Od Spalonej Nocy minęło kilka dni i społeczność magiczna próbowała powrócić do przedpożarowej normy i naprawić szkody, które wyrządził ogień. Ci, którzy byli poza domami, albo mieszkali poza obrębem Zadrapania, mieli o wiele większe szczęście, jeśli chodzi o zdrowie i dobytek, ale musieli mierzyć się z szeptami, rzucanymi niebezpośrednio oskarżeniami i wrogością za to, że stracili mniej, albo nie stracili nic. Byli również tacy, którzy, aby nie myśleć o śmierci i ogniu, zatracili się w swojej pracy i zaczęli zaciągać do niej swoich współpracowników albo podwładnych, męcząc ich niemiłosiernie.
Gobliny stały się jeszcze bardziej nieznośne, niż do tej pory, niemal opiewając bankowe zabezpieczenia, których do tej pory nikt nie zdołał przełamać, i mamrocząc coś o kolejnych, jakby było to potrzebne. Jessie zazwyczaj wypowiadał się o goblinach w neutralny sposób, przy narzekaniu na ich upartość, niechęć do czarodziei i dziwnym pojęciem własności podkreślając ich inteligencję i niezwykłe zdolności metalurgii. Teraz jednak, marudząc w domu, odniósł wrażenie, że coraz bardziej brzmiał jak jego matka. Czy było to coś złego? Nie. Oczywiście, na głos zacząłby marudzić, że brzmiał jak Charlotte.
Anthony i Lazarus nie musieli czekać na niego długo, chociaż planował pojawić się wcześniej. Niestety, jego plan został popsuty przez gobliny, oczywiście, dlatego do Little Hangleton przeniósł się prawie spod wyjścia z banku i gdyby ktoś przyjrzał mu się uważniej, zdołałby jeszcze zauważyć na jego twarzy grymas. Grymas ten ustąpił miejsca uśmiechowi, gdy jego wzrok trafił na wuja. Dobrze było widzieć Anthony'ego w stanie lepszym, niż tamtego dnia, kiedy podczas niezapowiedzianych odwiedzin usuwali z czarodzieja magiczną farbę w kolorze, którego obaj nie widzieli. Uśmiech zaraz jednak zniknął, gdy młodzieniec zobaczył drugiego mężczyznę. Brew powędrowała wyżej, zdradzając zaciekawienie. Powinienem przyjść później?, spojrzał na wuja z niemym pytaniem.
-Miło mi - odpowiedział również skinięciem głowy. -Tak, chociaż wciąż odbywam staż.
Jeszcze przez chwilę przyglądał się Lazarusowi, na moment zerknął na notujące pióro i odwrócił się z uśmiechem do wuja.
-Obiad brzmi zachęcająco - powiedział i ruszył za starszymi czarodziejami.