23.10.2022, 10:43 ✶
Przewróciła ślepiami, decydując się pozwolić umrzeć temu tematowi. Co by było, to by było – szczęściem, gadające smoki nie istniały, przez co nie istniała obawia, iż Brenna zechce z takim pogadać. Czyli, tym samym, niepotrzebne było wdrażanie planu ratunkowego, zapewne polegającego na ogłuszeniu kobiety i wywiezieniu jej gdzieś na antypody, byleby nie trafiła do swego upragnionego celu. Marzenia należało spełniać, owszem, ale istniały jakieś granice!
Sama również opłaciła swe łupy, stając się w ten sposób właścicielką nie tylko „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, ale i „Jeźdźców smoków z Pern”. Skromnie, bo skromnie, ale zawsze coś! Poprawiła pozycje pod pachą, z lekkim uśmiechem zerkając na skądinąd znajomego smoczka.
- Bardzo mądry Erik – skwitowała z lekkim rozbawieniem – Choć inna sprawa, że zdobycie pisklaka nie jest takie proste… - w końcu to SMOK. Nie standardowa sówka, kot czy żaba. SMOK, zdolny do sfajczenia dosłownie wszystkiego.
- Pojęcia nie mam, co ty za sowy masz… - pokręciła głową, na poły z rozbawieniem, na poły z pewnym współczuciem. Zeżarta praca domowa – to jednak, jakkolwiek by nie patrzeć, niemały ból.
Odetchnęła głębiej, gdy wyszły na zewnątrz. Trochę z żalem – bo zapewne jeszcze chętnie by zatrzymała się na dłużej w ścianach księgarni, niemniej sklep to nie biblioteka, w którym można by spędzić naprawdę wiele godzin, zaczytując się pozycjami. Niemniej, w zasadzie czas temu nie sprzyjał i tak, takim długim posiadówom. Już nie ten wiek, obowiązki i te sprawy…
- Och, rozumiem, że to pytanie ściśle retoryczne? - odparła pytaniem na pytanie, w zasadzie zgadzając się z tym, co towarzyszka mówiła. Bogami a prawdą, nie miała najmniejszego zamiaru zwiewać w popłochu przed paplaniną Brenny, samej chcąc dotknąć kolejnego z wielu odmiennych światów.
- Być może… choć mam wrażenie, że ona tyle gdera, iż naprawdę mało kto jest już w stanie faktycznie jej słuchać – wyraziła swoją wątpliwość. Wszak jednak istniały jakieś limity tego, ile można było wysłuchać, zanim uszy całkiem zwiędły, nieprawdaż?
- A… chyba rozumiem – bąknęła dość niepewnie. Koncept, jaki jej przedstawiono, brzmiał obco i to na tyle, że niełatwo jednak stworzyć w umyśle odpowiedni obraz. - Ej, a może po prostu… poszłybyśmy razem? - podsunęła o wiele prostsze rozwiązanie. W ten sposób sama by zobaczyła, co i jak, bez konieczności głowienia się Brenny nad sposobami wytłumaczenia!
Sama również opłaciła swe łupy, stając się w ten sposób właścicielką nie tylko „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, ale i „Jeźdźców smoków z Pern”. Skromnie, bo skromnie, ale zawsze coś! Poprawiła pozycje pod pachą, z lekkim uśmiechem zerkając na skądinąd znajomego smoczka.
- Bardzo mądry Erik – skwitowała z lekkim rozbawieniem – Choć inna sprawa, że zdobycie pisklaka nie jest takie proste… - w końcu to SMOK. Nie standardowa sówka, kot czy żaba. SMOK, zdolny do sfajczenia dosłownie wszystkiego.
- Pojęcia nie mam, co ty za sowy masz… - pokręciła głową, na poły z rozbawieniem, na poły z pewnym współczuciem. Zeżarta praca domowa – to jednak, jakkolwiek by nie patrzeć, niemały ból.
Odetchnęła głębiej, gdy wyszły na zewnątrz. Trochę z żalem – bo zapewne jeszcze chętnie by zatrzymała się na dłużej w ścianach księgarni, niemniej sklep to nie biblioteka, w którym można by spędzić naprawdę wiele godzin, zaczytując się pozycjami. Niemniej, w zasadzie czas temu nie sprzyjał i tak, takim długim posiadówom. Już nie ten wiek, obowiązki i te sprawy…
- Och, rozumiem, że to pytanie ściśle retoryczne? - odparła pytaniem na pytanie, w zasadzie zgadzając się z tym, co towarzyszka mówiła. Bogami a prawdą, nie miała najmniejszego zamiaru zwiewać w popłochu przed paplaniną Brenny, samej chcąc dotknąć kolejnego z wielu odmiennych światów.
- Być może… choć mam wrażenie, że ona tyle gdera, iż naprawdę mało kto jest już w stanie faktycznie jej słuchać – wyraziła swoją wątpliwość. Wszak jednak istniały jakieś limity tego, ile można było wysłuchać, zanim uszy całkiem zwiędły, nieprawdaż?
- A… chyba rozumiem – bąknęła dość niepewnie. Koncept, jaki jej przedstawiono, brzmiał obco i to na tyle, że niełatwo jednak stworzyć w umyśle odpowiedni obraz. - Ej, a może po prostu… poszłybyśmy razem? - podsunęła o wiele prostsze rozwiązanie. W ten sposób sama by zobaczyła, co i jak, bez konieczności głowienia się Brenny nad sposobami wytłumaczenia!