19.02.2023, 21:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2023, 21:58 przez Brenna Longbottom.)
Pod względem aktywności fizycznej mogły ze sobą konkurować. Stały na podobnym poziomie od najmłodszych lat. I może po części dlatego, z bardzo licznego kuzynostwa, Brenna – choć dla wszystkich jednako miła, i wszystkich zamęczająca swoim gadulstwem – najbardziej przyjaźniła się z Mavelle. Bliskość wieku tylko to ułatwiała. Bones była po prostu jedyną w rodzinie, która bez większych problemów potrafiła dotrzymać kroku Brennie, ruchliwej i energicznej od najmłodszych lat.
Oczywiście, dotrzymywała jej kroku, póki Brenna biegła na dwóch nogach, nie na czterech.
- Życie nie jest uczciwe, skarbie – roześmiała się na uwagę Mavelle. – Całkiem nieźle. Piękny akcent – pochwaliła ją.
Nie, nie zachęcała. Ale i nie zniechęcała. Niemniej, gdy zaczęła uczyć Mavelle animagii – a padło na nią, bo Bones chciała zrobić to w sekrecie – zadbała, by ta wiedziała o ryzyku. I podjęła wszelkie kroki, aby je zminimalizować. Sama Brenna dopiero teraz, z perspektywy lat wiedziała, jak bardzo ryzykowała, ucząc się animagii w szkole. Ta była przydatna, ze względu na Erika, ale i pracę – Brenna po ukończeniu Hogwartu zarejestrowała się, by używać zdolności dla Brygady. Nie żałowała więc, niemniej wiedziała, ile miała szczęścia.
U Mavelle trzeba było zadbać, aby nie chodziło o szczęście. Zwłaszcza, że nie mogły prosić nikogo o pomoc. Teraz czasy były inne i brak rejestracji mógł być… dogodny ze względu na Zakon.
- Och, to była najgorsza część. Bo widzisz, nie udało mi się. Dwa razy. Raz połknęłam go przez sen po dwóch tygodniach. A raz podczas gadania, kiedy został mi jeden dzień. Jeden dzień. Wyobrażasz sobie moje cierpienie? – spytała dramatycznym tonem Brenna, gdy jednocześnie uderzała skałami o siebie nawzajem. – W ogóle to było straszne, bo nie dość, że musiałam uważać, co jem i jak mówię, to wszyscy się dziwili, że nagle mniej jem i mniej mówię!
W przypadku Mavelle miało być łatwiej. Większość uwierzy w wymówkę, w domu nikt się jej nie czepi. Ale Brenna miała piętnaście lat, ukrywała, co robiła, więc koledzy z Hogwartu, nauczyciele, a podczas świąt i rodzina zastanawiali się, dlaczego nagle Brenna nieco ogranicza dwie z trzech (obok biegania wszędzie, gdzie popadnie) swoich ulubionych czynności: jedzenie i gadanie.
Brenna machnęła różdżką, znów wprawiając w ruch kamienie, tym razem sprawiając, że kilka mniejszych zawirowało wokół nich. Translokacja nigdy nie była jej ukochaną dziedziną magii, ale ostatnio skandalicznie ją zaniedbała. Tymczasem powinna ćwiczyć choćby ze względu na teleportację…
Zachęcona tym sukcesem wycelowała w wyczarowanego przez Mavelle motyla, ale tym razem miała znacznie mniej szczęścia. Wyszeptane cicho finite nie trafiło celu i barwny motyl odleciał po prostu, gdzieś ponad drzewa Kniei Godryka.
- Dobrze, że Erik tego nie widział, powiedziałby, że skandalicznie się opuściłam i to na pewno przez to, że tracę czas na te wszystkie komiksy – rzuciła do kuzynki, pozwalając wreszcie głazom opaść. – Krótkie starcie czy ścigamy się, która szybciej zdejmie cele?
Przeszła się wzdłuż polany, machając różdżką ku kamieniom i zamieniając je w ruchome cele, po trzy dla niej i dla Mavelle, jeśli Bones wybrała właśnie tę formę „zabawy”. Transmutacja, na szczęście, szła Brennie zawsze dobrze, więc tym razem nie musiała się wstydzić niepowodzenia.
Oczywiście, dotrzymywała jej kroku, póki Brenna biegła na dwóch nogach, nie na czterech.
- Życie nie jest uczciwe, skarbie – roześmiała się na uwagę Mavelle. – Całkiem nieźle. Piękny akcent – pochwaliła ją.
Nie, nie zachęcała. Ale i nie zniechęcała. Niemniej, gdy zaczęła uczyć Mavelle animagii – a padło na nią, bo Bones chciała zrobić to w sekrecie – zadbała, by ta wiedziała o ryzyku. I podjęła wszelkie kroki, aby je zminimalizować. Sama Brenna dopiero teraz, z perspektywy lat wiedziała, jak bardzo ryzykowała, ucząc się animagii w szkole. Ta była przydatna, ze względu na Erika, ale i pracę – Brenna po ukończeniu Hogwartu zarejestrowała się, by używać zdolności dla Brygady. Nie żałowała więc, niemniej wiedziała, ile miała szczęścia.
U Mavelle trzeba było zadbać, aby nie chodziło o szczęście. Zwłaszcza, że nie mogły prosić nikogo o pomoc. Teraz czasy były inne i brak rejestracji mógł być… dogodny ze względu na Zakon.
- Och, to była najgorsza część. Bo widzisz, nie udało mi się. Dwa razy. Raz połknęłam go przez sen po dwóch tygodniach. A raz podczas gadania, kiedy został mi jeden dzień. Jeden dzień. Wyobrażasz sobie moje cierpienie? – spytała dramatycznym tonem Brenna, gdy jednocześnie uderzała skałami o siebie nawzajem. – W ogóle to było straszne, bo nie dość, że musiałam uważać, co jem i jak mówię, to wszyscy się dziwili, że nagle mniej jem i mniej mówię!
W przypadku Mavelle miało być łatwiej. Większość uwierzy w wymówkę, w domu nikt się jej nie czepi. Ale Brenna miała piętnaście lat, ukrywała, co robiła, więc koledzy z Hogwartu, nauczyciele, a podczas świąt i rodzina zastanawiali się, dlaczego nagle Brenna nieco ogranicza dwie z trzech (obok biegania wszędzie, gdzie popadnie) swoich ulubionych czynności: jedzenie i gadanie.
Brenna machnęła różdżką, znów wprawiając w ruch kamienie, tym razem sprawiając, że kilka mniejszych zawirowało wokół nich. Translokacja nigdy nie była jej ukochaną dziedziną magii, ale ostatnio skandalicznie ją zaniedbała. Tymczasem powinna ćwiczyć choćby ze względu na teleportację…
Zachęcona tym sukcesem wycelowała w wyczarowanego przez Mavelle motyla, ale tym razem miała znacznie mniej szczęścia. Wyszeptane cicho finite nie trafiło celu i barwny motyl odleciał po prostu, gdzieś ponad drzewa Kniei Godryka.
- Dobrze, że Erik tego nie widział, powiedziałby, że skandalicznie się opuściłam i to na pewno przez to, że tracę czas na te wszystkie komiksy – rzuciła do kuzynki, pozwalając wreszcie głazom opaść. – Krótkie starcie czy ścigamy się, która szybciej zdejmie cele?
Przeszła się wzdłuż polany, machając różdżką ku kamieniom i zamieniając je w ruchome cele, po trzy dla niej i dla Mavelle, jeśli Bones wybrała właśnie tę formę „zabawy”. Transmutacja, na szczęście, szła Brennie zawsze dobrze, więc tym razem nie musiała się wstydzić niepowodzenia.
Rzut O 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 40
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.