16.09.2025, 14:37 ✶
Brenna niemal jak zwykle bardziej wpadła do herbaciarni niż do niej weszła, i to mimo tego, że teleportowała się w pobliżu, a nie szła z Ministerstwa. Jeszcze w pracy – w której poza zajmowaniem się setką spraw, które spadły na nich po Spalonej Nocy, jak większość funkcjonariuszy w nadgodzinach sprawdziła też adres i dane personalne kelnerskich braci – na moment przed wyjściem przebrała się z munduru w ciuchy wyciągnięte z szafki. W przeciwieństwie do Nory, sama miała na sobie dość typową szatę czarodziejów, choć specjalnie uszytą tak, żeby nie krępowała za bardzo ruchów.
– Cześć, skarbie – przywitała się, opadając na miejsce naprzeciwko Nory i odruchowo poprawiając włosy. Na ich uczesanie nie starczyło jej już czasu, a geny Potterów sprawiały, że jeżeli nie poświęciła fryzurze dostatecznie dużo czasu, ta lubiła wymykać się spod kontroli. – Miło cię widzieć. Zwłaszcza w dorosłej postaci. Pasuje ci ten kolor, tak poza tym. Nie znasz pewnie braci Bumfuzzle, co?
Trochę to była jej zwykła gadanina, bo Brenna zwykle od razu po pojawieniu się zaczynała gadać, trochę chyba faktyczna nadzieja, że kto wie, może akurat bracia z Alei Horyzontalnej byli regularnymi gośćmi w klubokawiarni Nory – magiczny Londyn nie był w końcu aż taki wielki.
– Herbatę rozgrzewającą z malinami poproszę. I hm… zaraz, macie tu chyba kanapki, więc może jeszcze kanapkę – powiedziała, gdy podeszła do nich kelnerka, posyłając jej uśmiech, a potem przeniosła spojrzenie na Norę. – Gdybyśmy spotykały się u ciebie, pewnie poprosiłabym o kawę. A ponieważ wypiłam dzisiaj już pięć kaw, prawdopodobnie zaczęłabym lewitować od ilości kofeiny. Mam wrażenie, że w układzie krwionośnym nie zostało mi już za wiele krwi.
Tak naprawdę to preferowała zwykle herbatę, ale cóż, kofeina była czymś bardzo ważnym w policyjnej pracy, przynajmniej zdaniem Brenny. Podobnie jak pączki, oczywiście. Pod tym względem Brenna była absolutnie stereotypowym gliną. Oczywiście, tutaj pączków by nie zamówiła, skoro mogła mieć te Nory, ale mogła skorzystać z okazji i zjeść kolację inaczej niż w biegu.
!Trauma Ognia
– Cześć, skarbie – przywitała się, opadając na miejsce naprzeciwko Nory i odruchowo poprawiając włosy. Na ich uczesanie nie starczyło jej już czasu, a geny Potterów sprawiały, że jeżeli nie poświęciła fryzurze dostatecznie dużo czasu, ta lubiła wymykać się spod kontroli. – Miło cię widzieć. Zwłaszcza w dorosłej postaci. Pasuje ci ten kolor, tak poza tym. Nie znasz pewnie braci Bumfuzzle, co?
Trochę to była jej zwykła gadanina, bo Brenna zwykle od razu po pojawieniu się zaczynała gadać, trochę chyba faktyczna nadzieja, że kto wie, może akurat bracia z Alei Horyzontalnej byli regularnymi gośćmi w klubokawiarni Nory – magiczny Londyn nie był w końcu aż taki wielki.
– Herbatę rozgrzewającą z malinami poproszę. I hm… zaraz, macie tu chyba kanapki, więc może jeszcze kanapkę – powiedziała, gdy podeszła do nich kelnerka, posyłając jej uśmiech, a potem przeniosła spojrzenie na Norę. – Gdybyśmy spotykały się u ciebie, pewnie poprosiłabym o kawę. A ponieważ wypiłam dzisiaj już pięć kaw, prawdopodobnie zaczęłabym lewitować od ilości kofeiny. Mam wrażenie, że w układzie krwionośnym nie zostało mi już za wiele krwi.
Tak naprawdę to preferowała zwykle herbatę, ale cóż, kofeina była czymś bardzo ważnym w policyjnej pracy, przynajmniej zdaniem Brenny. Podobnie jak pączki, oczywiście. Pod tym względem Brenna była absolutnie stereotypowym gliną. Oczywiście, tutaj pączków by nie zamówiła, skoro mogła mieć te Nory, ale mogła skorzystać z okazji i zjeść kolację inaczej niż w biegu.
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.