16.09.2025, 15:23 ✶
Miilie zdawała się najbardziej pasować do opisanych w księgach faniksach, nawet jeśli ślady na jej skórze były niebieskie a nie czerwone. Pożoga wymęczyła ją, to fakt, ale obecny jej dobrostan zdawał się lepszy, zdecydowanie lepszy niż w sierpniu. Miała cel, miała zaczepienie, miała zakład zmuszający ją do regularnych posiłków, miała trzy pary oczu pilnujące regularnego brania leków.
Wysypiała się.
Najadała się.
Na moment próbowała uwierzyć w chociaż część miłych słów, które strugą leciały w jej kierunku.
Rozkwitała na pogożelisku.
Zadarła głowę i uśmiechnęła się tak szeroko, że kąciki ust niemal sięgnęły uszu. - Dzisiaj udało mi się dobrze zmieszać farby i ten grandient świtu na prawdę robi robotę. Jeszcze gwiazdy wiesz... jak patrzyłam na mapę od Morpheusa, to myślałam, żeby zakląć gwiazdozbiory, żebyśmy widzieli czy ktoś z naszych potrzebuje pomocy. W ogóle myślałam, żeby Tomek zaklął jakieś runy naprowadzające na gaciach, wtedy mielibyśmy dwie jasne informacje wiesz... na wypadek. - podzieliła się swoim pomysłem. Jednym z wielu, ale ten przylepił się do jej barwnej głowy najmocniej.
- I oczy Tommy'ego są już w całkiem niezłym stanie wiesz Basilius ma na niego... ma na niego oko. - Zarechotała niekontrolowanie. Lepiej, nie oznaczało dobrze. Ale wystarczało na teraz. Lepsze rechotanie niż opętańczy śmiech. - A tamten mu daje pomocną dłoń. W ogóle zebrałam ludzi co ich mamy pod opieką i co jakiś czas skaczemy we trójkę zdejmować klątwy z domów. Tak poza godzinami pracy. Chłopcy świetnie się dogadują ja e... przepraszam Cię za tego Liszka. Totalnie nie pomyślałam i tak pamiętam teraz już buzia w ciupeł na amenosa. - gestem zasznurowała sobie pospiesznie usta, a brzuch przemówił za nią, że jednak to jedzenie dzisiaj było całkiem dawno.
Poszły do kuchni.
- A jak tam w Dolinie Brenka? Potrzebujesz jakiejś pomocy przy Warowni? Wiesz, że jeżeli chodzi o malowanie ścian to masz mój pędzel, sufit nie zając. - Na miotle zajmie jej to mniej czasu, niż jakby ktoś miał dygać z drabiną. Żałowała, że nie zna się na niczym więcej, ale myśl która niegdyś potrafiła ją zeżreć od środka, teraz tylko zakończyła się smutnym wzruszeniem ramion. - No cośtam dla tego Morfiny robię, chociaż no wiesz jak jest. Z drugiej strony nie wiem jak to długo potrwa, bo jak skończy mi się wolne, to trzeba będzie zdecydować, a ja... - zamyśliła się. To był trudny temat, już gadała o tym ostatnio z Geraldine. Czy Moody miała w ogóle wybór? Powinna nakurwiać w czarnoksiężników, robić te pieprzone kursy aurorskie i chuj. Nie każdy w czasie wolnym biegałby po Londynie i ratował ludzi. Czy dało się wyciągnąć z Moody'ego... Moody'ego? Nawet z takiego niedorobionego egzemplarza, jakim była?
- Karty są bardzo niejednoznaczne. Mówią, że mam się kurwa odwołać do swojej intuicji. Pierdolone. Za dużo się napatrzyłam na ten obraz od Erika ze mną jako kapłanką - prezent dumnie zdobił drzwi do dość zaludnionego obecnie pokoju. - I teraz mi wywala ją w każdym rozkładzie. - pożaliła się, choć na bogów! Oby wszyscy mieli takie problemy. Nim podjęła dalej jakiekolwiek zdanie podkradła jeden z kawałków pizzy i zatopiła w nim łapczywie zęby. W końcu odrobina czerwieni (sosu) uplasowała się obok lazuru (farby).
Wysypiała się.
Najadała się.
Na moment próbowała uwierzyć w chociaż część miłych słów, które strugą leciały w jej kierunku.
Rozkwitała na pogożelisku.
Zadarła głowę i uśmiechnęła się tak szeroko, że kąciki ust niemal sięgnęły uszu. - Dzisiaj udało mi się dobrze zmieszać farby i ten grandient świtu na prawdę robi robotę. Jeszcze gwiazdy wiesz... jak patrzyłam na mapę od Morpheusa, to myślałam, żeby zakląć gwiazdozbiory, żebyśmy widzieli czy ktoś z naszych potrzebuje pomocy. W ogóle myślałam, żeby Tomek zaklął jakieś runy naprowadzające na gaciach, wtedy mielibyśmy dwie jasne informacje wiesz... na wypadek. - podzieliła się swoim pomysłem. Jednym z wielu, ale ten przylepił się do jej barwnej głowy najmocniej.
- I oczy Tommy'ego są już w całkiem niezłym stanie wiesz Basilius ma na niego... ma na niego oko. - Zarechotała niekontrolowanie. Lepiej, nie oznaczało dobrze. Ale wystarczało na teraz. Lepsze rechotanie niż opętańczy śmiech. - A tamten mu daje pomocną dłoń. W ogóle zebrałam ludzi co ich mamy pod opieką i co jakiś czas skaczemy we trójkę zdejmować klątwy z domów. Tak poza godzinami pracy. Chłopcy świetnie się dogadują ja e... przepraszam Cię za tego Liszka. Totalnie nie pomyślałam i tak pamiętam teraz już buzia w ciupeł na amenosa. - gestem zasznurowała sobie pospiesznie usta, a brzuch przemówił za nią, że jednak to jedzenie dzisiaj było całkiem dawno.
Poszły do kuchni.
- A jak tam w Dolinie Brenka? Potrzebujesz jakiejś pomocy przy Warowni? Wiesz, że jeżeli chodzi o malowanie ścian to masz mój pędzel, sufit nie zając. - Na miotle zajmie jej to mniej czasu, niż jakby ktoś miał dygać z drabiną. Żałowała, że nie zna się na niczym więcej, ale myśl która niegdyś potrafiła ją zeżreć od środka, teraz tylko zakończyła się smutnym wzruszeniem ramion. - No cośtam dla tego Morfiny robię, chociaż no wiesz jak jest. Z drugiej strony nie wiem jak to długo potrwa, bo jak skończy mi się wolne, to trzeba będzie zdecydować, a ja... - zamyśliła się. To był trudny temat, już gadała o tym ostatnio z Geraldine. Czy Moody miała w ogóle wybór? Powinna nakurwiać w czarnoksiężników, robić te pieprzone kursy aurorskie i chuj. Nie każdy w czasie wolnym biegałby po Londynie i ratował ludzi. Czy dało się wyciągnąć z Moody'ego... Moody'ego? Nawet z takiego niedorobionego egzemplarza, jakim była?
- Karty są bardzo niejednoznaczne. Mówią, że mam się kurwa odwołać do swojej intuicji. Pierdolone. Za dużo się napatrzyłam na ten obraz od Erika ze mną jako kapłanką - prezent dumnie zdobił drzwi do dość zaludnionego obecnie pokoju. - I teraz mi wywala ją w każdym rozkładzie. - pożaliła się, choć na bogów! Oby wszyscy mieli takie problemy. Nim podjęła dalej jakiekolwiek zdanie podkradła jeden z kawałków pizzy i zatopiła w nim łapczywie zęby. W końcu odrobina czerwieni (sosu) uplasowała się obok lazuru (farby).