15.09.2025, 11:41 ✶
Roselyn nie należała do najcierpliwszych osób na ziemi. Jedyną cierpliwość, jaką miała, przeznaczała na rośliny. Roselyn w pracy i Roselyn prywatnie to były dwie różne osoby i każdy kto miał okazję poznać osobie osobowości panny Greengrass by to potwierdził. Chaos, który panował na ulicach Londynu, odzwierciedlał to, co działo się w jej głowie i sercu. Nie chciała wdawać się w dyskusje z kimś, kto najwyraźniej oszalał.
- Nawdychałeś się za dużo dymu? - warknęła, podejmując kolejną próbę wyminięcia jegomościa. Ten jednak już wyciągał w jej stronę łapska.
- Czas na sprawiedliwość! - wrzasnął, lecz nie zdążył nic zrobić. Ktoś dołączył się do tej rozmowy, ale nie stanął po jego stronie. Odwrócił głowę w kierunku mężczyzny, mrużąc przekrwione od dymu oczy. - Wypierdalaj, gnoju.
Rzucił tylko, plując śliną w kierunku Ambroise.
Doskonale znała ten głos - rozpoznałaby go nawet, gdyby dochodził spod wody. Ulżyło jej, ale nie w stu procentach. Ambroise nie wyglądał dobrze: również sam nie należał do najcierpliwszych osób. A mało tu mieli chaosu?
- Roise... - zdążyła tylko powiedzieć, bo mężczyzna, który ją zaczepił, splunął w kierunku Greengrassa. - Zostaw mojego brata!
Nie myślała za długo, w sumie to wcale nie myślała. Roselyn rzuciła się na typa z łapami, mimo że wiadomym było, że nie ma z nim żadnych szans.
Oprócz AF na 1k mam też zawadę Słabo zbudowany, niedowaga (II): Nie wiadomo czy to naturalne predyspozycje, czy efekt ślęczenia nad książkami, ale Roselyn jest bardzo drobna i krucha. Niemal na granicy niedowagi.