19.02.2023, 20:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2023, 21:19 przez Mavelle Bones.)
Wypadła zdyszana na polanę, dobre parę chwil później po wilczycy. O ile w ludzkiej formie, jak najbardziej, mogła z Brenną konkurować w bieganiu, tak gdy kuzynka zmieniała formę… wszelkie marzenia o zwycięstwie – choć tak właściwie trudno nazwać ich trening wyścigiem o cokolwiek – odchodziły natychmiast w zapomnienie.
- To nieuczciwe – wydyszała, choć bardziej z rozbawieniem niż rzeczywistą pretensją odnośnie przemiany Brenny. Zwłaszcza że jeszcze trochę – choć trudno było do końca przewidzieć, ile właściwie (niestety burze nie pojawiają się na zamówienie) – i sama będzie mogła biec obok Longbottomówny. Może nawet z psią gromadką. Może nawet urządzą sobie jakieś wyścigi…? Wszystko to jednak jedynie pieśń przyszłości, bliższej wprawdzie niż dalszej, ale jednak. O ile w ogóle uda się dożyć – wszak czasy wybitnie niespokojne i nie była nijak w stanie określić, czy nagle nie wydarzy się coś, co przekreśli wszystkie te plany.
- … nie zachęcasz do przemiany jako takiej – zaśmiała się cicho. Wizja utknięcia w półprzemianie brzmiała… no cóż, bardzo, bardzo kiepsko, to raz. Dwa – szczęściem, nie była nastolatką, która musiała komukolwiek coś udowodnić ani aż w tak gorącej wodzie kąpana, żeby próbować odstawiać takie rzeczy od ręki. Zwłaszcza że nawet nie była pewna, jak w ogóle pójdzie pierwsza przemiana! - Oczywiście że ćwiczyłam. Ćwiczę. Będę ćwiczyć, – zapewniła, gdy złapała porządnie oddech – Amato Animo Animato Animagus – wyrecytowała zaraz, na potwierdzenie swoich słów. Choć też rzuciła spojrzenie z gatunku „i jak mi poszło?” - jakby się upewniała, że na pewno nic a nic nie przekręciła.
- Wierzę. Im dłużej o tym myślę, tym mniej jestem pewna, czy to rozsądne. Jak ci się w ogóle udało utrzymać ten liść pod językiem? Jeść, mówić i tak dalej... – pokręciła powoli głową. Ten punkt chwilami wydawał się być niemożliwy do zrealizowania, ale z drugiej strony? Nie była pierwszą czarownicą, jaka postanowiła odkryć swoją zwierzęcą stronę. Tak że to nie mogło być AŻ TAK trudne, prawda? ...prawda…?
Nie mówiąc już o tym, że tak jak kuzynka – Mavelle naprawdę niespecjalnie planowała zgłaszać się do rejestru animagów. W zasadzie wcale. Średnio to licowało z funkcją, jaką przecież pełniła – jako brygadzistka powinna stać na straży prawa i tym samym samej go przestrzegać co do joty. A praktyka… praktyka pokazywała, że jest wiele odcieni szarości, nie zaś jedynie biel i czerń.
- Może jednak najpierw rozgrzewka – zdecydowała, wyciągając różdżkę i rozejrzała się po polanie, szukając celu. No dobrze, skoro kuzynka na pewien sposób rzuciła wyzwanie – co niekoniecznie musiało tym właśnie być, oczywiście, ale dlaczego nie miałaby w sumie sprawdzić przy okazji, która sobie lepiej radzi z tym zadaniem…? - to też dopadła jeden z głazów. Za pierwszym razem – nic. Za drugim? Nooo, poderwał się łaskawie, ale tak, jakby mu się baaardzo nie chciało i koniec końców spadł na ziemię, zanim doszło do zderzenia.
- No nie wierzę, jeszcze trochę tak, a zaraz stwierdzę, że nie powinnam się teleportować. Nigdy. – oświadczyła, po czym wymierzyła różdżkę w znacznie mniejszy kamyk. Czy uda się go przeobrazić w motyla…? Och, wyglądało na to, że tak – wkrótce barwny owad poderwał się do lotu.
- No co, uznałam, że przyda się trochę więcej wiosny – rzuciła lekkim tonem.
translokacja
transmutacja
- To nieuczciwe – wydyszała, choć bardziej z rozbawieniem niż rzeczywistą pretensją odnośnie przemiany Brenny. Zwłaszcza że jeszcze trochę – choć trudno było do końca przewidzieć, ile właściwie (niestety burze nie pojawiają się na zamówienie) – i sama będzie mogła biec obok Longbottomówny. Może nawet z psią gromadką. Może nawet urządzą sobie jakieś wyścigi…? Wszystko to jednak jedynie pieśń przyszłości, bliższej wprawdzie niż dalszej, ale jednak. O ile w ogóle uda się dożyć – wszak czasy wybitnie niespokojne i nie była nijak w stanie określić, czy nagle nie wydarzy się coś, co przekreśli wszystkie te plany.
- … nie zachęcasz do przemiany jako takiej – zaśmiała się cicho. Wizja utknięcia w półprzemianie brzmiała… no cóż, bardzo, bardzo kiepsko, to raz. Dwa – szczęściem, nie była nastolatką, która musiała komukolwiek coś udowodnić ani aż w tak gorącej wodzie kąpana, żeby próbować odstawiać takie rzeczy od ręki. Zwłaszcza że nawet nie była pewna, jak w ogóle pójdzie pierwsza przemiana! - Oczywiście że ćwiczyłam. Ćwiczę. Będę ćwiczyć, – zapewniła, gdy złapała porządnie oddech – Amato Animo Animato Animagus – wyrecytowała zaraz, na potwierdzenie swoich słów. Choć też rzuciła spojrzenie z gatunku „i jak mi poszło?” - jakby się upewniała, że na pewno nic a nic nie przekręciła.
- Wierzę. Im dłużej o tym myślę, tym mniej jestem pewna, czy to rozsądne. Jak ci się w ogóle udało utrzymać ten liść pod językiem? Jeść, mówić i tak dalej... – pokręciła powoli głową. Ten punkt chwilami wydawał się być niemożliwy do zrealizowania, ale z drugiej strony? Nie była pierwszą czarownicą, jaka postanowiła odkryć swoją zwierzęcą stronę. Tak że to nie mogło być AŻ TAK trudne, prawda? ...prawda…?
Nie mówiąc już o tym, że tak jak kuzynka – Mavelle naprawdę niespecjalnie planowała zgłaszać się do rejestru animagów. W zasadzie wcale. Średnio to licowało z funkcją, jaką przecież pełniła – jako brygadzistka powinna stać na straży prawa i tym samym samej go przestrzegać co do joty. A praktyka… praktyka pokazywała, że jest wiele odcieni szarości, nie zaś jedynie biel i czerń.
- Może jednak najpierw rozgrzewka – zdecydowała, wyciągając różdżkę i rozejrzała się po polanie, szukając celu. No dobrze, skoro kuzynka na pewien sposób rzuciła wyzwanie – co niekoniecznie musiało tym właśnie być, oczywiście, ale dlaczego nie miałaby w sumie sprawdzić przy okazji, która sobie lepiej radzi z tym zadaniem…? - to też dopadła jeden z głazów. Za pierwszym razem – nic. Za drugim? Nooo, poderwał się łaskawie, ale tak, jakby mu się baaardzo nie chciało i koniec końców spadł na ziemię, zanim doszło do zderzenia.
- No nie wierzę, jeszcze trochę tak, a zaraz stwierdzę, że nie powinnam się teleportować. Nigdy. – oświadczyła, po czym wymierzyła różdżkę w znacznie mniejszy kamyk. Czy uda się go przeobrazić w motyla…? Och, wyglądało na to, że tak – wkrótce barwny owad poderwał się do lotu.
- No co, uznałam, że przyda się trochę więcej wiosny – rzuciła lekkim tonem.
508
translokacja
Rzut O 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 51
Slaby sukces...
Slaby sukces...
transmutacja
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!