- To dobrze, Ty zawsze znajdziesz sposób, czyż nie? - Oczywiście nie umknęło jej to, iż Brenna wspomniała iż to nie jest oficjalne, Norka cieszyła się, że przyjaciółka darzyła ją takim zaufaniem, że jej o tym wspominała. Zresztą Figg należała do osób, które nie plotkowały o tym, o czym rozmawiali z nimi najbliżsi, ich tajemnice były zawsze z nią bezpieczne.
- To może jednak Yule? Wiesz, schemat, co drugie święto, jeden sabat spokoju, następny dramat. - Póki co chyba właśnie tak się to przedstawiało, zresztą Yule wydawało jej się być momentem, kiedy będą mogli chcieć uderzyć. ten sabat był obchodzony dość hucznie, więc prosiło się o to, aby to wykorzystać.
Słuchała tego, co Brenna miała jej do powiedzenia, tak właściwie to nie było głupie. Miałaby pewność, że Mabel będzie bezpieczna, gdyby doszło do ewentualnych ataków. - To jest całkiem rozsądne, ale... - Pojawiło się jedno ale, które zaczynało ją niepokoić. - ale będziemy tak robić przy każdym sabacie? - Wpatrywała się w Longbottom swoimi zielonymi oczami, była zmęczona. Czy już zawsze będzie to tak wyglądało? Przed każdym sabatem będą się szykować na najgorsze?
- W tym wypadku nie mam nic przeciwko, po prostu chciałabym wiesz, żeby w końcu wszystko wróciło do normy, by było bezpiecznie. - Nie wątpiła w to, że Brenna również tego chciała, nie mogły jednak nic z tym zrobić, prawda? Nie miały wpływu na jakiegoś popaprańca, który postanowił przejąć władzę nad magicznym światem, który powodował, że nie było już bezpiecznie, że musieli oglądać się za swoje ramiona, zastanawiać się nad tym, czy ktoś nie straci życia.
- Myślisz, że ją dostrzeżesz, w sumie wasza rodzina posiada jakiś dar z tym związany. - W końcu Morpheus był jasnowidzem, Brenna również posiadała pewne umiejętności, warto było spróbować? Nie, żeby wierzyła w to, że faktycznie uda im się odkryć w fusach do herbaty datę kolejnych ataków Voldemorta. Sama zaś dopiła zawartość swojej filiżanki, żeby spojrzeć na to, co ułoży się na jej dnie.
Koło (dobry los/zasłużony sukces)