- Tak, ale to, co się stało chyba można podłączyć pod Mabon? - W sumie tak jej się wydawało, do pożarów doszło kilkanaście dni przed, więc może miało to jakiś sens? Tak właściwie to nie miała pojęcia, trudno jej było stwierdzić co ma w głowie powalony psychopata.
- W sumie nie spoglądałam na to z tej strony, to prawda, że Samhain prosi się o to, aby coś się podczas niego stało. Zważając na to, że w Beltane postanowili wejść do Libmo, to teraz będą mogli znowu coś takiego zrobić. - Spojrzała na problem z innej strony, nie pomyślała o tym, że Samhain było świętem, gdy granice światów niemalże się zacierały, Voldemort mógł na pewno chcieć skorzystać z magii tego dnia. Cóż, coraz bardziej skłaniała się ku temu, aby faktycznie zgodzić się na propozycję Longbottom, nie mogła jej odrzucić, nie kiedy chodziło o bezpieczeństwo jej córki.
- Tak, myślę, że to jest dobry pomysł, niech jadą, będę spokojniejsza. - Nie widziała żadnych przeciwwskazań, raczej same plusy, do tego, jeśli coś się wydarzy to będzie mogła się skupić na chronieniu swojego dobytku, w przypadku kiedy Mabel była na miejscu priorytety wyglądały zupełnie inaczej, nie mogła się przecież rozdwoić. Trudno było być przedsiębiorczynią, a zarazem samodzielnym rodzicem... no po części, w większości, czy jakoś tak.
Uśmiechnęła się do Brenny, gdy ta ścisnęła jej dłoń. Nie było im łatwo, to był naprawdę trudny czas dla ludzi ich pokroju, Longbottomowie w sumie na własne życzenie znaleźli się na celowniku, bo postanowili wspierać słabszych, świat był okropnie niesprawiedliwy...
- Nie musi działać, ale możemy spróbować. - Skoro uczniowie na lekcjach wróżbiarstwa mogli to robić, to dlaczego one nie miałby też sprawdzić w fusach, co na nie czeka w najbliższej przyszłości, oczywiście z przymrużeniem oka.
- Widzisz, gadasz głupoty, najwyraźniej masz dar! - Skoro widziała psa w filiżance, a później jakiegoś zaadoptowała to musiała być prawda, gdzieś głęboko w Brennie na pewno siedziała jasnowidzka moc...
- Mam kółko, będę się kręcić w kółko? - Spojrzała na przyjaciółkę i przysunęła w jej stronę filiżankę, aby tamta potwierdziła, że widzi to samo, wolała się skonsultować ze specjalistką, którą w tej chwili była dla niej Brenna - wszystko przez tego psa.