12.09.2025, 10:10 ✶
– Cóż, dzięki niemu mieszkanie dalej stoi i wymaga głównie wymiany okien oraz ogarnięcia ścian. Pomijając oczywiście wszystko, co spłonęło – westchnęła Charlotte.
O zgrozo, gdy o tym myślała, o tych wszystkich straconych rzeczach, o konieczności remontu i ich odkupienia, oraz podjęciu kilku bardzo ważnych decyzji, w tej chwili czuła się nie tylko zmęczona, ale też niemal staro, a Charlotte czuła się tak bardzo, bardzo rzadko – chyba ostatni raz przyszło jej do głowy, że się zestarzała, gdy Theo skończył Hogwart i z pewnym zdumieniem odkryła, że ma trójkę dorosłych dzieci. Ale wtedy szybko wybiła sobie te myśli z głowy, a teraz Spalona Noc sprawiała, że Charlotte zaczęła czuć znużenie i starość w kościach i w głowie.
– Będę musiała tam iść i ocenić straty. Moje książki są w większości ognioodporne, więc przynajmniej one zapewne ocalały. A moja sowa niedawno tutaj przyleciała, na szczęście była poza domem i nie zadusiła się dymem.
Przyjęła kieliszek, uśmiechając się lekko, przez moment nawet szczerze, gdy Jonathan wcielił się na moment w rolę kelnera, jedno z kolejnych, drobnych przedstawień Selwyna. On nigdy tak naprawdę nie przestał być aktorem, nawet jeżeli nie był to jego oficjalny zawód. Mogłeś wyciągnąć Jonathana Selwyna z teatru, ale nie mogłeś wyciągnąć teatru z Jonathana Selwyna. Sięgnęła po kieliszek i uniosła go w niemym toaście, a potem się napiła, i palący smak na języku był w tej chwili dokładnie tym, czego potrzebowała po tej paskudnej nocy.
– Naprawdę? Nie wbiegłeś do żadnego płonącego budynku? Z nikim się nie pojedynkowałeś? Nie naraziłeś życia, żeby uratować jakiegoś przypadkowego, nieznanego sobie przechodnia? Jeżeli odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi „nie”… to kim jesteś i co zrobiłeś z Jonathanem Selwynem? – spytała, spoglądając na niego z podejrzliwością, autentyczną albo udawaną. A potem przechyliła się, sięgając do jego włosów i przez chwilę wodząc między nimi palcami… – Och… nie, nie może być… – westchnęła w pewnym momencie, a jej oczy otworzyły się szerzej. – Masz ciągle trochę popiołu we włosach – dodała zaraz.
O zgrozo, gdy o tym myślała, o tych wszystkich straconych rzeczach, o konieczności remontu i ich odkupienia, oraz podjęciu kilku bardzo ważnych decyzji, w tej chwili czuła się nie tylko zmęczona, ale też niemal staro, a Charlotte czuła się tak bardzo, bardzo rzadko – chyba ostatni raz przyszło jej do głowy, że się zestarzała, gdy Theo skończył Hogwart i z pewnym zdumieniem odkryła, że ma trójkę dorosłych dzieci. Ale wtedy szybko wybiła sobie te myśli z głowy, a teraz Spalona Noc sprawiała, że Charlotte zaczęła czuć znużenie i starość w kościach i w głowie.
– Będę musiała tam iść i ocenić straty. Moje książki są w większości ognioodporne, więc przynajmniej one zapewne ocalały. A moja sowa niedawno tutaj przyleciała, na szczęście była poza domem i nie zadusiła się dymem.
Przyjęła kieliszek, uśmiechając się lekko, przez moment nawet szczerze, gdy Jonathan wcielił się na moment w rolę kelnera, jedno z kolejnych, drobnych przedstawień Selwyna. On nigdy tak naprawdę nie przestał być aktorem, nawet jeżeli nie był to jego oficjalny zawód. Mogłeś wyciągnąć Jonathana Selwyna z teatru, ale nie mogłeś wyciągnąć teatru z Jonathana Selwyna. Sięgnęła po kieliszek i uniosła go w niemym toaście, a potem się napiła, i palący smak na języku był w tej chwili dokładnie tym, czego potrzebowała po tej paskudnej nocy.
– Naprawdę? Nie wbiegłeś do żadnego płonącego budynku? Z nikim się nie pojedynkowałeś? Nie naraziłeś życia, żeby uratować jakiegoś przypadkowego, nieznanego sobie przechodnia? Jeżeli odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi „nie”… to kim jesteś i co zrobiłeś z Jonathanem Selwynem? – spytała, spoglądając na niego z podejrzliwością, autentyczną albo udawaną. A potem przechyliła się, sięgając do jego włosów i przez chwilę wodząc między nimi palcami… – Och… nie, nie może być… – westchnęła w pewnym momencie, a jej oczy otworzyły się szerzej. – Masz ciągle trochę popiołu we włosach – dodała zaraz.