15.09.2025, 15:23 ✶
Postać pisana przez graczkę Roberta Croucha.
Callie zawsze chciała doścignąć swoje magiczne rodzeństwo, dlatego harowała za dwóch. Całe życie się starała zostać swego rodzaju reprezentacją rodziny, pragnęła budzić dumę i uznanie. Dlatego to ona pojechała do Londynu – miasta, które we wsi uważano za gniazdo zła wszelkiego – by sprzedawać wyroby nie tylko własnych krewnych, ale i mieszkańców swojej wioski. Kosze, ususzone magiczne owoce, każdego rodzaju bibeloty, wydrążone dynie, szaty, płaszcze, szaliki, rękawiczki, skarpety, breloki, amulety, herbaty, wonne świece i kadzidełka. Nie robiła oczywiście tego sama, lecz własną małą ojczyznę reprezentowała jedynie Callie.
Kiedy przyuważyła przy straganie samego Anthony'ego Shafiqa, od razu wygładziła sukienkę i spojrzała w lusterko. Zmroził ją na chwilę ten charakterystyczny strach przed osobami, których nazwisko pojawiało się w Proroku Codziennym. Czytywała tę gazetę, podobnie jak inne. Zawsze starała się przynajmniej wiedzieć coś o świecie, skoro możliwości nabycia praktycznych umiejętności nie miała. Poprawiła włosy, loczki kręcące się wokół jej twarzy. Chciała wyglądać jak osoba, która wiedziała, co robiła. Która znała się na tym, co sprzedawała.
Shafiq właśnie rozmawiał z pewną młodą dziewczyną, nieznaną Callie. Młoda sprzedawczyni wiedziała, że przeszkadzanie im w rozmowie było niewskazane, ale bała się, że jak ich nie zagadnie, to zaraz odejdą od straganu. A sam Anthony Shafiq miał zapewne taki majątek, że zostawienie jego części rodzinie Smithów nie byłoby dla niego żadnym bolesnym dla budżetu wydatkiem.
– Dzień dobry – przywitała się z uśmiechem. Jej policzki pokrył rumieniec, stres odzywał się, lecz poza tym poznać po sobie tego nie dawała. – Potrzebują państwo pomocy przy wyborze? Bo jeśli tak, to z radością opowiem o tym, co tutaj przywiozłam.
Głos jej nie zadrżał ani przez moment. Wielki sukces.