12.09.2025, 08:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2025, 10:59 przez Brenna Longbottom.)
Wita się z Laurettą, a potem odchodzą nieco na bok z Cynthią.
Kupuje przy okazji cegiełkę.
– Nie krępujcie się, poczekamy na was – powiedziała do Atreusa z uśmiechem, gdy napotkała jego pytające spojrzenie i ujęła Cynthię pod ramię, w ten sposób akceptując jej propozycję. Może Cynthia nie chciała przeszkadzać panom, gdy będą raczyć się drinkami, może chciała porozmawiać, może coś jeszcze innego, ale Brenna ani myślała odmawiać. A jeśli szło o alkohol, nie planowała ani sama pić, ani odmawiać do tego prawa towarzyszowi.
Nim zdążyły się oddalić, nadciągnęła jednak Lauretta, w sukni bajecznej podwójnie, bo bajecznie pięknej, i bajecznie drogiej. Brenna obserwowała początek rozmowy między tancerką a Atreusem z pewnym zaintrygowaniem, wynikającym z paru rzeczy, choć przede wszystkim faktu, że choć wiedziała, jaką opinią się cieszył, nie miała do tej pory wielu okazji widzieć go rozmawiającego w ten sposób. Nawet na koncercie, gdy rozmawiał z Ministrą, ona akurat poszła zaczepić Brygadzistkę. Ich rozmowy zwykle wyglądały inaczej i czasem zawierały nawet groźby karalne.
– Miło poznać – stwierdziła Brenna, gdy zostały przedstawione Laurettcie, lekko kiwając głową na powitanie. – Wspaniały taniec. I zabójcza suknia – rzuciła, krótko i szczerze, nie próbując jednak przedłużać rozmowy z kobietą. Nie dlatego, że miała cokolwiek przeciwko Laurettcie, a ponieważ miała dziwne wrażenie, że Selwynówna zdecydowanie chętniej pokonwersuje z panami niż z nią i Cynthią, a ona nie zamierzała uwieszać się z tej okazji na niczyim ramieniu i zdawało się jej, że Cynthia też nie ma takich planów.
Zerknęła jeszcze pytająco na Cynthię, bo może ta chciała coś dorzucić od siebie, zanim ruszyła, by zgodnie z planem Flintówny rozejrzeć się za miejscami. Po drodze przystanęła jeszcze przy stoliku, na którym sprzedawano cegiełki, składając datek. Wysoki, choć nie absurdalnie wysoki - kwota oszacowana przez nią starannie, bo z jednej strony chciała wesprzeć tu ofiary Spalonej Nocy i zawsze szczodrze wspierała takie inicjatywy, z drugiej priorytet miały jeszcze póki co sprawy Zakonu i też nie planowała ściągać uwagi jako taka osoba, która podarowała najwięcej środków.
Rozglądała się też jak wcześniej, w głęboko zakorzenionym nawyku, lubiąc wiedzieć, kto gdzie stoi, gdzie są wyjścia i kto obstawia dzisiejszą imprezę.
– Louvain Lestrange… nigdy o nim nie wspominałaś – powiedziała lekko, kiedy trochę się oddaliły od reszty towarzystwa. Choć i nie zamierzała naciskać, gdyby Cynthia postanowiła ją po prostu zbyć.
Kupuje przy okazji cegiełkę.
– Nie krępujcie się, poczekamy na was – powiedziała do Atreusa z uśmiechem, gdy napotkała jego pytające spojrzenie i ujęła Cynthię pod ramię, w ten sposób akceptując jej propozycję. Może Cynthia nie chciała przeszkadzać panom, gdy będą raczyć się drinkami, może chciała porozmawiać, może coś jeszcze innego, ale Brenna ani myślała odmawiać. A jeśli szło o alkohol, nie planowała ani sama pić, ani odmawiać do tego prawa towarzyszowi.
Nim zdążyły się oddalić, nadciągnęła jednak Lauretta, w sukni bajecznej podwójnie, bo bajecznie pięknej, i bajecznie drogiej. Brenna obserwowała początek rozmowy między tancerką a Atreusem z pewnym zaintrygowaniem, wynikającym z paru rzeczy, choć przede wszystkim faktu, że choć wiedziała, jaką opinią się cieszył, nie miała do tej pory wielu okazji widzieć go rozmawiającego w ten sposób. Nawet na koncercie, gdy rozmawiał z Ministrą, ona akurat poszła zaczepić Brygadzistkę. Ich rozmowy zwykle wyglądały inaczej i czasem zawierały nawet groźby karalne.
– Miło poznać – stwierdziła Brenna, gdy zostały przedstawione Laurettcie, lekko kiwając głową na powitanie. – Wspaniały taniec. I zabójcza suknia – rzuciła, krótko i szczerze, nie próbując jednak przedłużać rozmowy z kobietą. Nie dlatego, że miała cokolwiek przeciwko Laurettcie, a ponieważ miała dziwne wrażenie, że Selwynówna zdecydowanie chętniej pokonwersuje z panami niż z nią i Cynthią, a ona nie zamierzała uwieszać się z tej okazji na niczyim ramieniu i zdawało się jej, że Cynthia też nie ma takich planów.
Zerknęła jeszcze pytająco na Cynthię, bo może ta chciała coś dorzucić od siebie, zanim ruszyła, by zgodnie z planem Flintówny rozejrzeć się za miejscami. Po drodze przystanęła jeszcze przy stoliku, na którym sprzedawano cegiełki, składając datek. Wysoki, choć nie absurdalnie wysoki - kwota oszacowana przez nią starannie, bo z jednej strony chciała wesprzeć tu ofiary Spalonej Nocy i zawsze szczodrze wspierała takie inicjatywy, z drugiej priorytet miały jeszcze póki co sprawy Zakonu i też nie planowała ściągać uwagi jako taka osoba, która podarowała najwięcej środków.
Rozglądała się też jak wcześniej, w głęboko zakorzenionym nawyku, lubiąc wiedzieć, kto gdzie stoi, gdzie są wyjścia i kto obstawia dzisiejszą imprezę.
– Louvain Lestrange… nigdy o nim nie wspominałaś – powiedziała lekko, kiedy trochę się oddaliły od reszty towarzystwa. Choć i nie zamierzała naciskać, gdyby Cynthia postanowiła ją po prostu zbyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.