16.09.2025, 14:21 ✶
Jonathan oczywiście nie nazwałby swoich żartów o gryzieniu "zębowym kinkiem", a tym bardziej wampirzym, ale... Trzeba było również przyznać, że Hannibal był najwyraźniej właśnie na tropie, na którym starszy Selwyn absolutnie nie chciał aby był, bo jednak jego wampirzy romans (a teraz to w ogóle wampirza przyjaźń) zdecydowanie nie byl tematem na dzisiejszy wieczór.
Musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Tak aby wszyscy zapamiętali tę odpowiedź, ale nie mógł też przesadzić, aby nie wydać się zbyt podejrzanym. Alkohol zdecydowanie nie pomagał w tym zadaniu, dlatego spojrzał po prostu Hannibalowi w oczy i powiedział:
– Oh daj spokój Hannibalu. Mówisz, jakby lekkie gryzienie podczas stosunku było czymś aż tak niespotykanym, że należy przypisywać to jedynie wampirom. Zresztą chodziło mi tylko o metaforę tego, że miłość może być niespotykanie bolesna.
Chyba wybrnął.
Prawdopodobnie dzbanek musiał całkiem lubić Roberta, bo zanim Jonathan zdążył odpowiedzieć coś na te słowne maszkarony, które właśnie wypełzały z ust jego kuzyna, a potem ostentacyjnie powrócić na swoją kanapę, naczynie rozbiło się na podłodze.
Możliwe, że dzbanek i skrzat, który przyszedł zaraz potem by posprzątać bałagan ( i dość stanowczo dać do zrozumienia Selwynowi żeby nic sam nie podnosił, on to zrobi lepiej) uratowały samego Jonathana, bo z jakiegoś powodu Selwyn strasznie nie chciał słuchać o wilkłaczych uszach i co miał z nimi wspólnego Anthony.
– Mercutio, czy mógłbyś przynieść kolejnej herbaty. I fusów i eee... Czy mógłbyś przynieść to o czym mówi Anthony? – poprosił skrzata i odkrył, że nie miał pojęcia na co powinien wróżyć. Czy, tak jak Anthony, na miłość? Czy w ogóle wypadało mu kusić los w tej sposób, kiedy dopiero co rozprawił się ze swoją dawną miłoscią? A na co planowali wróżyć Hannibal i Robert? A w sumie... Czy był głupszy temat do wrożb niż miłość, zwłaszcza gdy tak jej bronił i zwłaszcza w tym stanie? To tylko fusy. Żaden z nich nie był przecież prawdziwym wróżem, a jakiekolwiek inne pytania wydawały się okropnie nudne.
– To ja chyba też w takim razie wybiorę miłość panowie.
W końcu miłość była łatwiejsza, niż chociażby pytanie się fusów o szansę na naprawę przyjaźni.
Musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Tak aby wszyscy zapamiętali tę odpowiedź, ale nie mógł też przesadzić, aby nie wydać się zbyt podejrzanym. Alkohol zdecydowanie nie pomagał w tym zadaniu, dlatego spojrzał po prostu Hannibalowi w oczy i powiedział:
– Oh daj spokój Hannibalu. Mówisz, jakby lekkie gryzienie podczas stosunku było czymś aż tak niespotykanym, że należy przypisywać to jedynie wampirom. Zresztą chodziło mi tylko o metaforę tego, że miłość może być niespotykanie bolesna.
Chyba wybrnął.
Prawdopodobnie dzbanek musiał całkiem lubić Roberta, bo zanim Jonathan zdążył odpowiedzieć coś na te słowne maszkarony, które właśnie wypełzały z ust jego kuzyna, a potem ostentacyjnie powrócić na swoją kanapę, naczynie rozbiło się na podłodze.
Możliwe, że dzbanek i skrzat, który przyszedł zaraz potem by posprzątać bałagan ( i dość stanowczo dać do zrozumienia Selwynowi żeby nic sam nie podnosił, on to zrobi lepiej) uratowały samego Jonathana, bo z jakiegoś powodu Selwyn strasznie nie chciał słuchać o wilkłaczych uszach i co miał z nimi wspólnego Anthony.
– Mercutio, czy mógłbyś przynieść kolejnej herbaty. I fusów i eee... Czy mógłbyś przynieść to o czym mówi Anthony? – poprosił skrzata i odkrył, że nie miał pojęcia na co powinien wróżyć. Czy, tak jak Anthony, na miłość? Czy w ogóle wypadało mu kusić los w tej sposób, kiedy dopiero co rozprawił się ze swoją dawną miłoscią? A na co planowali wróżyć Hannibal i Robert? A w sumie... Czy był głupszy temat do wrożb niż miłość, zwłaszcza gdy tak jej bronił i zwłaszcza w tym stanie? To tylko fusy. Żaden z nich nie był przecież prawdziwym wróżem, a jakiekolwiek inne pytania wydawały się okropnie nudne.
– To ja chyba też w takim razie wybiorę miłość panowie.
W końcu miłość była łatwiejsza, niż chociażby pytanie się fusów o szansę na naprawę przyjaźni.