17.09.2025, 11:02 ✶
– Już wiem, gdzie jest ich znaleźć. Będę zbierać informacje… nieoficjalnie.
Ustalenie, gdzie są bracia, było łatwe (a przynajmniej Brenna tak sądziła, nieświadoma jeszcze, że w istocie to chłopcy wyjechali do Paryża i tylko tu wrócili). Trudniejszą częścią było dowiedzenie się o nich więcej i znalezienie właściwego podejścia, skoro w tym wypadku nie mogła działać oficjalnie. W końcu śledztwo zostało zamknięte.
– Tak zrobię – mruknęła półgębkiem, bardzo cicho, między kolejnymi łykami herbaty. Ostatecznie czarodziejów było mniej niż mugoli, a sprawę ułatwiał fakt, że wiele osób z Zakonu pracowało w Ministerstwie i było w różnym wieku – zwyczajnie ktoś mógł być z którymś z braci na roku. Nie wdawała się jednak w szczegóły, bo jednak nie chciała o pewnych sprawach rozmawiać zbyt szeroko w herbaciarni. – Chyba wszyscy spodziewają się Samhain? Dlatego normalnie pomyślałabym: uderzy przed świętem. Ale w Beltane znaczenie miała konkretna data, więc może teraz też?
Czy użyje mocy zdobytej podczas Beltane w święto umarłych? A może użył jej już podczas Spalonej Nocy?
– Ale… zastanawiałam się, czy hm, nie chciałabyś wysłać jesienią Mabel na wakacje. Tak na tydzień. Za granicę. Oczywiście nie samą. Myślałam, że mógłby z nią pojechać tata Dory. Może też moja matka, żeby był przy nich jakiś czarodziej, chociaż nie jestem pewna, czy da się do tego przekonać. Twoja babcia, jeśli byłaby chętna. W okolicach Samhain. Ja płacę – powiedziała, trochę ostrożnie. Nie wiedzieli czy atak faktycznie nastąpi. Voldemort znów mógł sprawić im niespodziankę i zaatakować dużo wcześniej albo dużo później. Ale mimo wszystko… sama myśl o Samhain wprawiała Brennę w pewien niepokój i czułaby się dużo lepiej, gdyby przynajmniej ci z ich najbliższych, którzy nie dadzą rady walczyć, opuścili Anglię. Po prawdzie chętnie zaproponowałaby to i Norze, ale domyślała się, że ta będzie wolała zostać i zadbać o zaopatrzenie.
Westchnęła i odstawiła filiżankę, spoglądając na jej dno i rozmokłe fusy.
– Nauczycielka wróżbiarstwa kiedyś mi mówiła, że koniecznie powinnam chodzić na jej lekcje, bo wróżby mogą odpowiedzieć na wszystkie pytania. Byłoby miło, gdybym zobaczyła datę w fusach – stwierdziła, z nieco krzywym uśmiechem.
Ustalenie, gdzie są bracia, było łatwe (a przynajmniej Brenna tak sądziła, nieświadoma jeszcze, że w istocie to chłopcy wyjechali do Paryża i tylko tu wrócili). Trudniejszą częścią było dowiedzenie się o nich więcej i znalezienie właściwego podejścia, skoro w tym wypadku nie mogła działać oficjalnie. W końcu śledztwo zostało zamknięte.
– Tak zrobię – mruknęła półgębkiem, bardzo cicho, między kolejnymi łykami herbaty. Ostatecznie czarodziejów było mniej niż mugoli, a sprawę ułatwiał fakt, że wiele osób z Zakonu pracowało w Ministerstwie i było w różnym wieku – zwyczajnie ktoś mógł być z którymś z braci na roku. Nie wdawała się jednak w szczegóły, bo jednak nie chciała o pewnych sprawach rozmawiać zbyt szeroko w herbaciarni. – Chyba wszyscy spodziewają się Samhain? Dlatego normalnie pomyślałabym: uderzy przed świętem. Ale w Beltane znaczenie miała konkretna data, więc może teraz też?
Czy użyje mocy zdobytej podczas Beltane w święto umarłych? A może użył jej już podczas Spalonej Nocy?
– Ale… zastanawiałam się, czy hm, nie chciałabyś wysłać jesienią Mabel na wakacje. Tak na tydzień. Za granicę. Oczywiście nie samą. Myślałam, że mógłby z nią pojechać tata Dory. Może też moja matka, żeby był przy nich jakiś czarodziej, chociaż nie jestem pewna, czy da się do tego przekonać. Twoja babcia, jeśli byłaby chętna. W okolicach Samhain. Ja płacę – powiedziała, trochę ostrożnie. Nie wiedzieli czy atak faktycznie nastąpi. Voldemort znów mógł sprawić im niespodziankę i zaatakować dużo wcześniej albo dużo później. Ale mimo wszystko… sama myśl o Samhain wprawiała Brennę w pewien niepokój i czułaby się dużo lepiej, gdyby przynajmniej ci z ich najbliższych, którzy nie dadzą rady walczyć, opuścili Anglię. Po prawdzie chętnie zaproponowałaby to i Norze, ale domyślała się, że ta będzie wolała zostać i zadbać o zaopatrzenie.
Westchnęła i odstawiła filiżankę, spoglądając na jej dno i rozmokłe fusy.
– Nauczycielka wróżbiarstwa kiedyś mi mówiła, że koniecznie powinnam chodzić na jej lekcje, bo wróżby mogą odpowiedzieć na wszystkie pytania. Byłoby miło, gdybym zobaczyła datę w fusach – stwierdziła, z nieco krzywym uśmiechem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.