13.09.2025, 14:24 ✶
– Oczywiście, zaraz wrócę – powiedział, ale zanim wyszedł, szybko ściągnął z siebie cienką, granatową szatę, pod którą miał założone białą koszulę i ciemne spodnie. Nie były one białą koszulę i ciemnymi spodniami, w których najchętniej by się pokazywał w górskim schronisku, ale lepiej było tak, niż gdyby chodził w szacie.
Jonathan wrócił po trochę dłuższej chwili trzymając na drewnianej tacy dwie parujące szklanki z rumową herbatą doprawioną korzennymi przyprawami, słodkimi wafelkami, kilkoma pralinkami, dwoma jabłkami, paczką chrupek, a także, dla każdego z nich, kawałkami czekoladowego ciasta naprawdę słusznych rozmiarów. No i jeszcze miał ze sobą jakąś grę planszową.
– Nasza gospodyni to prawdziwy skarb. Miło nam się gawędziło. Okazało się, że ojciec Anity był francuzem i znaleźliśmy wspólny język. Wyobrażasz sobie, że jej mąż sprzedał ich wszystkie oszczędności, aby założył to schronisko? Była wściekła! A potem uciekł z kochanką, zostawił ją z tym wszystkim, ale na całe szczęście teraz prowadzi to z przyjaciółką i interes kwitnie. Doradziłem jej też jakie dodatki najlepiej tutaj dodać, aby prezentowało się to jako tako. I że najlepiej jej jest w czerwonej szmince. Ah i jeszcze rozumiesz, że jest tutaj grupka Amerykanów? Byłem sceptyczny, ale podeszli do mnie i chwilę pogawędziliśmy. Dostaliśmy od nich chrupki i monopoly, ale musimy jutro rano to ostatnie zwrócić – Gadał uśmiechnięty, odkładając wszystko na drewniany stolik, po czym zerknął na kominek. I to był właśnie jeden z tych momentów, w którym nie wiedział co robić. Normalnie by wiedział. Teraz przez tą kłótnię nie. Czy jeśli sama rozpali kominek Shafiq nie będzie miał pretensji? Ale też… Było coś dziwnego w głosie Anthony'ego. Taka… Szczerość, której chyba dawno nie słyszał.
– Może usiądź a ja spróbuję rozpalić w kominku, chociaż sam padam. Zresztą patrząc jakie są tu problemy z teleportacja nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie dlatego mieliśmy problemy z ogniem.
Jonathan wrócił po trochę dłuższej chwili trzymając na drewnianej tacy dwie parujące szklanki z rumową herbatą doprawioną korzennymi przyprawami, słodkimi wafelkami, kilkoma pralinkami, dwoma jabłkami, paczką chrupek, a także, dla każdego z nich, kawałkami czekoladowego ciasta naprawdę słusznych rozmiarów. No i jeszcze miał ze sobą jakąś grę planszową.
– Nasza gospodyni to prawdziwy skarb. Miło nam się gawędziło. Okazało się, że ojciec Anity był francuzem i znaleźliśmy wspólny język. Wyobrażasz sobie, że jej mąż sprzedał ich wszystkie oszczędności, aby założył to schronisko? Była wściekła! A potem uciekł z kochanką, zostawił ją z tym wszystkim, ale na całe szczęście teraz prowadzi to z przyjaciółką i interes kwitnie. Doradziłem jej też jakie dodatki najlepiej tutaj dodać, aby prezentowało się to jako tako. I że najlepiej jej jest w czerwonej szmince. Ah i jeszcze rozumiesz, że jest tutaj grupka Amerykanów? Byłem sceptyczny, ale podeszli do mnie i chwilę pogawędziliśmy. Dostaliśmy od nich chrupki i monopoly, ale musimy jutro rano to ostatnie zwrócić – Gadał uśmiechnięty, odkładając wszystko na drewniany stolik, po czym zerknął na kominek. I to był właśnie jeden z tych momentów, w którym nie wiedział co robić. Normalnie by wiedział. Teraz przez tą kłótnię nie. Czy jeśli sama rozpali kominek Shafiq nie będzie miał pretensji? Ale też… Było coś dziwnego w głosie Anthony'ego. Taka… Szczerość, której chyba dawno nie słyszał.
– Może usiądź a ja spróbuję rozpalić w kominku, chociaż sam padam. Zresztą patrząc jakie są tu problemy z teleportacja nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie dlatego mieliśmy problemy z ogniem.