Marcowa pogoda odbiegała od uśrednionego ideału; było wszak ciepło, promienie słońca przedzierały się przez nieprzejednany masyw chmur, z tandetnego blichtru tworząc lśniący przepych. Do kości wzierał jednak wciąż nieustępliwy chłód, swą oszronioną dłonią, wywołując drobne dreszcze przebiegające na palcach wzdłuż linii kręgosłupa. Zadarła głowę do tyłu, obserwując przez ulotny moment jak obłoki wędrują po błękitnym podszyciu, co rusz przysłaniając ognistą kulę słońca, aby po chwili na nowo pozwolić jej pieścić wszechrzecz. Nie należała do person, które zamyślały się nader długo obserwując czystość stworzenia i całokształt natury. Wiecznie zabiegana, tworząca, ujmująca i nakazująca, swoim urokiem osobistym jednała ludzi – bo cóż innego jest równie magnetycznym, co względna, powierzchowna pogoda ducha oraz stanowienie ostoi towarzystwa? Jej imię brzmiało wszak w świecie na mnogie sposoby – od określania ją mianem artystki, aż po organizatorkę wystawnych, skonsolidowanych ze sztuką bankietów.
Aleja Horyzontalna sprowadziła ją na swój nierówny bruk, odrobinę zakurzony przez potęgę miejskich westchnięć. Cel zaś, zawoalowany pod całunem potrzeby odetchnięcia londyńskim powietrzem, zawierał także w sobie chęć skorzystania z dobrodziejstw oferowanych przez sklepy. Bo Loretta sroką była; przemierzała więc mnogość sklepów, wzrok wlepiając w ich witryny – jak dziecko przy szklanej szybie cukierni – a przez jej twarz przechodziła cała paleta myśli, które wszak można było czytać z niej niczym z przysłowiowej otwartej księgi.
Przy kolejnym zmarszczeniu brwi, które niosło za sobą ogrom rozmaitości, poczuła świdrujący ją, natarczywy wzrok. Obróciła się, prędko przemierzając wzrokiem wszystkie twarze będące w zasięgu widzenia, ostatecznie jednak zatrzymując się na mężczyźnie, z którego oczu zionęła niebagatelna ciekawość.
Gdy szedł w jej kierunku, skrzyżowała ręce na piersi, ujmując w swoim spojrzeniu iskry ciekawości, jednocześnie idące w tango z drobnym zaniepokojeniem. Przywykła w końcu do bycia obserwowaną; przywykła, iż obcy ludzie w jej towarzystwie szepczą na jej temat; i wreszcie – przywykła, że jest rozpoznawalna. Początkowo, gdy rozwijała żagle swojej kariery, nie była do tego stopnia sławna – teraz jednak, będąc jedną z najsłynniejszych artystek i właścicielką galerii sztuki, przestała reagować na mimowolne bycie w wiecznym centrum uwagi.
Uniosła wysoko brwi na jego pytanie.
– Piosenkarką? Ja? Mogę ci co najwyżej zafałszować kolędy – odparła, a kąciki ust powędrowały niepewnie ku górze.