16.09.2025, 02:43 ✶
– Myślałem, że pójdę tam jutro z Jessim i spróbujemy ocenić straty – Co raczej nie będzie zbyt wesołą wycieczką. – A potem udamy się do sklepów, jeśli jakieś będą funkcjonowały, aby dokupić wam to czego potrzebujecie tutaj. – Oczywiście miał tutaj wszystko co było potrzebne, aby zapewnić gościom odpowiedni poziom komfortu, ale Jonathan wiedział, że czasem miło jest kupić (czy raczej w tym wypadku otrzymać) coś, co pomogłoby spersonalizować przestrzeń, w której będą musieli przez jakiś czas żyć. – Jeśli czegoś potrzebujesz daj mi znać. Nawet jeśli chodzi o inny kolor kapy na łóżko.
Jonathan odwzajemnił toast i sam upił trochę ze swojego kieliszka, czując jak alkohol próbuje dzielnie wypalić wszystkie jego dzisiejsze powody bezsenności. Nie że było to szczególnie skuteczne remedium.
– Nie, nie wbiegłem. – Zamilkł na chwilę. – Wszedłem bardzo szybkim krokiem, ale to była wyjątkowa sytuacja. No i wątpię, że można uznać "stanie na zewnątrz i gaszenie budynków" za jakieś olbrzymie ryzykowanie życia. W końcu byłem na otwartej przestrzeni. – Na której i tak wszystko płonęło, ale to już były szczegóły.
Charlotte mogła zobaczyć jak plecy Jonathana nagle się spinają.
– Lottie? Co się dzieje? To tylko popiół? Na Merlina, nie mów że mam wypaloną dziurę. Mam wypaloną dziurę prawda? – Merlinie, tylko nie kolejna tragedia tej nocy. Był na to już zdecydowanie zbyt zmęczony. A może, co gorsza, przez dzisiejsze pożary przybyło mu nagle drastycznie więcej siwych włosów? Bo z tym że w ciemnej czuprynie mógł dostrzec srebrne nitki, pogodził się już jakiś czas temu. Nawet nie zawsze je farbował, aby sprawiać wrażenie kogoś pogodzonego z upływem czasu, ale gdyby nagle jego całą fryzura została przypruszona siwizną... Nie. Tego zdecydowanie nie mógłby znieść i... Zaraz. Kiedy tak właściwie ostatnio zadbał o swoją fryzurę? Chyba... Chyba zapomniał umówić się do fryzjera przez tę całą wampirzą sprawę.
Jonathan odwzajemnił toast i sam upił trochę ze swojego kieliszka, czując jak alkohol próbuje dzielnie wypalić wszystkie jego dzisiejsze powody bezsenności. Nie że było to szczególnie skuteczne remedium.
– Nie, nie wbiegłem. – Zamilkł na chwilę. – Wszedłem bardzo szybkim krokiem, ale to była wyjątkowa sytuacja. No i wątpię, że można uznać "stanie na zewnątrz i gaszenie budynków" za jakieś olbrzymie ryzykowanie życia. W końcu byłem na otwartej przestrzeni. – Na której i tak wszystko płonęło, ale to już były szczegóły.
Charlotte mogła zobaczyć jak plecy Jonathana nagle się spinają.
– Lottie? Co się dzieje? To tylko popiół? Na Merlina, nie mów że mam wypaloną dziurę. Mam wypaloną dziurę prawda? – Merlinie, tylko nie kolejna tragedia tej nocy. Był na to już zdecydowanie zbyt zmęczony. A może, co gorsza, przez dzisiejsze pożary przybyło mu nagle drastycznie więcej siwych włosów? Bo z tym że w ciemnej czuprynie mógł dostrzec srebrne nitki, pogodził się już jakiś czas temu. Nawet nie zawsze je farbował, aby sprawiać wrażenie kogoś pogodzonego z upływem czasu, ale gdyby nagle jego całą fryzura została przypruszona siwizną... Nie. Tego zdecydowanie nie mógłby znieść i... Zaraz. Kiedy tak właściwie ostatnio zadbał o swoją fryzurę? Chyba... Chyba zapomniał umówić się do fryzjera przez tę całą wampirzą sprawę.