17.09.2025, 11:43 ✶
Czy na pewno znajdzie sposób? Nie sądziła, by tak było. Mimo to uśmiechnęła się do Nory, nie przecząc, bo naprawdę w duszy miała dość wątpliwości własnych, by nie chcieć zasiewać ich także w cudzych umysłach. Potrzebowali nadziei. Nie mogła im jej odbierać.
– Nie wiemy jeszcze czy coś wydarzy się w Mabon – powiedziała Brenna, między kęsami swojej kanapki. Lammas upłynęło we względnym spokoju, a potem zagłada nadciągnęła ot tak, dziewiątego września. – Nie. Nie będziemy – przyznała, tłumiąc westchnienie. Czy czasem najchętniej zapakowałaby kilka osób w pociąg i wysłała na drugi koniec świata? Tak. I dlatego nawet nie mogła winić Patricka, Mavelle, Avelinę czy Vincenta, że znikli z kraju. Ich nieobecność – o dziwo, chyba najbardziej Vinca – bolała czasem niemal fizycznie, ale cieszyła się, że są bezpieczni.
Jednocześnie jednak nie mogli uciec wszyscy. Wtedy Anglia zostanie stracona.
– Może niepotrzebnie się zafiksowuję, ale chodzi o to, że… jak szukałam informacji… granica między światami jest najcieńsza w te dwie daty. A Samhain ogólnie to dość złowieszcze święto. Poza tym jeżeli nawet tu się mylimy, nie zdziwię się, jeśli uderzy parę dni wcześniej, żeby wybrać ten moment, gdy wszyscy będą się przygotowywać. W najgorszym razie Mabel i twoja babcia zwiedzą Hiszpanię. Tam będzie dużo cieplej i ładniej niż tutaj. Chociaż… co ja mówię. W najlepszym razie zwiedzą Hiszpanię – sprostowała, bo przecież wcale nie chciała, aby doszło do jakiegoś ataku.
Wyciągnęła rękę ponad stołem, by na moment ścisnąć dłoń Nory. Tak, też chciałaby, aby było bezpiecznie. I robili co mogli, aby do tego doprowadzić. Mimo to Brenna nie miała niczego pocieszającego do powiedzenia: było więcej niż jasne, że jeżeli nawet zwyciężą w tej wojnie, to zwycięstwo nie nadejdzie dziś, jutro ani nawet w ciągu roku, i że czeka ich jeszcze mnóstwo ciemnych dni.
– Nie sądzę, żeby to tak działało, nawet gdybym była jasnowidzem… ale nie jestem – stwierdziła, opuszczając jednak wzrok i odruchowo zaglądając do swojej filiżanki. Ot tak, trochę żartobliwie, bo mimo ponurych tematów musieli szukać momentów uśmiechu, prawda? – Kiedyś próbowałam tego z V… z przyjacielem. Oboje widzieliśmy w fusach same ponuraki. A potem adoptowałam psa, który wyglądał jak ponurak, więc może jednak jesteśmy świetnymi wróżbitami.
– Nie wiemy jeszcze czy coś wydarzy się w Mabon – powiedziała Brenna, między kęsami swojej kanapki. Lammas upłynęło we względnym spokoju, a potem zagłada nadciągnęła ot tak, dziewiątego września. – Nie. Nie będziemy – przyznała, tłumiąc westchnienie. Czy czasem najchętniej zapakowałaby kilka osób w pociąg i wysłała na drugi koniec świata? Tak. I dlatego nawet nie mogła winić Patricka, Mavelle, Avelinę czy Vincenta, że znikli z kraju. Ich nieobecność – o dziwo, chyba najbardziej Vinca – bolała czasem niemal fizycznie, ale cieszyła się, że są bezpieczni.
Jednocześnie jednak nie mogli uciec wszyscy. Wtedy Anglia zostanie stracona.
– Może niepotrzebnie się zafiksowuję, ale chodzi o to, że… jak szukałam informacji… granica między światami jest najcieńsza w te dwie daty. A Samhain ogólnie to dość złowieszcze święto. Poza tym jeżeli nawet tu się mylimy, nie zdziwię się, jeśli uderzy parę dni wcześniej, żeby wybrać ten moment, gdy wszyscy będą się przygotowywać. W najgorszym razie Mabel i twoja babcia zwiedzą Hiszpanię. Tam będzie dużo cieplej i ładniej niż tutaj. Chociaż… co ja mówię. W najlepszym razie zwiedzą Hiszpanię – sprostowała, bo przecież wcale nie chciała, aby doszło do jakiegoś ataku.
Wyciągnęła rękę ponad stołem, by na moment ścisnąć dłoń Nory. Tak, też chciałaby, aby było bezpiecznie. I robili co mogli, aby do tego doprowadzić. Mimo to Brenna nie miała niczego pocieszającego do powiedzenia: było więcej niż jasne, że jeżeli nawet zwyciężą w tej wojnie, to zwycięstwo nie nadejdzie dziś, jutro ani nawet w ciągu roku, i że czeka ich jeszcze mnóstwo ciemnych dni.
– Nie sądzę, żeby to tak działało, nawet gdybym była jasnowidzem… ale nie jestem – stwierdziła, opuszczając jednak wzrok i odruchowo zaglądając do swojej filiżanki. Ot tak, trochę żartobliwie, bo mimo ponurych tematów musieli szukać momentów uśmiechu, prawda? – Kiedyś próbowałam tego z V… z przyjacielem. Oboje widzieliśmy w fusach same ponuraki. A potem adoptowałam psa, który wyglądał jak ponurak, więc może jednak jesteśmy świetnymi wróżbitami.
Rzut Symbol 1d258 - 45
Gad (fałszywy przyjaciel)
Gad (fałszywy przyjaciel)
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.