12.09.2025, 12:07 ✶
– Och Lazurowe Wybrzeże! Boski pomysł... – Miles niemal rozpłynęła się na tę myśl. – To słuchaj, Ty już w ogóle o tym nie myśl, ja się przejdę do klubu, albo tego co z niego zostało po Spalonej i przegadam to z naszymi obieżyświatami. Polecą mi miejsca, bo ja tylko o tym czytałam, ale nigdy nie byłam. I wiesz co... myślę, że to jest świetna myśl, żebyśmy odjebały takie pełne doświadczenie kobiecego kurwa odpoczywanka. Maseczki, masaże, relaksing, plażing, świetnie jedzenie i ploty. Pełna regeneracja na Twój najpiękniejszy dzień w życiu kochana! Wrócisz wypoczęta i kwitnąca. Jeszcze bardziej niż teraz, chociaż szczerze, to nie wiem czy to możliwe bo lśnisz jak psu jajca na wiosne! – Umówmy się, Miles nie była mistrzynią komplementów, ale jej entuzjazm i ton mówił za siebie, a było w tym więcej szczerego zachwytu, niż można było o to posądzić kobietę, która cierpiała srogo po wyjebaniu jej z życia pół roku temu.
Teraz jednak zapadła się zupełnie w planowanie, szkicownik zamienił się w notatnik, gdy na wolnej stronie zaczęła pospiesznie zapisywać wszystkie pomysły przyjaciółki, albo własne na które ta reagowała uśmiechem i skinieniem głowy. Moody była bardzo podpalona pomysłem, do tego stopnia, że tez nie krępowała się za bardzo kiedy dopytała o budżet tak wyprawy jak i sukienki. Gadanie o pieniądzach bywało dla niej problemem, szczególnie w chudszych latach, teraz jednak była świadoma, że Geraldine prędzej się zirytuje na to całe krygowanie i pertraktacje niż kiedy postawi sprawę wprost. Te ścieżki miały przetarte dawno temu.
Lody znikały w tempie stanowczo zbyt zastraszającym, ale też przy dobrej gatce łatwiej jest zgubić czas, ale nadchodzące dni jasno wskazywały, że będą miały dla siebie więcej czasu niż ostatnio. Taki rebonding podobał jej się bardzo, bo choć minęły czasy w których były nierozłączne, to powrót do korzeni - jak sądziła Moody - dobrze by jej zrobił. A może i, na co miała nadzieję, będzie miała okazję przyjaciółce opowiedzieć o własnych rozterkach które coraz mocniej infekowały małe Milesowe serduszko. Tylko jak to zrobić, gdy Geraldine najwidoczniej postawiła na monogamię, a Moody... Cóż, wieczorem zamierzała opowiedzieć o całej imprezie nie jednej, a dwóm osobom, o których ostatnio myślała stanowczo za dużo.
A może po ślubie byłoby lepiej? Teraz Geraldine była najważniejsza, taka impreza powinna być tylko raz w życiu i Miles czuła ciężar odpowiedzialności, ale i rozpierające szczęście w piersi szczęściem własnej przyjaciółki.
...a jeszcze trzeba było pomyśleć o prezencie! W głowie szkic układał się niemal sam z siebie.
Teraz jednak zapadła się zupełnie w planowanie, szkicownik zamienił się w notatnik, gdy na wolnej stronie zaczęła pospiesznie zapisywać wszystkie pomysły przyjaciółki, albo własne na które ta reagowała uśmiechem i skinieniem głowy. Moody była bardzo podpalona pomysłem, do tego stopnia, że tez nie krępowała się za bardzo kiedy dopytała o budżet tak wyprawy jak i sukienki. Gadanie o pieniądzach bywało dla niej problemem, szczególnie w chudszych latach, teraz jednak była świadoma, że Geraldine prędzej się zirytuje na to całe krygowanie i pertraktacje niż kiedy postawi sprawę wprost. Te ścieżki miały przetarte dawno temu.
Lody znikały w tempie stanowczo zbyt zastraszającym, ale też przy dobrej gatce łatwiej jest zgubić czas, ale nadchodzące dni jasno wskazywały, że będą miały dla siebie więcej czasu niż ostatnio. Taki rebonding podobał jej się bardzo, bo choć minęły czasy w których były nierozłączne, to powrót do korzeni - jak sądziła Moody - dobrze by jej zrobił. A może i, na co miała nadzieję, będzie miała okazję przyjaciółce opowiedzieć o własnych rozterkach które coraz mocniej infekowały małe Milesowe serduszko. Tylko jak to zrobić, gdy Geraldine najwidoczniej postawiła na monogamię, a Moody... Cóż, wieczorem zamierzała opowiedzieć o całej imprezie nie jednej, a dwóm osobom, o których ostatnio myślała stanowczo za dużo.
A może po ślubie byłoby lepiej? Teraz Geraldine była najważniejsza, taka impreza powinna być tylko raz w życiu i Miles czuła ciężar odpowiedzialności, ale i rozpierające szczęście w piersi szczęściem własnej przyjaciółki.
...a jeszcze trzeba było pomyśleć o prezencie! W głowie szkic układał się niemal sam z siebie.
Koniec sesji