślnicy byli rozchwytywani przez bogaczy, Charlotte uznała więc, że poczeka aż ceny odrobinę spadną.