14.09.2025, 20:17 ✶
Co tylko zapragnie, na co tylko ma ochotę...
Może pieprzony pokój na świecie? – pomyślała przelotnie, ale zaraz potem się odwróciła, żeby bezczelnie ugryźć go w kawałek odsłoniętej skóry tuż nad ładnie wyeksponowaną kością miednicy. Trochę za bardzo kręciło jej się w głowie na takie śniadanie, ale jeśli okazałoby się, że chłopak miałby jeszcze trochę czasu potem...?
Czarne włosy przesłaniały jej twarz, pokołtunione, poprzylepiane do skóry brakiem zachowania minionej nocy jakimikolwiek prawami higieny. Nie dbała o to, tak jak on nie dbał, jeszcze tam zdążą się spłukać przed jedzeniem, w sumie wizja prysznica, wydała się całkiem przyjemna, choć nie tak jak podgryzienia swojej wczorajszej zdobyczy raz jeszcze. Miał przyjemnie gładką skórę, w tym miejscu, a teraz - w świetle dnia - złociste oczy mogły z niekłamaną przyjemnością ześlizgnąć się po obrysowanej pod tą skórą muskulaturze.
– Podwójne... nie... potrójne espresso. Jajecznica na bekonie. Kiełbaski. Dobre, świeże pieczywo. Może też masło, żebym mogła Ci nim wysmarować nosa? – kłapnęła zębami w jego stronę, ale zaraz potem uśmiechnęła się lekko rozleniwiona znów opierając głowę. Jednak nie powinna się ruszać zbyt szybko. To nie było rozsądne. Zupełnie jakby koło rozsądku leżało to co wyprawiali wczoraj...
– Tak w ogóle to jestem Miles. Mam nadzieję, że nie przedstawiałeś mi się wczoraj bo przypał, ale skoro zapraszasz mnie na randkę, to warto byłoby wiedzieć jak na siebie wołać inaczej niż "ej ty". Słoneczka nie zniosę, więc nawet nie próbuj! – ostrzegła uczciwie grożąc mu palcem, choć było to raczej nieskładne wymachiwanie dłonią gdzieś w powietrzu. – Spoko miejscówka. Mieszkasz tu? – głupie pytanie, wiedziała, że są w hotelu, ale powoli mózg zaczął jej iskrzyć, pomimo kacowej mgły, a język coraz sprawniej turlał się wewnątrz ust. Może nie powinna się odzywać, ostatecznie chciała zjeść dobre śniadanie w takim miejcu, skoro w domu czekałby na nią w lodówce zwiędnięty kiszony ogórek i własnej roboty bimber. Kiepska alternatywa.
Może pieprzony pokój na świecie? – pomyślała przelotnie, ale zaraz potem się odwróciła, żeby bezczelnie ugryźć go w kawałek odsłoniętej skóry tuż nad ładnie wyeksponowaną kością miednicy. Trochę za bardzo kręciło jej się w głowie na takie śniadanie, ale jeśli okazałoby się, że chłopak miałby jeszcze trochę czasu potem...?
Czarne włosy przesłaniały jej twarz, pokołtunione, poprzylepiane do skóry brakiem zachowania minionej nocy jakimikolwiek prawami higieny. Nie dbała o to, tak jak on nie dbał, jeszcze tam zdążą się spłukać przed jedzeniem, w sumie wizja prysznica, wydała się całkiem przyjemna, choć nie tak jak podgryzienia swojej wczorajszej zdobyczy raz jeszcze. Miał przyjemnie gładką skórę, w tym miejscu, a teraz - w świetle dnia - złociste oczy mogły z niekłamaną przyjemnością ześlizgnąć się po obrysowanej pod tą skórą muskulaturze.
– Podwójne... nie... potrójne espresso. Jajecznica na bekonie. Kiełbaski. Dobre, świeże pieczywo. Może też masło, żebym mogła Ci nim wysmarować nosa? – kłapnęła zębami w jego stronę, ale zaraz potem uśmiechnęła się lekko rozleniwiona znów opierając głowę. Jednak nie powinna się ruszać zbyt szybko. To nie było rozsądne. Zupełnie jakby koło rozsądku leżało to co wyprawiali wczoraj...
– Tak w ogóle to jestem Miles. Mam nadzieję, że nie przedstawiałeś mi się wczoraj bo przypał, ale skoro zapraszasz mnie na randkę, to warto byłoby wiedzieć jak na siebie wołać inaczej niż "ej ty". Słoneczka nie zniosę, więc nawet nie próbuj! – ostrzegła uczciwie grożąc mu palcem, choć było to raczej nieskładne wymachiwanie dłonią gdzieś w powietrzu. – Spoko miejscówka. Mieszkasz tu? – głupie pytanie, wiedziała, że są w hotelu, ale powoli mózg zaczął jej iskrzyć, pomimo kacowej mgły, a język coraz sprawniej turlał się wewnątrz ust. Może nie powinna się odzywać, ostatecznie chciała zjeść dobre śniadanie w takim miejcu, skoro w domu czekałby na nią w lodówce zwiędnięty kiszony ogórek i własnej roboty bimber. Kiepska alternatywa.