Oderwała wzrok od szyby, gdy drzwi się otworzyły. Zabawne - mimo tego, że wpatrywała się w ulicę do nie zauważyła teleportującej się przyjaciółki, bywa i tak. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy dostrzegła Brennę przekraczającą próg, jak zawsze - ciepło jej się robiło na serduszku, kiedy się spotykały. Dobrze było widzieć ją całą i zdrową, co wcale nie było takie oczywiste w czasach, w którym przyszło im żyć. Figg miała świadomość tego, że Longbottomowie byli bardzo wyjątkowi na tle innych czystokrwistych rodów, a to niosło ze sobą dodatkowe zagrożenie, Brenna miała też niebezpieczną pracę, wiadomo więc jak się to wszystko malowało.
- Dziękuję bardzo, nadchodząca jesień mnie natchnęła. - Odpowiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Nie było żadną nowością to, że Norka sięgała po specyficzne kolory, w sumie od zawsze tak miała, ubrania, które nosiła pasowały do jej humoru, czy pory roku, która aktualnie trwała.
- Ciebie również miło widzieć, Bren. - Nie mogła przecież nie odpowiedzieć na ten komentarz. Naprawdę była zadowolona z tego, że się spotkały, w normalnych warunkach, była w końcu dorosła, na samą myśl o tym, co się wydarzyło dwa dni temu po jej plecach przechodziły dreszcze.
- Bum, co? - Zmrużyła oczy zastanawiając się nad pytaniem, dość szybko jednak machnęła głową w zaprzeczeniu. Nic jej nie mówiło to nazwisko, a było tak specyficzne, że zapewne by je zapamiętała.
- Niestety, nie znam, a do czego ich potrzebujesz? - Skoro już padło jakieś nazwisko to postanowiła się dowiedzieć, czemu Ci jacyś tam bracia obchodzili Longbottomównę.
- Ja poproszę z imbirem, bez kanapki. - Dodała całkiem uprzejmie. Nie była głodna, prawie nigdy nie była głodna w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki, która chyba miała zupełnie na odwrót.
- No tak, u mnie nie musiałabyś się martwić ewentualną lewitacją, całkiem sprytne. - Odparła uśmiechając się przy tym szeroko. - Ciężki dzień? - Dopytała jeszcze, taka ilość kawy na pewno nie została skonsumowana bez powodu.